
{"id":1236,"date":"2011-08-30T00:52:30","date_gmt":"2011-08-29T22:52:30","guid":{"rendered":"http:\/\/szwarcman.blog.polityka.pl\/?p=1236"},"modified":"2011-08-30T12:07:40","modified_gmt":"2011-08-30T10:07:40","slug":"najwazniejsze-jest-byc-soba","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/2011\/08\/30\/najwazniejsze-jest-byc-soba\/","title":{"rendered":"Najwa\u017cniejsze jest by\u0107 sob\u0105"},"content":{"rendered":"<p>Wiem, wiem, czekacie na relacj\u0119 z wyst\u0119pu Trifonova&#8230; Ale napisz\u0119 chronologicznie.<\/p>\n<p>O 16. w sali kameralnej FN, przy nie ca\u0142kiem zape\u0142nionej sali wys\u0142ucha\u0142am, jak Dmitri Alexeev gra muzyk\u0119 romantyczn\u0105. To kolejna na tym festiwalu posta\u0107 z pokolenia sze\u015b\u0107dziesi\u0119cioparolatk\u00f3w, zwyci\u0119zca konkursu w Leeds z 1975 r., dzi\u015b pedagog Royal College of Music. Raczej omin\u0119\u0142y nas jego wyst\u0119py i okazuje si\u0119, \u017ce szkoda &#8211; wci\u0105\u017c widoczne s\u0105 \u015blady dawnej \u015bwietno\u015bci. Pianista wywiera ujmuj\u0105ce wra\u017cenie &#8211; co\u015b jak Askenazy, niewysoki, siwy pan\u00a0o inteligentnej twarzy i sympatycznym u\u015bmiechu. Skromny, bezpo\u015bredni, po prostu gra i cho\u0107 nie jest to ju\u017c idealne, jak to bywa u profesor\u00f3w rzadziej ju\u017c siadaj\u0105cych do klawiatury, jednak jest w tym wielka klasa. Cho\u0107 niekoniecznie mo\u017cna by\u0142o si\u0119 z tym zgadza\u0107. Jego Schumann (<em>Blumenst\u00fcck <\/em>oraz<em> Kreisleriana<\/em>) by\u0142 intymny, podobnie <em>Skowronek<\/em> Glinki w transkrypcji Ba\u0142akiriewa. Kilka utwor\u00f3w Skriabina zagra\u0142 jednym ci\u0105giem i nie by\u0142 to Skriabin mgli\u015bcie narkotyczny, jakiego lubi\u0119, ale bardzo konkretny. Na koniec Chopin: mazurki z r\u00f3\u017cnych opus\u00f3w nie by\u0142y w\u0142a\u015bciwie mazurkami, tylko subtelnymi miniaturami, a <em>Polonez As-dur<\/em>, chyba jedyny utw\u00f3r zagrany w pe\u0142ni z <em>grandezz\u0105<\/em>, by\u0142 jakby wspomnieniem dawnej interpretacji Rubinsteina. To bezpretensjonalne granie wywar\u0142o piorunuj\u0105cy efekt na publiczno\u015bci, kt\u00f3ra po prostu nie chcia\u0142a go wypu\u015bci\u0107. Bisowa\u0142 wi\u0119c a\u017c cztery razy: <em>Mazurkiem f-moll<\/em> op. 63 nr 2 Chopina, <em>Etiud\u0105 dis-moll<\/em> Skriabina, <em>Preludium gis-moll<\/em> Rachmaninowa i zn\u00f3w Chopinem &#8211; <em>Mazurkiem a-moll<\/em> op. posth. &#8222;Bo, pani Doroto &#8211; powiedzia\u0142a do mnie wychodz\u0105c znajoma &#8211; najwa\u017cniejsze jest by\u0107 sob\u0105&#8221;.<\/p>\n<p>Sob\u0105 jest te\u017c z pewno\u015bci\u0105 Howard Shelley, kt\u00f3ry nade wszystko uwielbia gra\u0107 bardziej lub mniej s\u0142usznie zapomniane koncerty fortepianowe i czyni to jak najuczciwiej, \u017ceby s\u0142uchacz m\u00f3g\u0142 wyrobi\u0107 sobie zdanie. Na pocz\u0105tku koncertu w Studiu im. Lutos\u0142awskiego zadyrygowa\u0142 <em>III Symfoni\u0105 D-dur<\/em> Schuberta &#8211; zabawny to utw\u00f3r, w pierwszej cz\u0119\u015bci prawie mozartowski, w drugiej haydnowski, w trzeciej og\u00f3lnie wiede\u0144ski, dopiero w finale w najczystszym schubertowskim stylu. Potem Shelley siad\u0142 do fortepianu i zagra\u0142 <em>Koncert fortepianowy E-dur<\/em> J\u00f3zefa Krogulskiego. Bardzo mnie ten utw\u00f3r ubawi\u0142 i trzeba stwierdzi\u0107, \u017ce jak na pi\u0119tnastolatka (ale nie geniusza) jest to rzecz ca\u0142kiem zgrabna, cho\u0107 te\u017c, jak w przypadku wczorajszego Franza Xavera, troch\u0119 popl\u0105tana w formie. S\u0105 tam r\u00f3\u017cne dziwaczne pomys\u0142y, jak np. kot\u0142y na rozpocz\u0119cie i zako\u0144czenie wolnej cz\u0119\u015bci; ten koncert tak\u017ce m\u00f3g\u0142by mie\u0107 przydomek <em>militaire<\/em>, tyle jest tam motyw\u00f3w sygna\u0142owych wspartych przez kot\u0142y w\u0142a\u015bnie.