
{"id":47,"date":"2007-09-26T16:00:14","date_gmt":"2007-09-26T14:00:14","guid":{"rendered":"http:\/\/szwarcman.blog.polityka.pl\/?p=47"},"modified":"2007-10-01T20:11:29","modified_gmt":"2007-10-01T18:11:29","slug":"publicznosc-znow-aktywna","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/2007\/09\/26\/publicznosc-znow-aktywna\/","title":{"rendered":"Publiczno\u015b\u0107 zn\u00f3w aktywna"},"content":{"rendered":"<p>W dawnych czasach Warszawskiej Jesieni publiczno\u015b\u0107 by\u0142a, by tak rzec,\u00a0jednym z bohater\u00f3w festiwalu. Ka\u017cdy czu\u0142 si\u0119 w obowi\u0105zku wyrazi\u0107 swoje zdanie, je\u015bli mu si\u0119 nie podoba\u0142o: krzykn\u0105\u0107 &#8222;cha\u0142a&#8221; lub &#8222;skandal&#8221;, g\u0142o\u015bno klaska\u0107 w \u015brodku albo demonstracyjnie wyj\u015b\u0107 trzasn\u0105wszy drzwiami. I je\u015bli mo\u017cna Jesie\u0144 nazwa\u0107 oaz\u0105 wolno\u015bci w smutnym\u00a0PRL, to tak\u017ce w tej dziedzinie. Tu by\u0142a\u00a0swoboda wypowiedzi. I ch\u0119\u0107 wsp\u00f3\u0142uczestniczenia. By\u0142 nawet czas (w drugiej po\u0142owie lat siedemdziesi\u0105tych), kiedy przychodzi\u0142o si\u0119 na wszelki wypadek z w\u0142asnym instrumentem &#8211; flecikiem, b\u0119benkiem czy czymkolwiek, czym mo\u017cna by\u0142o poha\u0142asowa\u0107 i w\u0142\u0105czyc si\u0119 w akcj\u0119: by\u0142 to czas happening\u00f3w, kt\u00f3re wsp\u00f3\u0142uczestnictwo publiczno\u015bci przewidywa\u0142y. Nie oczekiwa\u0142o si\u0119 prze\u017cy\u0107 estetycznych, ale po prostu zabawy. Z drugiej strony jednak je\u015bli przydarza\u0142o si\u0119 co\u015b fascynuj\u0105cego &#8211; dotyczy\u0142o to zwykle np. utwor\u00f3w Xenakisa czy Serockiego &#8211; entuzjazm publiczno\u015bci by\u0142 tak wielki, \u017ce dzie\u0142o bisowano.<\/p>\n<p><!--more--><\/p>\n<p>Potem \u017carty si\u0119 sko\u0144czy\u0142y &#8211; wsz\u0119dzie, wi\u0119c i tu. Kolejny model s\u0142uchacza Warszawskiej Jesieni to model cywilizowany: siedzi si\u0119 spokojnie i oczekuje, co te\u017c kolejna produkcja przyniesie, je\u015bli co\u015b niesatysfakcjonuj\u0105cego, to wtedy mo\u017cna wyj\u015b\u0107, ale dyskretnie. Czasami tak dyskretnie wymyka\u0142y si\u0119 ca\u0142e stada ludno\u015bci. Je\u015bli co\u015b robi\u0142o wra\u017cenie, bywa\u0142a owacja na stoj\u0105co.<\/p>\n<p>Od pewnego czasu, czyli odk\u0105d publiczno\u015b\u0107 zdecydowanie si\u0119 odm\u0142odzi\u0142a, reakcje tak\u017ce si\u0119 zmieni\u0142y. S\u0105 skrajne. Albo owacja na stoj\u0105co i z krzykami entuzjazmu (o wiele g\u0142o\u015bniejszymi ni\u017c kiedy\u015b), albo ha\u0142a\u015bliwa dezaprobata, buczenie (tego te\u017c wcze\u015bniej nie by\u0142o, przysz\u0142o z Zachodu), czasem wr\u0119cz pr\u00f3by przerwania produkcji. Przedwczoraj zdarzy\u0142 si\u0119 rekordowy (jak dot\u0105d) skandal, jakim by\u0142o wykonanie utworu Giji Kanczelego <em>Kapote<\/em> na akordeon, perkusj\u0119, gitar\u0119 i smyczki. Dawno