Jaka durna katastrofa

Nie dość, że w martwym punkcie utknęła wymiana naszych starych Migów za nowoczesne ukraińskie technologie dronowe, to jeszcze Kosiniak-Kamysz grozi Ukrainie zablokowaniem jej akcesji do UE. Nie wyobrażam sobie, by tak ważny członek rządu Tuska wygłaszał w studiu telewizyjnym swoje sądy w tej sprawie bez wiedzy premiera. A to by znaczyło, że Tusk przyzwala na takie pogróżki pod adresem Ukrainy. Tak się nam rozwija durna katastrofa w relacjach polsko-ukraińskich.

Tymczasem w Cork w Irlandii swoją prezydencję w UE obejmuje formalnie to państwo. Media podkreślają, że głównym zmierzeniem prezydencji irlandzkiej będzie przekonanie Unii do likwidacji zasady jednomyślności w kwestiach unijnej polityki zagranicznej. Można się domyślać, że to „efekt Orbána”, notorycznego grożenia przez Węgry wetem i wetowania unijnej pomocy dla walczącej Ukrainy. Jeśli zmiana nastąpi – co mało prawdopodobne, ale nie całkiem wykluczone – Polska ze swoim ewentualnym wetem pójdzie się bujać. Sam pomysł irlandzki uważam jednak za nonsensowny i szkodliwy. Kolejny ukłon w stronę nacjonalistów na skrajnej prawicy na czele z Nawrockim.

Że zaczął Zełenski z UPA, nie jest usprawiedliwieniem niszczenia dorobku ostatnich lat. Ukraina sobie bez naszych postsowieckich Migów poradzi – Zełenski właśnie ogłosił, że kupuje od Szwecji 16 myśliwców marki Grippen – a Polska zostanie z ręką w nocniku. Z wizerunku głównego adwokata Ukrainy w UE zostaną nici. Ukraina ostatecznie przestawi swoje tryby polityczne, dyplomatyczne, gospodarcze i militarne na współpracę z innymi sojusznikami. O to chodzi nacjonalistom, ale Tusk nie powinien przykładać do tego ręki, przechodząc na „narrację” skrajnej prawicy. Tak, to więcej niż błąd, to katastrofa.

Można zrozumieć jego prawoskręt w sprawie paktu migracyjnego – to dziś trend w europejskiej centroprawicy, wymuszony przez antyimigrancki populizm – a obrona granicy białoruskiej przed zamienionymi w oręż Łukaszenki migrantami wzbudziła w tych kręgach uznanie. To wszystko nie gwarantuje jednak, że partia Tuska idzie w stronę wygranej w przyszłorocznych wyborach. Za rubelek od prawicy można zapłacić cnotą, czyli utratą autorytetu przywódczego. Nie jest pewne, czy wyborcy centrowi zrozumieją obecną linię Tuska. A jeśli jej nie zaakceptują, może utracić władzę. Stawia na symbole, ale nie jest w tym tak przekonujący dla „patriotycznego” elektoratu jak Nawrocki et consortes.

„W ostatnich tygodniach – pisze w „GW” badacz traum historycznych Polaków Michał Bilewicz – w wyniku histerii wywołanej przez polskich polityków w debacie publicznej temat wojny w Ukrainie został zupełnie wyparty przez kwestie odległej historii. Zbrodnia sprzed ponad 80 lat przesłoniła zbrodnie, których Ukraińcy doświadczają każdego dnia. Te, przed którymi uciekli do Polski. Pamiętajmy też, jak często o potrzebie rozliczenia się z banderowcami mówią sprawcy dzisiejszych zbrodni. (…) Zamiast walczyć na symbole z Ukrainą, pomyślmy, jak zbudować konstruktywną opowieść o polsko-ukraińskiej przeszłości, w której znajdzie się miejsce dla odczuć polskiego i ukraińskiego ucznia”.

Podoba mi się ten tok myślenia, lecz wymowne, że prezentuje je psycholog, kierownik Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW, a nie polityk obozu rządzącego. Fatalny zwrot w polskiej polityce wobec Ukrainy po „bohaterach UPA” politycy postrzegają jako osiągnięcie, może nawet dowód upragnionej jedności w tej sprawie. Nie widzą ciemnej strony: niezdolności do adekwatnej reakcji na kryzys, który współstworzyli. „Został im się ino sznur”.

Reklama