Ranking Perspektyw ważniejszy niż wyniki kontroli kuratorium oświaty
Szkoły, które spadły w najnowszym rankingu Perspektyw, będą musiały napisać plan naprawczy i go zrealizować. Gdyby to były wyniki kontroli kuratorium oświaty, nikt by nie ruszył palcem, aby było lepiej.
Dzisiaj opublikowany został Ranking Liceów Ogólnokształcących Perspektywy 2026. Prawie wszystkie łódzkie licea – z wyjątkiem dwóch akademickich oraz Kopra – mocno dołowały. Rok temu w pierwszej setce w Polsce były nie tylko PLO Politechniki Łódzkiej, 1LO oraz PLO Uniwersytetu Łódzkiego, ale jeszcze XII, XXI i XXVI LO. W tym roku te trzy ostatnie spadły do drugiej setki. To spadek o kilkadziesiąt miejsc, czyli nie drobnostka.
Dyrekcje tych szkół będą oczekiwały planu naprawczego. Rankingu Perspektyw nie można lekceważyć, gdyż kierują się nim rodzice ewentualnych kandydatów oraz sami kandydaci. Gdyby to były wyniki kontroli z kuratorium, można by na nie machnąć ręką. Wszyscy wiemy, że urzędnicy, którzy nas kontrolują, znają się na papierkach, a nie na prawdziwej nauczycielskiej robocie. Ich uwag pokontrolnych nie można więc traktować poważnie. Co innego wyniki rankingów. Trzeba się będzie wziąć do roboty, żeby za rok nie było gorszego wstydu. Gratulacje dla zwycięzców.
Ranking Liceów Ogólnokształcących Perspektywy 2026 tutaj. Ranking Techników 2026 tutaj.
Komentarze
@Gospodarz
Nasz klient – nasz PAN!!! … 😉
@belferxxx
Zauważył Pan zapewne, że rodzice obecnie nie są normalni. Odczuwają to nauczyciele, więc jest Pan tego świadomy. I dlatego niestety ranking jest szkodliwy. Pomija jakie piekło urządzają z jego powodu rodzice dzieciom. Wielu nauczycieli też nie ma zdrowego stosunku do rankingu. Głównie w szkołach, które chcą być wysoko, a nie są w stanie przyciągnąć kandydatów na olimpijczyków, którzy wykręcą szkole wyniki.
Najzdrowszy stosunek mają uczniowie. Tylko, że wśród uczniów jest grupa wykręcająca wyniki, bo lubi. Lubią się uczyć, lubią rywalizację. A poza nimi mnóstwo dzieci przygniecionych presją tworzoną przez dorosłych. I jest to presja związana z rankingiem. Bo rodzic potrzebuje pochwalić się w JAKIEJ szkole jest jego dziecko, a nauczyciel ulega presji rankingu w szkole, w której nie da się nastukać olimpiad. Nie da się, bo kandydaci na olimpijczyków wybrali inną. Nie da się, bo nawet jeżeli jest kandydat z potencjałem, to trzeba by się przy nim narobić, a łatwiej nastawiać klasie jedynek ze sprawdzianów i wymusić korki pod maturę.
Jedyny ranking jaki miałby sens to olimpijski. Z bardzo krótką listą szkół. Pokazywałby gdzie są dzieci z jakąś pasją do nauki w konkretnych dziedzinach akademickich i nauczyciele, którzy potrafią sobie z tym poradzić, nie zaprzepaścić. Pozostałe to szkodliwa zabawa kosztem uczniów. Tak samo szkodliwa dla dzieci jak media społecznościowe czy hazard.
Bo dorośli są gorsi od uczniów.
@belferxxx
Ranking bardzo mocno przyłożył się do tego koszmaru, który się dzieje w SP. Napięcie na linii nauczyciele – rodzice jest już maksymalne. Rodzice biegają za każdą oceną, nie za każdą końcową, ale za każdą ze sprawdzianu, bo nadal obowiązują wagi ocen, oficjalnie lub nieoficjalnie, a w podstawówkach panuje przekonanie, że sprawdzian to świętość, więc ma wagi ustalane np.na poziomie 5 lub 6, przy czym inne oceny to np. waga 1. Trzeba walczyć o każdy sprawdzian. Więc rodzice walczą prośbą, groźbą, lizusostwem i chamstwem.