nie s\u0142ysza\u0142am tak \u017ca\u0142osnego kiczu, a przecie\u017c pami\u0119tam czasy, kiedy ten gruzi\u0144ski kompozytor wstrz\u0105sa\u0142 nas swoimi symfoniami, b\u0119d\u0105cymi jednym wielkim krzykiem o wolno\u015b\u0107 z kraju o bogatej, ale postponowanej tradycji. Potem Kanczelego zakontraktowa\u0142 ECM, kompozytor zamieszka\u0142 w Berlinie, a nast\u0119pnie w Antwerpii, i cokolwiek napisa\u0142, Manfred Eicher mu wydawa\u0142. Ten kawa\u0142ek by\u0142 rzeczywi\u015bcie straszny, a reakcje te\u017c. Przy kolejnej knajpianej frazie publiczno\u015b\u0107 wybucha\u0142a salwami \u015bmiechu (nie powiem, poniek\u0105d te\u017c w nich uczestniczy\u0142am, po prostu nie dawa\u0142o rady inaczej), a w pewnym momencie cz\u0119\u015b\u0107 ludzi zacz\u0119\u0142a wyklaskiwa\u0107 muzyk\u00f3w, kto\u015b nawet krzykn\u0105\u0142: &#8222;Stop it! Stop the piece!&#8221;. Ale rozleg\u0142y si\u0119 te\u017c perswazje: pani z Rosji wykrzykn\u0119\u0142a: &#8222;Dajcie im doko\u0144czy\u0107!&#8221;. Doko\u0144czyli.<\/p>\n<p>Przyk\u0142adem przeciwnym by\u0142 wspominany przeze mnie wczesniej Helmut Lachenmann w utworze <em>Schreiben<\/em> na orkiestr\u0119. Lachenmann &#8211; to w\u0142a\u015bnie &#8222;zgrzyty i syki&#8221;, ale bardzo konsekwentne. Z \u0107wier\u0107 wieku temu przy innym jego utworze publiczno\u015b\u0107 g\u0142o\u015bno protestowa\u0142a i trzaska\u0142a drzwiami. Na co J\u00f3zef Patkowski, tw\u00f3rca i wieloletni szef Studia Eksperymetalnego Polskiego Radia, zerwa\u0142 si\u0119 oburzony i wyg\u0142osi\u0142 wyk\u0142ad-perswazj\u0119, po czym kaza\u0142 orkiestrze wykona\u0107 utw\u00f3r drugi raz&#8230; Dzi\u015b rozentuzjazmowana m\u0142odzie\u017c krzycza\u0142a, tupa\u0142a i sta\u0142a przez dobrych kilka minut. Czasy si\u0119 zmieniaj\u0105.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>W dawnych czasach Warszawskiej Jesieni publiczno\u015b\u0107 by\u0142a, by tak rzec,\u00a0jednym z bohater\u00f3w festiwalu. Ka\u017cdy czu\u0142 si\u0119 w obowi\u0105zku wyrazi\u0107 swoje zdanie, je\u015bli mu si\u0119 nie podoba\u0142o: krzykn\u0105\u0107 &#8222;cha\u0142a&#8221; lub &#8222;skandal&#8221;, g\u0142o\u015bno klaska\u0107 w \u015brodku albo demonstracyjnie wyj\u015b\u0107 trzasn\u0105wszy drzwiami. I je\u015bli mo\u017cna Jesie\u0144 nazwa\u0107 oaz\u0105 wolno\u015bci w smutnym\u00a0PRL, to tak\u017ce w tej dziedzinie. Tu by\u0142a\u00a0swoboda [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":3,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/47"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/users\/3"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=47"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/47\/revisions"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=47"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=47"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=47"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}