
{"id":122,"date":"2008-03-12T00:54:02","date_gmt":"2008-03-11T23:54:02","guid":{"rendered":"http:\/\/szwarcman.blog.polityka.pl\/?p=122"},"modified":"2008-03-12T00:59:42","modified_gmt":"2008-03-11T23:59:42","slug":"czy-don-juan-mial-sumienie","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/2008\/03\/12\/czy-don-juan-mial-sumienie\/","title":{"rendered":"Czy Don Juan mia\u0142 sumienie?"},"content":{"rendered":"<p>By\u0142am\u00a0w\u0142a\u015bnie na istnej ciekawostce przyrodniczej, a raczej muzycznej. W Warszawskiej Operze Kameralnej odby\u0142a si\u0119 premiera dzie\u0142a niejakiego Gioacchino Albertiniego pt. <em>Don Juan albo ukarany libertyn<\/em>. Co\u015b Wam to przypomina? No w\u0142a\u015bnie. Rzecz w tym, \u017ce pan Albertini (1748-1812) mieszka\u0142 w Polsce, mia\u0142 \u017con\u0119 Polk\u0119 i tu w\u0142a\u015bnie prawdopodobnie skomponowa\u0142 wymienion\u0105 oper\u0119 &#8211; zreszt\u0105 pod sk\u0105din\u0105d znanym tytu\u0142em <em>Don Giovanni<\/em>. Na polski przet\u0142umaczy\u0142 libretto i da\u0142 powy\u017cszy tytu\u0142 nie kto inny, tylko Wojciech Bogus\u0142awski. Jej premiera warszawska odby\u0142a si\u0119 w Teatrze Narodowym w 1783 r., na cztery lata przed prask\u0105 prapremier\u0105 arcydzie\u0142a Mozarta&#8230; Po Warszawie oper\u0119 ujrza\u0142y jeszcze sceny Wilna, Kalisza i Poznania, wsz\u0119dzie by\u0142a przyjmowana z entuzjazmem. I dlatego w\u0142a\u015bnie, kiedy w ko\u0144cu w 1789 r. tego <em>Don Giovanniego<\/em>, kt\u00f3ry przeszed\u0142 do historii, wystawiono w Warszawie, afisze anonsowa\u0142y: &#8222;z now\u0105 muzyk\u0105 pana Mozarta&#8221;.<\/p>\n<p>Dzie\u0142o Albertiniego jednak bynajmniej nie zosta\u0142o przez Mozarta wyparte w Warszawie na sta\u0142e &#8211; wystawiono je zn\u00f3w w 1790, a potem jeszcze w 1803 r. Za ka\u017cdym razem kompozytor troch\u0119 je przerabia\u0142. Przed tymi przer\u00f3bkami musia\u0142 tego Mozarta s\u0142ysze\u0107 i si\u0119 nim przej\u0105\u0107, bo w tym, co s\u0142ysza\u0142am (a by\u0142a to prawdopodobnie jedna z p\u00f3\u017aniejszych wersji, odnaleziona we W\u0142oszech), pojawi\u0142o si\u0119 par\u0119 niemal cytat\u00f3w&#8230;<\/p>\n<p>W Warszawie \u015bpiewano rzecz po polsku. Wsp\u00f3\u0142cze\u015bnie opracowa\u0142a tekst Joanna Kulmowa (zachowa\u0142a si\u0119 tre\u015b\u0107 libretta autorstwa Bogus\u0142awskiego, ale nie w wersji do \u015bpiewania, wi\u0119c trzeba by\u0142o j\u0105 zaadaptawa\u0107). Oryginalne libretto napisa\u0142 prawdopodobnie Giovanni Bertati, sk\u0105din\u0105d ceniony w\u00f3wczas librecista. Janusz Ekiert napisa\u0142 w programie, \u017ce z niego &#8222;ca\u0142e ust\u0119py przepisywa\u0142 &#8211; czyli po prostu krad\u0142 &#8211; Lorenzo da Ponte, pisz\u0105c swoje s\u0142owa dla Mozarta&#8221;. No tak, ale co to za kradzie\u017c, kiedy na tych samych motywach z czego\u015b takiego sobie powstaje rzecz genialna?