Bezpieczeństwo w kleszczach polaryzacji
Karol Nawrocki miał szansę zaskoczyć. Wetując ustawę wdrażającą środki z programu SAFE wybrał rolę zakładnika politycznej sekty. Bezpieczeństwo Polski padło ofiarą partyjnej gry o polityczne wpływy. Czy zostanie trwale wpisane w logikę politycznej polaryzacji rządzącej polską polityką?
Argumenty przeciwko skorzystaniu ze środków z mechanizmu SAFE są bzdurne. Straszenie zasadą warunkowości, która ma ograniczać suwerenność przez uzależnienie wypłat pieniędzy od przestrzegania unijnych norm bardziej pokazuje rzeczywiste zamiary polskiej prawicy, niż prawdziwe zagrożenia. Przecież gdyby nawet wszystkie pozostałe państwa Unii stwierdziły, że zablokują „za karę” wypłatę Polsce rządzonej kiedyś być może przez prawicę, można będzie uruchomić środki własne, choćby korzystając z kreatywności szefa Narodowego Banku Polskiego. Dopóki takiego zagrożenia nie ma, korzystniej jest uruchomić względnie tanie środki zewnętrzne, własne są potrzebne na finansowanie innych potrzeb państwa.
Inne strachy są jeszcze bardziej wydumane. Nie chodzi bowiem o ich racjonalność, tylko o straszenie właśnie. Strach bowiem jest najskuteczniejszym afektem w polityce, którą rządzi mechanizm polaryzacji. A Polacy się boją. W badaniu CBOS z września ub.r., zrealizowanym tuż po ataku rosyjskich dronów na polską przestrzeń powietrzną 63% ankietowanych stwierdziło, że obawia się utraty niepodległości przez Polskę. Tylko 26% nie żywiło takiej obawy. To najwyższy poziom lęku o przyszłość POlski od 1991 r., nawet wtargnięcie Rosji do Ukrainy w 2022 r. nie wywołało takiego poziomu obaw.
Rolą polityków jest ten lęk, za którym stoją utrwalone kulturowo znane z historii skrypty upadku państwowości (ćwiczyliśmy je w praktyce kilkukrotnie, i w XVII, i w XVIII, i w XX wieku) rozbrajać przekonując, że tym razem polskie państwo nie zawiedzie i skutecznie broniąc niepodległości obroni także swoich obywateli i mieszkańców. A zdoła tak uczynić, bo jest zasobne jak nigdy w historii i jak nigdy w historii silne sojuszami, do których należy.
Okazuje się jednak, że polityczna kalkulacja podpowiedziała Jarosławowi Kaczyńskiemu inny, także utrwalony historycznie skrypt. Ten o dwóch Polskach i pęknięciu społeczeństwa, jaki pojawił się w drugiej połowie XVIII wieku. Skrypt destrukcyjny, którego realizacja być może pomóc w politycznej konsolidacji części prawicowego elektoratu, a być może nawet i w odzyskaniu władzy. Przyspieszając jednocześnie realizację największego obecnie lęku dręczącego Polki i Polaków – utratę niepodległości.
Bo przecież decyzja Karola Nawrockiego realizująca plan Kaczyńskiego nie wzmacnia polskiej obronności. Nie wzmacnia polskiego państwa ani jego autorytetu w przestrzeni międzynarodowej. Być może przekłada się na kilka punktów sympatii u chimerycznego i nieprzewidywalnego Donalda Trumpa. Ten jednak nie będzie patrzył na sympatię, gdy uzna, że w interesie USA jest uznanie, że Europa Wschodnia to naturalna strefa wpływów Rosji.
Tak się nie musi stać. Tak się jednak może stać, przypomniał o tym Radosław Sikorski mówiąc w sejmowym wystąpieniu o Jałcie. Na razie o Jałcie mowy jeszcze nie ma ale jest zawieszenie przez USA embarga na import rosyjskiej ropy naftowej. Sprzedaż uwolnionych w ten sposób milionów baryłek po aktualnych wojennych cenach wygeneruje strumień twardej gotówki, która trafi do rosyjskiej armii przekładając się na rakiety, drony i pociski codziennie nękające Ukrainę. Na razie Ukrainę.
W tym samym czasie prezydent Polski swoją decyzją próbuje utrudnić finansowanie polskiej armii. Wielu komentatorów twierdzi, że to był kluczowy test, który definiuje prezydenturę Karola Nawrockiego. Nawrocki nie zaskoczył, choć miał szansę wyjść z cienia rzucanego przez Jarosława Kaczyńskiego i jego coraz bardziej sekciarskiej polityki.
Do tego testu nie musiało dojść, bo przecież wybory prezydenckie w 2025 r. były do wygrania. Nie będę powtarzał argumentów o błędach popełnionych w kampanii wyborczej. Największy, to arogancja i odwrócenie się od istotnej części zaplecza społecznego, które zapewniło wygraną rządzącej dziś koalicji w 2023 r. Ale 2025 r. za nami, przed nami rok 2027. Wygrana jest możliwa tak, jak była możliwa w 2025 r. I tak jak w 2025 r. nie jest pewna. Nie jest pewna, bo uruchomić się może kolejny historyczny skrypt politycznej arogancji, blokujący zdolność do uznawania własnych błędów i roli innych we własnym sukcesie oraz uczenia się na tym doświadczeniu.
Stawka jest i będzie wysoka. Wyraża ją przedmiot społecznych obaw ujawnionych przez CBOS we wrześniu ub.r.