Nałroki na strzelnicy

Pomysł, by chrzcić strzelnicę odwiedzaną przez Nawrockiego w celach autopromocyjnych i żeby Nawrocki, niczym jakaś podróbka Trumpa, wygłaszał stamtąd przemówienia o potrzebie dyskusji narodowej o powszechnym, jak w US, dostępie do broni – bo przecież czasy mamy „przedwojenne”, a tak obywatele byliby bardziej bezpieczni – nie zaskakuje na trumpistowskiej prawicy. Jej najwyższem przedstawicielem jest u nas Nawrocki. Prawdopodobnie nie wie on lub ignoruje, że dyskusja odbyła się już wiele razy i zakończyła odrzuceniem tej próby robienia nam w Polsce Ameryki kowbojskiej, szybkostrzelnej i równie szybko kładącej trupem rodaków i członków własnych rodzin, w tym małe dzieci.

Nawrocki zapewne z poduszczenia Szefernakera et consortes usiłuje przykryć w ten sposób gigantyczną i nieprzykrywalną aferę kryptowalutową i inne ciemne sprawki z przeszłości, gdy przyszły „obywatelski” kandydat na głowę państwa miał dostarczać obywatelom polskim i obcym pracownic seksualnych do sopockiego Grandu. Bardzom ciekaw, jak potoczy się proces sądowy w tej ostatniej sprawie, w którym współoskarża Nawrockiego red. Stankiewicz z Onetu.

A co do odgrzania kotletu przez Nawrockiego, to więcej broni w rękach prywatnych osób to zawsze większe ryzyko, że coś pójdzie nie tak i dostaniesz kulkę w łeb od uzbrojonego po zęby maniaka typu kukizowców. W Polsce poziom kultury prawnej i w ogóle kultury nie jest imponujący. Za to duża jest u nas podatność na rozwiązywanie siłą trudnych sytuacji życiowych. Owszem, mamy oficjalnie, według danych policyjnych, ponoć najmniej sztuk broni w UE – milion w rękach ponad 400 tys. uprawnionych posiadaczy, ale od wojny w Ukrainie liczba podań i koncesji wyraźnie rośnie. W zeszłym roku 50 tys.

I niech tak zostanie. Nasze poczucie bezpieczeństwa nie urośnie od większej liczby broni w prywatnych rękach. Bo z wyjątkiem osób, którym broń przysługuje z racji wykonywania obowiązków służbowych, cała reszta jej posiadaczy to jest zbiór całkowicie nieznany. Nie wiemy, z kim mamy do czynienia, za to wiemy, że Polak z bronią w ręku może być zdolny do wszystkiego.

Broń w rękach prywatnych, a nawet fachowych, nigdy nie daje bezpieczeństwa, tylko szansę, że w razie potrzeby nas ochroni. Żeby broń dawała taką szansę masom, musi istnieć fachowy i skuteczny system szkolenia z jej użycia. Najlepiej jakoś mądrze powiązany z wojskiem i policją. Czy mamy taki system? W przeciwnym razie na fali obecnych nastrojów, wzrostu agresji w społeczeństwie i w retoryce niektórych działaczy skrajnej prawicy szeroki dostęp do broni może, zamiast poprawić, pogorszyć poczucie bezpieczeństwa obywateli i jego stan faktyczny. Tak więc otwieranie, z błogosławieństwem księdza i prezydenta, strzelnicy za kilka milionów mnie nie imponuje.

A pomysł, by wracać do dyskusji o jeszcze większym dostępie do broni, uważam za chybiony. Im bliżej do wyborów parlamentarnych, tym więcej pretekstów do przedstawiania się przez polityków jako twardziele i orędownicy bezpieczeństwa społeczeństwa przez jego militaryzację, bo tym de facto jest więcej broni w rękach prywatnych, otwieranie strzelnic, wciąganie ludzi do sił rezerwowych. Militaryzacja słabo się rymuje z otwartą demokracją. Rymuje się raczej ze społeczeństwem totalitarnym. To tylko droga na skróty. Znam z autopsji tylko jedno społeczeństwo, które potrafiło połączyć życie w permanentnym zagrożeniu agresją zewnętrzną i ciągłej gotowości do samoobrony z żywą demokracją – państwo Izrael.

W rzeczywistości siłę daje społeczeństwu nie sama broń, tylko zaufanie wzajemne do państwa i do elit. Społeczeństwu tak skłóconemu jak nasze do jakiejś elementarnej jedności w obliczu zagrożenia nawet posiadanie bomby atomowej nie zapewni bezpieczeństwa.

Reklama