
{"id":9298,"date":"2020-10-09T00:53:33","date_gmt":"2020-10-08T22:53:33","guid":{"rendered":"http:\/\/szwarcman.blog.polityka.pl\/?p=9298"},"modified":"2020-10-09T15:55:06","modified_gmt":"2020-10-09T13:55:06","slug":"pistolet-wypala-na-poczatku","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/2020\/10\/09\/pistolet-wypala-na-poczatku\/","title":{"rendered":"Pistolet wypala na pocz\u0105tku"},"content":{"rendered":"\n<p>Nie uda\u0142o si\u0119 Piotrowi Beczale za\u015bpiewa\u0107 w premierze <em>Werthera<\/em> w Met (i d\u0142ugo tam jeszcze nie za\u015bpiewa zwa\u017cywszy, \u017ce ca\u0142y sezon odwo\u0142any), za to uda\u0142o mu si\u0119 w Warszawie.<\/p>\n\n\n\n<!--more-->\n\n\n\n<p>Zna\u0142 zreszt\u0105 wcze\u015bniej t\u0119 realizacj\u0119 doskonale, bo \u015bpiewa\u0142 w niej w teatrach we Frankfurcie i Barcelonie. Spektakl Willego Deckera mia\u0142 premier\u0119 w 1996 r. w Amsterdamie, p\u00f3\u017aniej poza dwiema wy\u017cej wymienionymi operami zago\u015bci\u0142 jeszcze w Rzymie, Genewie oraz Gandawie i Antwerpii. W 2018 r. wystawi\u0142o j\u0105 na nowo praskie<em> <\/em>N\u00e1rodn\u00ed divadlo i t\u0119 wersj\u0119 od niego przej\u0119li\u015bmy.<\/p>\n\n\n\n<p>To trzecia inscenizacja Deckera, kt\u00f3r\u0105 ogl\u0105damy na warszawskiej scenie. Wcze\u015bniej by\u0142a <em><a href=\"https:\/\/szwarcman.blog.polityka.pl\/2010\/03\/25\/elektra-z-klasa\/\">Elektra<\/a><\/em> (2010) i <em><a href=\"https:\/\/szwarcman.blog.polityka.pl\/2013\/01\/14\/carlo-dyryguje-carlem\/\">Don Carlo<\/a><\/em> (2013). Wszystkie &#8211; monumentalne, klaustrofobiczne i plastycznie wysmakowane, cho\u0107 wiem, \u017ce nie wszystkim odpowiada\u0142y, zw\u0142aszcza <em>Elektra<\/em>, utrzymana w kolorze na pograniczu szaro\u015bci i \u00e9cru, sk\u0142adaj\u0105ca si\u0119 z ogromnych \u015bcian i kolistych schod\u00f3w. <em>Don Carlo<\/em> za\u015b by\u0142 grobowo szary. W por\u00f3wnaniu z tymi dwoma spektaklami mo\u017cna powiedzie\u0107, \u017ce <em>Werther<\/em> jest niemal pstry: niebieskogo\u0142\u0119bie wn\u0119trze o nieregularnych kszta\u0142tach. z kilkoma krzes\u0142ami i portretem kobiecym, kt\u00f3ry gra szczeg\u00f3ln\u0105 rol\u0119 w tym przedstawieniu, kontrastuje mocno z tym, co wida\u0107 &#8222;na zewn\u0105trz&#8221;, czyli w g\u0142\u0119bi sceny, a co zale\u017cnie od \u015bwiat\u0142a zmienia kolory: bywa \u017c\u00f3\u0142te, jest na koniec bia\u0142e (od padaj\u0105cego \u015bniegu). Ogromn\u0105 rol\u0119 odgrywa \u015bwiat\u0142o i cie\u0144, kt\u00f3ry w finale staje si\u0119, mo\u017cna powiedzie\u0107, jeszcze jedn\u0105 osob\u0105 dramatu.<\/p>\n\n\n\n<p>Na tym tle pojawiaj\u0105 si\u0119 postaci w czerniach lub g\u0142\u0119bokich szaro\u015bciach, w cylindrach i melonikach jak u Magritte&#8217;a (b\u0142\u0119kity te\u017c przywodz\u0105 to skojarzenie, ale kontrasty z \u017c\u00f3\u0142ci\u0105 s\u0105 jak z van Gogha). Od nich zdecydowanie odr\u00f3\u017cnia si\u0119 Werther, od pocz\u0105tku ustawiony wi\u0119c jako odmieniec. Na pocz\u0105tku, gdy przychodzi po Charlott\u0119, by zabra\u0107 j\u0105 na bal, jest w \u017c\u00f3\u0142tym ubraniu; na ko\u0144cu &#8211; w bieli. Wida\u0107, \u017ce chce rozwali\u0107 ca\u0142y ten sztywny uk\u0142ad, co jest z g\u00f3ry skazane na niepowodzenie.