Łysa Góra i okolice
Koncert zamykający tegoroczny festiwal Sinfonia Varsovia Swojemu Miastu w Studiu im. Lutosławskiego miał ciekawy program związany z nocą świętojańską, choć ta przypada dopiero za 10 dni.
Rozpoczęliśmy więc ten wieczór (pod batutą Aleksandara Markovicia) na hucznym sabacie czarownic, z którego wyszliśmy, gdy zadzwoniły dzwony, nadszedł świt i diabelskie moce zamilkły; środkowy utwór zawierał spotkanie Słońca i Księżyca, a w ostatnim wróciliśmy do czarownic również po dzwonach, lecz tym razem wybijających północ.
Marković, od dawna zaprzyjaźniony z Sinfonią Varsovią, od czterech lat jej pierwszy gościnny dyrygent, współzwycięzca Konkursu im. Fitelberga sprzed 23 lat, trochę zmienił image: ostrzygł kędzierzawą czuprynę, zapuścił brodę (półsiwą), ubrał się w długi płaszcz ze stójką – tak ostatnio lubi – i zrobiło się widoczne, że już nie jest taki młody. Ale energii wciąż ma moc, co było słyszalne przede wszystkim właśnie w obu sabatach: w Nocy na Łysej Górze Musorgskiego i w Symfonii fantastycznej Berlioza.
Orkiestra też miała niemało satysfakcji szalejąc sobie w tej uwerturze i tylko w finale, kiedy już pojawił się spokój poranka, zepsuła efekt nierównym ostatnim akordem. Natomiast wiele delikatności trzeba było pokazać w utworze Roxanny Panufnik Lunar Solar – Koncert podwójny na obój i rożek angielski. Solistom towarzyszą w nim smyczki, harfa i wibrafon – niby skład mało urozmaicony, a jednak muzyka jest niezwykle barwna, pełna subtelnych niuansów. Obój reprezentuje tu Słońce, a rożek – Księżyc. Utwór został zamówiony wspólnie przez Royal Liverpool Philharmonic Orchestra, Royal Scottish National Orchestra i Sinfonię Varsovię; prawykonanie miało miejsce dosłownie trzy dni temu w Liverpoolu, a tamtejszą orkiestrą dyrygował znany również SV Domingo Hindoyan. Solistami byli muzycy orkiestry. Podobnie u nas (było to polskie prawykonanie): na oboju grała Paulina Sochaj, a na rożku jej profesor Arkadiusz Krupa – oboje związani z SV.
Symfonia fantastyczna to zawsze hit, ale też utwór, w którym za każdym razem można usłyszeć coś nowego. Także odkrywczy: fragmenty pierwszej części błądzące dziwnie między tonacjami, a mające obrazować zawroty głowy zakochanego, są jakby z innych czasów. Natomiast w Scenie na wsi usłyszałam tym razem jeszcze więcej pokrewieństw z późnym Beethovenem – poza tym narzucającym się, z Pastoralną, z którą łączy ją zarówno tonacja, jak i grzmoty kotłów pod koniec, dziś szczególnie wyraziste (ciekawy był też pomysł, by obój odpowiadał rożkowi angielskiemu z kulis). Z tym, że tu zamiast burzy nadchodzi Marsz na miejsce stracenia, w którym zresztą też jest wiele hałasu i można się wyżyć. Ale najwięcej oczywiście zabawy jest w finale i po nim stojak jest zwykle natychmiastowy i spontaniczny. Tak było i dziś.
To nie jest jeszcze koniec sezonu dla orkiestry. Za parę dni zaczynają próby do Toski, którą wykonają pod batutą Bassema Akiki na Placu Centralnym, w ramach festiwalu Centralny Plac Muzyki. Jako soliści wystąpią: Sonya Yoncheva, Jonathan Tetelman, George Gagnidze. A propos Bassema Akiki, została już zapowiedziana prapremiera jego opery, więc można zdradzić, że będzie o Atatürku.