
{"id":6155,"date":"2017-01-07T23:51:39","date_gmt":"2017-01-07T22:51:39","guid":{"rendered":"http:\/\/szwarcman.blog.polityka.pl\/?p=6155"},"modified":"2017-01-10T18:57:35","modified_gmt":"2017-01-10T17:57:35","slug":"znow-muzyka-odkrywana","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/2017\/01\/07\/znow-muzyka-odkrywana\/","title":{"rendered":"Zn\u00f3w muzyka odkrywana"},"content":{"rendered":"<p>Z prawdziw\u0105 przyjemno\u015bci\u0105 ods\u0142ucha\u0142am w Dw\u00f3jce retransmisj\u0119 <em>Z\u0142otego runa<\/em> Aleksandra Tansmana (mo\u017ce kto\u015b z Was r\u00f3wnie\u017c s\u0142ucha\u0142?). Ale te\u017c w ten mro\u017any, sp\u0119dzony w domu dzie\u0144 s\u0142ucha\u0142am innych dzie\u0142 ze zbli\u017conej epoki &#8211; par\u0119 pretekst\u00f3w si\u0119 znalaz\u0142o.<\/p>\n<p><!--more--><\/p>\n<p>W\u0142a\u015bnie na \u0142\u00f3dzkiej Tansmanowskiej premierze od jej dyrygenta, \u0141ukasza Borowicza, otrzyma\u0142am z prezencie p\u0142yt\u0119, kt\u00f3ra wysz\u0142a ju\u017c kilka lat temu w cyklu niemieckiej wytw\u00f3rni EDA realizowanym we wsp\u00f3\u0142pracy z Polskim Radiem &#8211; <em>Poland Abroad<\/em>. Pomys\u0142odawc\u0105, or\u0119downikiem i autorem om\u00f3wie\u0144 w ksi\u0105\u017ceczkach do\u0142\u0105czanych do p\u0142yt jest Frank Harders-Wuthenow (z niemieckiego oddzia\u0142u wydawnictwa Boosey &amp; Hawkes), kt\u00f3rego zas\u0142ugi w odkrywaniu muzyki tej epoki s\u0105 po prostu nieocenione.<\/p>\n<p>P\u0142yta, o kt\u00f3rej m\u00f3wi\u0119, zawiera dwa dzie\u0142a sceniczne, nagrane na \u017cywo na koncercie Polskiej Orkiestry Radiowej (kt\u00f3r\u0105 jeszcze w\u00f3wczas Borowicz prowadzi\u0142) w Studiu im. Lutos\u0142awskiego w 2009 r.: jednoaktow\u0105 oper\u0119 komiczn\u0105 Szymona Laksa <em>L&#8217;Hirondelle inattendue<\/em> (Niespodziewana jask\u00f3\u0142ka) oraz kr\u00f3tk\u0105 suit\u0119 z baletu Karola Rathausa <em>Le Lion amoureux<\/em> (Zakochany lew). I zn\u00f3w &#8211; dwa dzie\u0142a po prostu smaczne, wyrafinowane warsztatowo i po prostu wdzi\u0119czne w s\u0142uchaniu. Szymon Laks, z urodzenia warszawiak, przed wojn\u0105 i po wojnie pary\u017canin, mia\u0142 podobne upodobania kompozytorskie do Tansmana (kompozytorzy zreszt\u0105 byli zaprzyja\u017anieni, a Tansman Laksowi niema\u0142o pom\u00f3g\u0142), ale o wiele mniej szcz\u0119\u015bcia &#8211; podczas gdy autorowi <em>Z\u0142otego runa<\/em> uda\u0142o si\u0119 zbiec z Francji do Stan\u00f3w Zjednoczonych, Laks zosta\u0142 aresztowany i deportowany. Trafi\u0142 na dwa lata do Auschwitz, gdzie prze\u017cy\u0142 dzi\u0119ki do\u015b\u0107 szczeg\u00f3lnej roli: skrzypka, a potem dyrygenta orkiestry obozowej. Opisa\u0142 to p\u00f3\u017aniej w ksi\u0105\u017cce <em>Gry o\u015bwi\u0119cimskie<\/em>. Po