<\/p>\n<p>No i na koniec par\u0119dziesi\u0105t minut najczystszej poezji. Moim zdaniem <em>Koncert f-moll<\/em> bardziej pasuje do subtelnej, poetyckiej natury Trifonova. Zagra\u0142 go przepi\u0119knie! A\u017c pomy\u015bla\u0142am, \u017ce gdyby tak by\u0142o w finale konkursu, pierwsza nagroda mog\u0142a by\u0107 bezapelacyjna. Cho\u0107 dyrygent zapewne nie wsp\u00f3\u0142pracowywa\u0142by tak, jak Shelley, kt\u00f3ry jako pianista wspaniale wyczuwa koleg\u00f3w. Publiczno\u015b\u0107 szala\u0142a i zerwa\u0142a si\u0119 od razu. A solista jak w transie zagra\u0142 trzy bisy: Schubertowskiego <em>Pstr\u0105ga<\/em> w transkrypcji Liszta oraz dwie etiudy Chopina z op. 25: nr 2 f-moll (w \u017cyciu nie s\u0142ysza\u0142am tego w takim tempie) i nr 12 c-moll. Kiedy schodzi\u0142 ze sceny, ledwie si\u0119 ju\u017c biedak trzyma\u0142 na nogach.<\/p>\n<p>U Trifonova cudowna jest ta spontaniczno\u015b\u0107, naturalno\u015b\u0107, muzykalno\u015b\u0107 wychodz\u0105ca wszystkimi porami sk\u00f3ry. On ujmuje zupe\u0142nie czym\u015b innym ni\u017c precyzyjna i wystudiowana Avdeeva czy mroczny i introwertyczny Khozyainov. Ale te trzy osobowo\u015bci mi wystarczaj\u0105 za ca\u0142y konkurs. A Trifonov z tej tr\u00f3jki ma to do siebie, \u017ce godzi wszystkich.<\/p>\n<p>PS. W\u0142a\u015bnie dosta\u0142am do r\u0119ki \u015bwie\u017c\u0105 ciep\u0142\u0105 p\u0142ytk\u0119 z nowej, &#8222;fioletowej&#8221; serii &#8211; dzie\u0142 tw\u00f3rc\u00f3w wsp\u00f3\u0142czesnych Chopinowi, ale w odr\u00f3\u017cnieniu od serii &#8222;ceglastej&#8221; wykonywanych na wsp\u00f3\u0142czesnych instrumentach. S\u0105 to koncerty Dobrzy\u0144skiego i Lessla w wykonaniu Shelleya &#8211; nagrania z poprzednich festiwali.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Wiem, wiem, czekacie na relacj\u0119 z wyst\u0119pu Trifonova&#8230; Ale napisz\u0119 chronologicznie. O 16. w sali kameralnej FN, przy nie ca\u0142kiem zape\u0142nionej sali wys\u0142ucha\u0142am, jak Dmitri Alexeev gra muzyk\u0119 romantyczn\u0105. To kolejna na tym festiwalu posta\u0107 z pokolenia sze\u015b\u0107dziesi\u0119cioparolatk\u00f3w, zwyci\u0119zca konkursu w Leeds z 1975 r., dzi\u015b pedagog Royal College of Music. Raczej omin\u0119\u0142y nas jego [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":3,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/1236"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/users\/3"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=1236"}],"version-history":[{"count":7,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/1236\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":1245,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/1236\/revisions\/1245"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=1236"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=1236"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=1236"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}