Państwo bez głowy

Nie ma dziś ważniejszego tematu ustrojowego, jak spór o to, czy można bronić demokracji przed jej wrogami, ograniczając dostęp do swobód demokratycznych, takich jak wolność zrzeszania się, zgromadzeń, słowa czy wyborów. A że jest przed czym bronić naszej demokracji opisanej w konstytucji, przekonują codziennie choćby funkcjonariusze Nawrockiego z Krakowskiego Przedmieścia.

Ambitni, wyszczekani, bez znaczącego dorobku zyskali dzięki mniemanej wygranej ,,obywatela’’ Nawrockiego możliwość grzebania w ludzkich życiorysach, krzyżowania planów dalszej kariery zawodowej specjalistom różnych branż, od mundurowych przez sędziowskie do akademickich, a przede wszystkim możliwość wywracania planów rządzących na ostatni rok przed wyborami. Jawny absurd tej sytuacji mnie odrzuca, właściwie zniechęca do komentowania czegokolwiek made in Pałac Namiestnikowski.

Po co się zastanawiać nad dalszym losem jakiegokolwiek sensownego i potrzebnego projektu ustawy opracowanej przez rząd, kiedy człowiek rezydujący w tym Pałacu i opłacany wraz ze swymi ambitnymi miernotami z naszych podatków, każdy taki projekt może storpedować, demolując nie tylko agendę rządu Tuska, lecz także działalność państwa w ogóle. I storpedował już prawie 50 razy w ciągu zaledwie roku swego urzędowania. Państwo nie może być tak od wewnątrz osłabiane. Tusk musi coś z tym zrobić, bo Polska jest w potrzebie i niebezpieczeństwie z winy przez grupy ludzi prowadzących bezwstydnie swoją wojnę na zniszczenie Tuska, który dla nich jest wcieleniem zła. A tym złem dla nich jest demokracja konstytucyjna, z której zasadami ludzie o mentalności wodzowskiej zawsze mają kłopot, bo ogranicza ich władcze zapędy.

No i Tusk coś zrobił: doprowadził do wyboru M. Berka na sędziego TK. Wzbudzając protesty nie tylko kaczystów, ale i części konstytucjonalistów i elektoratu koalicji 15 X. Uważam, że Tusk na krytykę nie zasługuje, zwłaszcza przez tych, którzy narzekają, że się leni z rozliczeniami rządów pisowskich, bo tu akurat zrobił krok w dobrą stronę, a jego kandydat wcale nie musi być posłusznym wykonawcą zleceń politycznych, jak pisowscy sędziowie TK. Co więcej, sprawa Trybunału to test na to, w jakim państwie naprawdę żyjemy, a nie jest to państwo opisane w naszej konstytucji, skoro Święczkowski może ignorować jej postanowienia: jeden zagorzały nacjonalista trzyma w szachu państwo polskie, niczym Nawrocki. Ci dwaj kpią z reguł, które wykorzystują do swych celów, albo odrzucają, gdy im nie pasują.

Rzecz niepojęta, lecz wymowna: żyjemy przez tych ludzi w pół-demokracji. Sąd konstytucyjny to w państwach europejskich typu demokratycznego ostateczna wyrocznia w sprawie konstytucyjności stanowionego prawa. A u nas TK jest atrapą kontrolowaną przez fanatyka politycznego, więc państwo nasze ma w tym sensie odciętą głowę. Rząd lub obywatele nie doczekają się wyważonych orzeczeń w ważnych sprawach, jeśli skargi dotyczą działań obecnej opozycji antyrządowej pod przewodem prezydenta. Demokracja konstytucyjna bez wolnego sądu konstytucyjnego to byt teoretyczny, nominalny. Przywrócenie zdolności funkcjonowania Trybunałowi jest zatem racją stanu, a Tusk wyznaczając Berka zachował się jak ,,demokrata walczący’’.

Warto przypomnieć różnym kpiarzom i polemistom, że ten termin – ,,demokracja walcząca’’, streibare / wehrhafte Demokratie, może lepiej byłoby mówić ,,demokracja gotowa do walki’’ ze swymi wrogami – ukuł wybitny niemiecki konstytucjonalista Karl Loewenstein, gdy obserwował, jak naziści demontowali Republikę Weimarską. Zdążył emigrować do USA z Niemiec, a po wojnie wniósł duży wkład w konstruowanie praworządnego ładu Republiki Federalnej.

Fascynująca dla mnie jest sprawa dwóch wybitnych prawników niemieckich, z których jeden Carl Schmitt, legitymizował wodzowskie państwo Hitlera, a drugi Karl Loewenstein, świadek tej samej tragicznej historii lat trzydziestych, najpierw w kraju i na emigracji, a po klęsce nazizmu w odbudowujących się Niemczech niekomunistycznych rozwija teorię prawa demokracji do samoobrony przed antydemokratycznymi siłami wykorzystującymi prawa i swobody demokratyczne do likwidacji demokracji opisanej w konstytucji. Amerykanie aresztowali Schmitta, Lewenstein go przesłuchiwał i polecił internować – może powstała o tym sztuka teatralna, bo aż się prosi? – ostatecznie dożyli sędziwego wieku i zmarli w Niemczech.

Ale jak bronić demokracji przed jej wrogami? To jest tematem sporu po dziś dzień, a wręcz coraz bardziej aktualnym. Nadchodzą wybory we Francji, później w Niemczech, no i wkrótce w naszej Polsce, trzech bokach Trójkąta Weimarskiego. Jeśli wygra je skrajna prawica, żegnaj Unio! Duch Schmitta unosi się nad tym sporem nie tylko w Niemczech. Radykalni legaliści odrzucają walkę o demokrację niedemokratycznymi metodami. Zwolennicy tej idei dopuszczają ograniczenia praw i swobód demokratycznych w sytuacji, gdy zagrożona jest sam etos demokracji. Na przykład mamy zakaz działalności ugrupowań antydemokratycznych czy wolności słowa w określonych przypadkach, np. negowania Holokaustu (zakaz obowiązuje w 10 europejskich państwach, w tym w Polsce).

I decyzję Tuska dotyczącą nominacji Macieja Berka uważam za dobry ruch w stylu demokracji walczącej: bez naprawy Trybunału nie uda się przywrócić rządów prawa w Rzeczpospolitej, a sędzia Berek wraz z innymi wybranymi przez ten Sejm członkami TK mają nie tylko szansę, ale patriotyczno-państwowy obowiązek do tego doprowadzić po utracie przez Święczkowskiego funkcji szefa atrapy. Polityka jest zawsze walką o władzę, lecz czasem politycy walczą o słuszne sprawy, o dobro państwa, o rządy prawa. Po to jest ,,pięść demokracji’’, by odeprzeć jej wrogów. Jednak czy u nas to nie piąstka? Braun neguje komory gazowe w Auschwitz, i nic. Nawrocki nie potępia fali antyukraińskich incydentów, i nic. Nie mianuje funkcjonariuszy i sędziów, i nic. ZondaCrypto to ,,afera Tuska’’, itd. : Ziobro, Romanowski, grube ryby dalej pływają, do aresztu trafiają płotki. A Bąkiewicz, kamraci, różne samozwańcze bojówki, bezcenne przy zamachu stanu? A na koniec Nawrocki nie przyjmie przysięgi od Berka, bo kto mu zabroni? Zaiste, mamy problem z tą gotowością naszej demokracji do walki z jej wrogami.

Reklama