wojnie, zw\u0142aszcza w ostatnich dekadach \u017cycia (zmar\u0142 w 1983 r.), w og\u00f3le zrezygnowa\u0142 z komponowania, po\u015bwi\u0119caj\u0105c si\u0119 pracy literackiej. <em>Jask\u00f3\u0142ka<\/em> jest jego ostatnim utworem, powsta\u0142a w 1966 r. do tekstu Claude&#8217;a Aveline&#8217;a i na chwil\u0119 jeszcze ukazuje jego dawn\u0105 pogod\u0119 i pazur. Ju\u017c sam wst\u0119p jest niezwykle barwny i zapowiada ciekaw\u0105 akcj\u0119 muzyczn\u0105. To r\u00f3wnie\u017c bajka, jak <em>Z\u0142ote runo<\/em>, cho\u0107 bez akcent\u00f3w politycznych, ale jest to swoista opowie\u015b\u0107 o pojawieniu si\u0119 obcego. Dziennikarz prasy l\u017cejszej z pilotem przybywaj\u0105 na planet\u0119, gdzie witaj\u0105 go szczeg\u00f3lne zwierz\u0119ta &#8211; wzi\u0119te z ludzkich opowie\u015bci, a wi\u0119c Go\u0142\u0119bica z Arki Noego, Pstr\u0105g Schuberta, Pies Baskerville&#8217;\u00f3w, Wieloryb Jonasza, S\u0119p Prometeusza, G\u0119si Kapitoli\u0144skie&#8230; I nagle przybywa nowa posta\u0107, wzi\u0119ta nie ze szlachetnego mitu czy legendy, lecz z popularnej francuskiej piosenki z pocz\u0105tku XX w.: Jask\u00f3\u0142ka z Przedmie\u015bcia. Zwierz\u0119ta traktuj\u0105 j\u0105 pogardliwie, doprowadzaj\u0105 do p\u0142aczu, wreszcie do znikni\u0119cia. To troch\u0119 ilustracja pogardy, jak\u0105 gatunki &#8222;wy\u017csze&#8221; maj\u0105 do &#8222;l\u017cejszych&#8221;, ale te\u017c co\u015b wi\u0119cej. W ka\u017cdym razie s\u0142ucha si\u0119 tego znakomicie i chcia\u0142oby si\u0119 to r\u00f3wnie\u017c zobaczy\u0107 na scenie. Podobnie zreszt\u0105 jak <em>Lwa<\/em> Rathausa, opieraj\u0105cego si\u0119 na do\u015b\u0107 prostym pomy\u015ble, ilustruj\u0105cym podobny problem. Lew przybywa na dw\u00f3r kr\u00f3lowej i jest tam &#8211; on tak\u017ce &#8211; absolutnie obc\u0105 istot\u0105. Jego wej\u015bcie zilustrowane jest g\u0119st\u0105 muzyk\u0105 o posmaku ekspresjonistycznym (Rathaus zwi\u0105zany by\u0142 bardziej z kr\u0119gami niemieckoj\u0119zycznymi &#8211; urodzony w Tarnopolu, studiowa\u0142 w Wiedniu i Berlinie, tam te\u017c odnosi\u0142 swoje pierwsze sukcesy), dw\u00f3r za\u015b jest opisany muzyk\u0105 bardziej konwencjonaln\u0105. <em>Lew<\/em> powsta\u0142 w latach 30., gdy kompozytor przebywa\u0142 w Londynie, i mia\u0142 sw\u0105 premier\u0119 w Covent Garden. Dla uzupe\u0142nienia znajduje si\u0119 jeszcze na p\u0142ycie <em>Preludium na orkiestr\u0119<\/em> Rathausa, ostatni jego utw\u00f3r, napisany w Stanach Zjednoczonych w 1953 r., czyli na rok przed \u015bmierci\u0105.