<\/p>\n<p>Bo akcja opery Albertiniego jest do\u015b\u0107 zagmatwana. Wszystko jest inaczej: zaczyna si\u0119 od tego, \u017ce Don Juana i jego s\u0142ug\u0119 Ombrina (odpowiednik Leporella czy Molierowskiego Sganarela) ratuj\u0105 Lisetta i Tiburzio, odpowiadaj\u0105cy chyba Zerlinie i Masettowi. Don Juan natychmiast zaczyna uwodzi\u0107 Lisett\u0119, ale ona, kiedy ju\u017c ma si\u0119 podda\u0107, nagle przegl\u0105da na oczy i odrzuca go. Potem jest scena z Donn\u0105 Ann\u0105 i jej ojcem Komandorem (tylko te imiona postaci pobocznych si\u0119 zgadzaj\u0105); ona ma by\u0107 wydana za kogo\u015b tam za m\u0105\u017c, ale kocha Juana. Nie ma narzeczonego (u Mozarta &#8211; Ottavia). Jeszcze jest Donna Isabella, odpowiednik Mozartowskiej Elviry, porzucona \u017cona.<\/p>\n<p>Don Juan przychodzi, by porwa\u0107 Ann\u0119, ale ona, cho\u0107 mu sprzyja, porwa\u0107 si\u0119 nie chce. Dalej ju\u017c idzie jak trzeba &#8211; przychodzi Komandor i zostaje zabity. Potem Anna chce zemsty &#8211; ale nie chce jednocze\u015bnie. Juan ma by\u0107 wygnany z kraju za zdrad\u0119 wobec Isabelli, ukrywa si\u0119 wi\u0119c na cmentarzu. Najpierw spotyka tam Ann\u0119, kt\u00f3rej ch\u0119\u0107 do zemsty na jego widok ca\u0142kiem ju\u017c przechodzi, tym bardziej, \u017ce on si\u0119 kaja przed ni\u0105 uni\u017cenie.\u00a0Kiedy ona odchodzi, w niego wst\u0119puje jaka\u015b szajba i zaprasza pos\u0105g Komandora na uczt\u0119. Komandor przychodzi, ale go nie porywa, lecz zaprasza do siebie; Juan musi przyj\u015b\u0107 zn\u00f3w na cmentarz&#8230;<\/p>\n<p>Poki\u0107kane to i kupy si\u0119 nie trzyma. A jeszcze Juan przez ca\u0142y czas labidzi, \u017ce ma z\u0142e przeczucia, \u017ce wie, \u017ce zostanie ukarany za grzechy, \u017ce sumienie go gryzie. A przy Komandorze udaje twardziela. Czy to ma jakikolwiek sens?<\/p>\n<p>Nie, da Ponte niczego nie ukrad\u0142. Bo to dopiero on naprawd\u0119 t\u0119 histori\u0119 stworzy\u0142.<\/p>\n<p>A muzyka? C\u00f3\u017c, taka jak libretto.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>By\u0142am\u00a0w\u0142a\u015bnie na istnej ciekawostce przyrodniczej, a raczej muzycznej. W Warszawskiej Operze Kameralnej odby\u0142a si\u0119 premiera dzie\u0142a niejakiego Gioacchino Albertiniego pt. Don Juan albo ukarany libertyn. Co\u015b Wam to przypomina? No w\u0142a\u015bnie. Rzecz w tym, \u017ce pan Albertini (1748-1812) mieszka\u0142 w Polsce, mia\u0142 \u017con\u0119 Polk\u0119 i tu w\u0142a\u015bnie prawdopodobnie skomponowa\u0142 wymienion\u0105 oper\u0119 &#8211; zreszt\u0105 pod sk\u0105din\u0105d [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":3,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/122"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/users\/3"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=122"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/122\/revisions"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=122"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=122"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=122"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}