Zespoły-laureaci
Fundacja Ernsta von Siemensa przyznaje od lat nagrody dla kompozytorów (z Polski otrzymał ją tylko Witold Lutosławski w 1983 r.), a od 2001 r. również dla zespołów muzyki nowej. W tej kategorii jednym z pierwszych laureatów była krakowska Spółdzielnia Muzyczna.
W tym roku nagrodzono dwa ansamble i oba wystąpiły w poniedziałek. Pierwszy z nich, estoński Ensemble for New Music Tallinn, grał już na Jesieni cztery lata temu, a kolejny utwór jego szefa, Arasha Yazdaniego (Irańczyk w Estonii), wykonał w zeszłym roku Ensemble Modern. I tym razem szef zaprezentował się również jako kompozytor – na zakończenie koncertu, utworem łączącym irańskie lamentacje z ostrym brzmieniem estońskich dud torupill (Katariin Raska); ten instrument został też wykorzystany przez austriackiego kompozytora Klausa Langa w utworze corium. Estonię w tym programie reprezentowała Lisa Hirsch w intrygującym utworze Liiv’s „Code”, w którym eksploruje poezję Juhana Liiva, splatając poszczególne sylaby z brzmieniem instrumentów; Polskę zaś – Wojciech Błażejczyk utworem wielkiej urody, pięknych brzmień i emocji Współczulność.
Ze Studia im. Lutosławskiego przenieśliśmy się na UMFC na koncert drugiego z laureatów, No Hay Banda z Kanady. Niestety tu wrażenia były dużo gorsze, poza nowym utworem Piotra Peszata As If Understood, żywym, błyskotliwym i zwięzłym. Ale drugi utwór, Everyone No one Sama Salema (Palestyńczyko-Czerkies z Wielkiej Brytanii) był przeciwieństwem: długi i nudny, z dziwnymi tekstami, obrazkami z podróży i cieniem propagandy politycznej. Wyszłam przed końcem i nie byłam w tym sama (od tych, co zostali, słyszę, że niedługo potem utwór się skończył, ale i tak trwał ponad godzinę – gruba przesada). Trochę krótkowzroczność ze strony zespołu demonstrować swoje umiejętności czymś takim – niewiele tu pola do popisu i dodatkowo zniechęca w słuchaniu.
Pokazać się za to świetnie umie Spółdzielnia Muzyczna, laureatka sprzed pięciu lat, której wtorkowy występ w Studiu im. Lutosławskiego intrygował, zaskakiwał i bawił. Abstrakcja spod znaku Kandinsky’ego nim inspirowana Eleny Rykovej, osaczające dźwięki i animacja Barbary Zach, zabawny pomysł Jessie Marino z trzema parami rąk układających się i poruszających na powierzchni kotła, pokazywanych na ekranie (nauczyć się tego to duża sztuka), zanikające aforyzmy muzyczne Petera Ablingera, a w przerwie w hallu kilka przezabawnych i pięknie absurdalnych skeczy z cyklu Zig Bang Georgesa Aperghisa. Z transparentami w nieznanym języku wróciliśmy na salę, a z kolei kiedy wychodziliśmy, wyszedł nam naprzeciw kolejny „patrol”: tym razem „żółte kamizelki” szły gęsiego z poważnymi minami, dzierżąc transparenty z napisem „Żądamy muzyki absolutnej”. Ten warunek na tym koncercie został zresztą spełniony.
I jeszcze nocą w patio Muzeum Etnograficznego koncert polsko-ukraiński: NeoQuartet plus kilkoro muzyków z ukraińskiego Ensemble Nostri Temporis. Na przemian utwory ukraińskie i polskie, wszystkie świeżo zamówione. Jeśli chodzi o dzieła ukraińskie (Nazarii Stets, Mykhailo Chedryk, Polina Pohosha), to i one spełniały „postulat” patrolu (tylko utwór tej ostatniej był zainspirowany dźwiękami wydawanymi przez kaszaloty); z polskimi trochę inna sprawa: Anna Zaradny ciekawie nawiązała do kujawiaka i krakowiaka środkami elektronicznymi wraz z elektrycznymi instrumentami kwartetowymi, a Kuba Krzewiński eksplorował swój ulubiony temat dotyku, pokazując go na ekranie równolegle z odpowiednikami dźwiękowymi. Była nawet fuga z obrazkami! I fragmencik w kwartecie, który mi zabrzmiał jak cytat z Passacaglii z I Koncertu skrzypcowego Szostakowicza. A może mi się zwidziało? Cóż, to była już kolejna noc zarwana, a żeby zdążyć na ostatnie metro, wyszłam niestety przed końcem.
Komentarze
Ha, tak myślałem, że jak przed pierwszym koncertem Ensemble for New Music Tallinn zapraszano na poczęstunek po drugim koncercie, to jest w tym pewien haczyk. 🙂
Też mi się tak wydało 😉