<\/p>\n<p>W cyklu EDA ukaza\u0142y si\u0119 jak dot\u0105d jeszcze trzy p\u0142yty, z kt\u00f3rych mam jedn\u0105, r\u00f3wnie\u017c sprzed kilku lat, r\u00f3wnie\u017c ofiarowan\u0105 mi przez jej wykonawc\u00f3w, czyli Kwartet \u015al\u0105ski. Rozpoczyna si\u0119 ona dzie\u0142em niemal kompletnie nieznanego odkrycia Hardersa &#8211; Joachima Mendelsona, kompozytora r\u00f3wnie\u017c z Warszawy, urodzonego w 1897 r., kt\u00f3ry zgin\u0105\u0142 najprawdopodobniej w 1943 r. w getcie. Ale przez ten czas zd\u0105\u017cy\u0142 studiowa\u0107 w Warszawie, Berlinie i Pary\u017cu, gdzie zaprzyja\u017ani\u0142 si\u0119 i z Laksem, i z Tansmanem, kt\u00f3rzy promowali jego tw\u00f3rczo\u015b\u0107. To, co pozosta\u0142o w Pary\u017cu &#8211; przetrwa\u0142o, to, co w Polsce &#8211; przepad\u0142o. Przetrwa\u0142 m.in. <em>I Kwartet smyczkowy<\/em> z 1925 r. &#8211; znakomity; kojarzy mi si\u0119 w sumie najbardziej z dzie\u0142ami kameralnymi kompozytor\u00f3w z Terezina. A wi\u0119c co\u015b pomi\u0119dzy stylistyk\u0105 niemieck\u0105, ale jakby ja\u015bniejsze, w stron\u0119 francusk\u0105 w\u0142a\u015bnie. Drugim utworem jest <em>II Kwartet smyczkowy<\/em> kolejnego nieod\u017ca\u0142owanego kompozytora, tym razem bez \u017cydowskich korzeni &#8211; Romana Padlewskiego, ofiar\u0119 Powstania Warszawskiego (kt\u00f3rego wiele dzie\u0142 tak\u017ce zgin\u0119\u0142o). R\u00f3wnie\u017c ujmuj\u0105ca muzyka, r\u00f3wnie\u017c neoklasyczna, ale o bardziej pos\u0119pnym (cho\u0107 i \u015bpiewnym) charakterze, czemu trudno si\u0119 dziwi\u0107 (data powstania 1940-42). Ocala\u0142a dzi\u0119ki temu, \u017ce zosta\u0142a podczas wojny &#8211; jak par\u0119 innych powsta\u0142ych w okupowanej Polsce wybitnych dzie\u0142 &#8211; konspiracyjnie wys\u0142ana do Londynu w formie mikrofilmu. P\u0142yt\u0119 zamyka <em>V Kwartet<\/em> Laksa z 1963 r., troch\u0119 elegijny, troch\u0119 cierpki, przywodz\u0105cy na my\u015bl kwartety Gra\u017cyny Bacewicz. Kwartet \u015al\u0105ski po\u015bwi\u0119ci\u0142 zreszt\u0105 osobn\u0105 p\u0142yt\u0119 wszystkim trzem powojennym kwartetom Laksa (przedwojenne zagin\u0119\u0142y), o kt\u00f3rej ju\u017c tu kiedy\u015b wspomina\u0142am.<\/p>\n<p>Wreszcie absolutna nowo\u015b\u0107, r\u00f3wnie\u017c w polskim wykonaniu i wydana za granic\u0105. Wydana przez Musiques Suisses, i r\u00f3wnie\u017c we wsp\u00f3\u0142pracy z Polskim Radiem: wykonawc\u0105 jest NOSPR pod batut\u0105 Thomasa R\u00f6snera, z Mariuszem Godlewskim jako solist\u0105; rzecz nagrano w siedzibie NOSPR. Zawiera tw\u00f3rczo\u015b\u0107 dw\u00f3ch kompozytor\u00f3w z Polski, zamieszka\u0142ych przez lata w Szwajcarii. Pierwszy utw\u00f3r &#8211; to <em>II Symfonia g-moll<\/em> op. 18 (1927) wspominanego tu niedawno Paw\u0142a Kleckiego. Wielki dyrygent by\u0142 autorem czterech symfonii, zachowa\u0142y si\u0119 trzy. To nagranie jest premierowym. Utw\u00f3r ze \u015brodkowego okresu, o b\u0142yskotliwej orkiestracji, co\u015b pomi\u0119dzy p\u00f3\u017anym Mahlerem, p\u00f3\u017aniejszym Richardem Straussem i nawet Paulem Hindemithem. Mahlerowski z ducha jest fina\u0142 z udzia\u0142em solisty barytona, do wiersza poety ekspresjonistycznego Karla Stamma (1890-1919) <em>Schlafe, schlafe, o Welt!