
{"id":905,"date":"2011-06-01T00:08:02","date_gmt":"2011-05-31T22:08:02","guid":{"rendered":"http:\/\/szwarcman.blog.polityka.pl\/?p=905"},"modified":"2017-04-24T20:54:51","modified_gmt":"2017-04-24T18:54:51","slug":"stop-japonsko-europejski","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/2011\/06\/01\/stop-japonsko-europejski\/","title":{"rendered":"Stop japo\u0144sko-europejski"},"content":{"rendered":"<p>Kiedy ogl\u0105da\u0142am <a href=\"http:\/\/videos.arte.tv\/de\/videos\/oper_matsukaze_von_toshio_hosokawa-3881702.html\">spektakl <em>Matsukaze<\/em><\/a> w Operze Narodowej, przysz\u0142o mi to g\u0142owy w\u0142a\u015bnie s\u0142owo: stop, \u015bcis\u0142e po\u0142\u0105czenie tworz\u0105ce now\u0105 jako\u015b\u0107. Bo tak: Toshio Hosokawa jest Japo\u0144czykiem, ale ukszta\u0142towa\u0142a go muzyka europejska, a potem pojecha\u0142 na studia do Europy. Studiowa\u0142 u Korea\u0144czyka Isanga Yuna, kt\u00f3ry namawia\u0142 go do zainteresowania si\u0119 kultur\u0105 kraju pochodzenia, ale \u017ceby by\u0142o \u015bmieszniej, to jego kolejny, ca\u0142kowicie ju\u017c niemiecki (niemieckoj\u0119zyczny Szwajcar, ale w Niemczech wyk\u0142adaj\u0105cy) pedagog Klaus Huber kaza\u0142 mu jecha\u0107 na ca\u0142y semestr do ojczyzny i zapozna\u0107 si\u0119 z w\u0142asn\u0105 tradycj\u0105.<\/p>\n<p>Ciekawe te\u017c, \u017ce Toshio i w rodzinie mia\u0142 znawc\u00f3w dawnej kultury japo\u0144skiej, ale od nich nie dowiedzia\u0142 si\u0119 w\u0142a\u015bciwie niczego, w dzieci\u0144stwie i m\u0142odo\u015bci zreszt\u0105 ma\u0142o go to obchodzi\u0142o. A rodzice ju\u017c mieli europejskie upodobania.<\/p>\n<p>Tak wi\u0119c\u00a0Toshio Europie zawdzi\u0119cza powr\u00f3t do korzeni. Wypracowa\u0142 w\u0142asny styl, w kt\u00f3rym wyczuwa si\u0119 g\u0142\u0119bokie nawi\u0105zania do japo\u0144sko\u015bci, ale warsztat europejski. Opera <em>Matsukaze<\/em>, napisana do tre\u015bci przedstawienia teatru n\u014d,\u00a0zawiera zdecydowanie europejsk\u0105 muzyk\u0119 XX i XXI wieku, ale z japo\u0144skimi akcentami (b\u0119benki, flet) i muzycznymi gestami, cho\u0107 nie jednoznacznie zwi\u0105zanymi z n\u014d. Jednak ten spektakl to nie tylko muzyka Toshio, ale w r\u00f3wnym stopniu re\u017cyseria i choreografia wspania\u0142ej Sashy Waltz ze scenografi\u0105 Pii Maier Schriever i Chiharu Shiota. Wszystko tworzone by\u0142o we wsp\u00f3\u0142pracy i to wida\u0107.<\/p>\n<p>Tre\u015b\u0107 jest do\u015b\u0107 prosta: oto Mnich przychodzi do wioski, gdzie na so\u015bnie znajduje epitafium dla dw\u00f3ch si\u00f3str: Matsukaze i Murasame. Te m\u0142ode kobiety zakocha\u0142y si\u0119 w tym samym m\u0119\u017cczy\u017anie. Yukihira, rozkochawszy je obie, uda\u0142 si\u0119 do miasta, gdzie rozchorowa\u0142 si\u0119 i umar\u0142, one za\u015b nie mog\u0142y wyzwoli\u0107 si\u0119 z t\u0119sknoty za nim, nawet po w\u0142asnej \u015bmierci. Mnich spotyka si\u0119 z ich duchami. Dwa \u015bwiaty przenikaj\u0105 si\u0119 wzajemnie.