Na razie gołe pięści

Cieszę się, że policja zatrzymała dwóch (było trzech) bandytów, którzy napadli na dwoje Ukraińców we Wrocławiu. I że premier Tusk zapowiedział wydanie wojny nienawiści i przemocy, wezwał Nawrockiego do przerwania milczenia w tej sprawie i Kaczyńskiego do zaprzestania tworzenia jakichś partyjnych bojówek pod pretekstem, że policja go nie chroni przed protestami.

Mam nadzieję, że za tym publicznym oświadczeniem pójdą czyny. Rząd ma wszelkie siły i środki, by ukrócić przestępczą działalność wszystkich grup próbujących uzurpować sobie prawa zastrzeżone dla policji i innych umundurowanych służb pilnujących bezpieczeństwa obywateli. Wystarczy zajrzeć na strony takich samozwańczych stróżów porządku publicznego, by zobaczyć skalę problemu. Półnagie osiłki z kijami w rękach z „Gromady” mają pół miliona obserwujących.

A przecież są jeszcze „kamraci”, „obrońcy granic i Kościoła” Bąkiewicza, grupy hajlujących neonazistów itd. Armia równoległa pod protektoratem skrajnej prawicy w Sejmie. Każdy dzień zwłoki i bezkarności dotyczącej tych struktur przemocy implantowanych w społeczeństwie przez skrajną prawicę przy milczeniu prezydenta zaprawionego w chuligańskich „ustawkach” zwiększa ryzyko, że prócz gołych pięści pójdą w końcu w ruch noże i pałki.

Tak już było w naszej historii w okresie międzywojennym, gdy prawo pięści poskutkowało morderstwem prezydenta Narutowicza, tolerowaniem wybryków nacjonalistów i faszystów na ulicach w latach 30., a w końcu flirtem piłsudczykowskiej sanacji ze skrajną prawicą. Flirt nie uratował II Rzeczpospolitej, gdy napadły na nią Niemcy Hitlera i Sowiety Stalina.

Prawica nie może się zasłaniać, że nie ma nic wspólnego z tym złowrogim biegiem wydarzeń. Sponsoruje politycznie otwartym tekstem „braunizację” PiS i Konfederacji. Gdy klasa polityczna nie odcina się jednoznacznie od przemocy, zaciąga winę za jej stopniową legitymizację w polityce i społeczeństwie. To jest moment krytyczny. Legitymizacja rozwiązywania siłą i przemocą sporów politycznych zawsze kończy się zniszczeniem systemu demokratycznego pod pozorem, że państwu i społeczeństwu lepiej służy zamordyzm, przedstawiający się zwykle jako emanacja jednostkowej woli Męża Opatrznościowego, ratującego naród przed knowaniami wrogów wewnętrznych i zewnętrznych.

Wypchnięcie jednej szajki przez drugą w PiS to tylko przypisek w historii tego prawoskrętu polityki polskiej. Morawiecki tak samo jak Kaczyński i Nawrocki flirtują z populistyczną i nacjonalistyczną prawicą w UE i w Ameryce. Trwałego i sprawiedliwego pokoju między narodami i w społeczeństwie nie da się zaprowadzić ani gołymi pięściami, ani zorganizowaną przemocą państwową. Idąc tą drogą, da się jednak wyrządzić niepowetowane straty i zniszczenia. To jest dziś największe wyzwanie dla sił demokratycznych. Nieważne, kto zastąpi Kaczyńskiego ani czy Morawiecki osłabi PiS. Ważne, by ludzie nie uwierzyli w „sprawczość” siły i przemocy.

Reklama