<\/em><\/p>\n<p>Drugim utworem na tej p\u0142ycie jest jednocz\u0119\u015bciowa <em>Symfonia<\/em> op. 28 Czes\u0142awa Marka, tw\u00f3rcy, o kt\u00f3rego istnieniu s\u0142ysza\u0142am, ale nigdy nie zetkn\u0119\u0142am si\u0119 z jego dzie\u0142ami. I zn\u00f3w nadspodziewanie dobra muzyka, i warsztatowo, i wyrazowo, impresjonistycznie barwna, z rozmachem. A\u017c dziw, \u017ce to tw\u00f3rca kompletnie u nas zapomniany, zmar\u0142 dopiero w 1985 r. w Zurychu w wieku 94 lat &#8211; ale c\u00f3\u017c, nieobecni nie maj\u0105 racji. Urodzony w Przemy\u015blu, studiowa\u0142 we Lwowie, Wiedniu i Strasburgu; podczas I wojny \u015bwiatowej uciek\u0142 do Szwajcarii, gdzie ju\u017c pozosta\u0142 na reszt\u0119 \u017cycia, z ma\u0142\u0105 przerw\u0105 na rok akademicki 1929\/3o, kiedy to pe\u0142ni\u0142 funkcj\u0119 dyrektora i profesora kompozycji w Pa\u0144stwowym Konserwatorium w Poznaniu. Co go tam spotka\u0142o, trudno powiedzie\u0107, do\u015b\u0107, \u017ce powr\u00f3ci\u0142 do Zurychu i pozosta\u0142 cenionym pedagogiem. Przez lata wyst\u0119powa\u0142 jako pianista, r\u00f3wnie\u017c z \u017con\u0105 skrzypaczk\u0105. <em>Symfonia<\/em> jest chyba najefektowniejszym jego utworem, nagrodzonym w 1928 r. II nagrod\u0105 na Konkursie im. Schuberta (w jury byli m.in. Carl Nielsen i Aleksander G\u0142azunow). Komponowa\u0107 Marek przesta\u0142 w latach 40. Jak wielu innych. Mimo \u017ce na wojnie nie by\u0142.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Z prawdziw\u0105 przyjemno\u015bci\u0105 ods\u0142ucha\u0142am w Dw\u00f3jce retransmisj\u0119 Z\u0142otego runa Aleksandra Tansmana (mo\u017ce kto\u015b z Was r\u00f3wnie\u017c s\u0142ucha\u0142?). Ale te\u017c w ten mro\u017any, sp\u0119dzony w domu dzie\u0144 s\u0142ucha\u0142am innych dzie\u0142 ze zbli\u017conej epoki &#8211; par\u0119 pretekst\u00f3w si\u0119 znalaz\u0142o.<\/p>\n","protected":false},"author":3,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/6155"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/users\/3"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=6155"}],"version-history":[{"count":13,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/6155\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":6170,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/6155\/revisions\/6170"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=6155"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=6155"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=6155"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}