<\/p>\n\n\n\n<p>Decker wprowadza elementy fatum: wizj\u0119 strzelaj\u0105cego do siebie Werthera &#8211; ju\u017c na uwerturze, szczeg\u00f3ln\u0105 rol\u0119 przypisan\u0105 dw\u00f3m przyjacio\u0142om S\u0119dziego (ojca Charlotty), Schmidtowi i Johannowi, kt\u00f3rzy stanowi\u0105 tu karykaturalne personifikacje <em>spiritus movens<\/em> (wygl\u0105daj\u0105 jak Pat i Patachon), wreszcie w\u0142a\u015bnie \u00f3w portret, jak si\u0119 okazuje &#8211; zmar\u0142ej matki Charlotty, kt\u00f3ra wymog\u0142a na c\u00f3rce, \u017ce wyjdzie za m\u0105\u017c za Alberta. Re\u017cyser stara si\u0119 godzi\u0107 wod\u0119 z ogniem: utrzyma\u0107 napi\u0119cie, mimo \u017ce od pocz\u0105tku dobrze wiemy, \u017ce Werther pope\u0142ni samob\u00f3jstwo. Ale wpierw przekona ostatecznie Charlott\u0119, \u017ce i ona go kocha, a po owym samob\u00f3jstwie \u017cegnaj\u0105 si\u0119 jeszcze przez ca\u0142y ostatni akt. Wersja Masseneta r\u00f3\u017cni si\u0119 bardzo od opowie\u015bci Goethego.<\/p>\n\n\n\n<p>Becza\u0142a jest wspania\u0142y &#8211; to truizm, ale c\u00f3\u017c zrobi\u0107, kiedy inaczej nie da si\u0119 powiedzie\u0107. Ma\u0142\u0105 namiastk\u0119 mo\u017cna mie\u0107 <a href=\"https:\/\/www.youtube.com\/watch?v=WypCILfAFEY\">tutaj<\/a> &#8211; niestety mimo i\u017c u nas by\u0142a te\u017c taka d\u0142uga owacja, to powt\u00f3rki arii nie by\u0142o. \u015awietny by\u0142 Stanis\u0142aw Kuflyuk jako Albert, te\u017c cierpi\u0105cy jako trzeci bok tego tr\u00f3jk\u0105ta. Rozczarowuje Irina Zhytynska (Charlotte) &#8211; nigdy nie lubi\u0142am jej nazbyt szeroko rozwibrowanego g\u0142osu, mia\u0142am nadziej\u0119, \u017ce mo\u017ce jej to przesz\u0142o, niestety nie. Natomiast na korzy\u015b\u0107 rozwin\u0119\u0142a si\u0119 Sylwia Olszy\u0144ska (Sophie, m\u0142odsza siostrzyczka Charlotte), kt\u00f3rej mocny g\u0142os jest \u015bwietnie na tej scenie s\u0142yszalny, ale ju\u017c nie tak ostry jak jeszcze par\u0119 lat temu. Zabawni wspomniani Schmidt i Johann (Jacek Ornafa i Jasin Rammal-Ryka\u0142a). Patrick Fournillier stara si\u0119 bardzo, z orkiestr\u0105 jest r\u00f3\u017cnie, ale i tak podziwiam, bo d\u0142ugo nie grali, a wyst\u0119puj\u0105 w pe\u0142nym sk\u0142adzie i wi\u0119kszo\u015b\u0107 w maseczkach. Dyrygent w pierwszej cz\u0119\u015bci te\u017c grzecznie nosi\u0142, w drugiej ju\u017c zdj\u0105\u0142.<\/p>\n\n\n\n<p><em>Werthera<\/em> s\u0142ucha\u0142am na tej scenie jeszcze za dyrekcji S\u0142awomira Pietrasa, czyli bardzo dawno, i ju\u017c w\u0142a\u015bciwie zapomnia\u0142am, \u017ce jest to opera bardzo barwna, nie zawieraj\u0105ca tylko cierpie\u0144 tytu\u0142owego bohatera, ale te\u017c wiele moment\u00f3w wr\u0119cz \u017cartobliwych. A w sz\u00f3stej scenie I aktu pojawia si\u0119 nawet&#8230; co\u015b na kszta\u0142t oberka. Dlaczego &#8211; trudno powiedzie\u0107.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Nie uda\u0142o si\u0119 Piotrowi Beczale za\u015bpiewa\u0107 w premierze Werthera w Met (i d\u0142ugo tam jeszcze nie za\u015bpiewa zwa\u017cywszy, \u017ce ca\u0142y sezon odwo\u0142any), za to uda\u0142o mu si\u0119 w Warszawie.<\/p>\n","protected":false},"author":3,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/9298"}],"collection":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/users\/3"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=9298"}],"version-history":[{"count":4,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/9298\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":9302,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/9298\/revisions\/9302"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=9298"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=9298"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/blog.polityka.pl\/szwarcman\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=9298"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}