<\/p>\n<p>To, co zrobi\u0142a na scenie Sasha Waltz, jest pi\u0119kne i wzruszaj\u0105ce. Niesamowita jest pojawiaj\u0105ca si\u0119 w pewnym momencie przegroda-siatka-paj\u0119czyna, za kt\u00f3r\u0105 widoczne obie siostry p\u0142ywaj\u0105 w powietrzu, jak prawdziwe duchy. W ta\u0144cu, kameralnym i grupowym, nie ma dok\u0142adnego odwzorowania tre\u015bci, nie ma te\u017c nawi\u0105za\u0144 do japo\u0144skiego teatru. Jest to subtelna ilustracja tre\u015bci, ale nie dos\u0142owna. Ze \u015bpiewak\u00f3w zwracaj\u0105 uwag\u0119 zw\u0142aszcza odtwarzaj\u0105ce obie siostry Barbara Hannigan (Matsukaze) i Charlotte Hellekant (Murasame). Pierwsza z nich odwiedzi\u0142a ju\u017c Warszaw\u0119, gdy na Warszawskiej Jesieni 7 lat temu wyst\u0105pi\u0142a w kameralnej operze Michela van der Aa <em>One<\/em>. Jest \u015bwietna, i jej kole\u017canka te\u017c.<\/p>\n<p>Spektakl jest koprodukcj\u0105 z brukselskim\u00a0Th\u00e9\u00e2tre Royal de la Monnaie, gdzie premiera odby\u0142a si\u0119 3 maja, berli\u0144sk\u0105 Staatsoper i teatrem w Luksemburgu. Jeszcze tylko dwa razy zostanie tu pokazany, 1 i 2 czerwca. Mo\u017ce jeszcze wr\u00f3ci?<\/p>\n<p>Toshio niestety nie przyjecha\u0142 na premier\u0119. Ale w programie jest ciekawy wywiad z nim, z kt\u00f3rego zacytuj\u0119\u00a0par\u0119 zda\u0144: &#8222;W japo\u0144skim teatrze, r\u00f3wnie\u017c w kabuki, wa\u017cne s\u0105 gesty aktor\u00f3w, kt\u00f3re funkcjonuj\u0105 w stylistycznej syntezie z tekstem, muzyk\u0105, specyficznym rodzajem \u015bpiewu. To jest zreszt\u0105 co\u015b, czego mi brakuje w operze europejskiej. Niemal zawsze jest to fantastyczna muzyka, cudowny \u015bwiat d\u017awi\u0119k\u00f3w, ale wydarzenia na scenie, \u00f3w nieustanny ruch oraz imitacja rzeczywisto\u015bci irytuj\u0105 mnie. S\u0105 oczywi\u015bcie re\u017cyserzy, kt\u00f3rzy uciekaj\u0105 od tej konwencji, jak cho\u0107by Robert Wilson, ale to wyj\u0105tki&#8221;.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Kiedy ogl\u0105da\u0142am spektakl Matsukaze w Operze Narodowej, przysz\u0142o mi to g\u0142owy w\u0142a\u015bnie s\u0142owo: stop, \u015bcis\u0142e po\u0142\u0105czenie tworz\u0105ce now\u0105 jako\u015b\u0107. Bo tak: Toshio Hosokawa jest Japo\u0144czykiem, ale ukszta\u0142towa\u0142a go muzyka europejska, a potem pojecha\u0142 na studia do Europy. Studiowa\u0142 u Korea\u0144czyka Isanga Yuna, kt\u00f3ry namawia\u0142 go do zainteresowania si\u0119 kultur\u0105 kraju pochodzenia, ale \u017ceby by\u0142o \u015bmieszniej, [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":3,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/905"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/users\/3"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=905"}],"version-history":[{"count":12,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/905\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":6457,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/905\/revisions\/6457"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=905"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=905"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=905"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}