Nauczyciele jak w amoku stawiają po kilkanaście ocen z przedmiotu. Również z michałków, plastyki, muzyki. Michałki w tej chwili nie uczą dzieci absolutnie niczego, niczego nie rozwijają, dawniej służyły odstresowywaniu, teraz już nie, trzeba wywalczyć 6 do średniej.
I w tym wszystkim jest dziecko, przytłoczone liczbą ocen, sprawdzianów, kartkówek, biegające od poprawy do poprawy, zamiast czasu na spokojne myślenie nad zadaniem z matematyki (o fizyce nie wspominam, bo już w SP nie istnieje) biega nawet poprawiać michałki. Poprawa oceny z michałka – nie da się zachować powagi szkoły.
Szkodliwe to dla dziecka czy rozwojowe?
A po co to wszystko?
Bo trzeba się dostać do szkoły z rankingu. Każde miasto ma swoje szkoły z rankingu.
Dopóki będzie ranking i dopóki w rekrutacji będą się liczyły oceny, SP będą dla dzieci niszczące.
Jeżeli dziecko ma jakieś bardziej szczególne zdolności i sprecyzowane plany, to wystarczy spojrzeć w wyniki matur i olimpiad. Bez rankingu. Ktoś jest nakręcony na informatykę, dobry z matmy, ma tu jakiś potencjał, to wystarczy sprawdzić w ramach miasta wyniki z tych dwóch przedmiotów, i żadnych innych.
A tymczasem Perspektywy robią biznes, dorośli głupieją, dzieci mają „wpierxol” zamiast dzieciństwa i rozwoju.
Czy szkoły się poprawiły od czasu istnienia rankingu? Podniósł się poziom?
@ Róża
Ja pamiętam czasy, kiedy rozwój zdolnych to było WYŁĄCZNIE hobby nauczyciela. Zero pomocy dyrekcji etc. i ZERO informacji o wynikach olimpiad w mieście czy PL. Tyle, że wtedy były egzaminy wstępne i do LO i na uczelnie… 😉 Wracamy??? 😉
@Róża
Oczywiście masz rację!
Nie miejsce w rankingu szkół jest CELEM edukacji lecz przygotowanie ucznia do życia w wieku dorosłym. W szkole podstawowej zarówno dnia codziennego jak przygotowania do kolejnych etapów nauczania z uwzględnieniem jego potencjału i zainteresowań.
Jak ktoś ma zdolności do przedmiotów ścisłych to je rozwijajmy a nie męczmy go biologią czy geografią.
Najlepiej wrócić do starych zasad rekrutacji czyli egzaminów wstępnych do szkół ponadpodstawowych i wyższych.
Niestety – dzisiaj ilość ważniejsza jest od jakości.
Skutki tego widzimy obecnie – 80% maturzystów ma problem z rozwiązywaniem zadań z matematyki, z którymi dawali sobie radę ich rodzice w klasie 5-6 SP.
@belferxxx
A co ranking ma wspólnego z egzaminami wstępnymi?
Informacje o olimpiadach powinny być dostępne.
O tych najważniejszych są. Coś dziwnego jest z biologiczną, tam nic nie podają, dlatego można sobie pobajdurzyć, że jest się nauczycielem setek olimpijczyków.
Informacje o wynikach matur też są, poza CKE czy OKE podawane są na stronach typu WaszaEdukacja, otouczelnie.
Zamiast rankingów można wprowadzić nagrody dla nauczycieli olimpijskich. Ogłaszać wyniki, nagrody, szkoły.
Weźmy przykład niepublicznego liceum pana kolegi. W rankingu szkół warszawskich jest na końcu, przedostatnie, na 100 liceów, które obejmuje oddzielny ranking liceów warszawskich. I co z tego wynika? Część rodziców ma przekonanie, że szkoły prywatne są najlepsze, bo są najlepsze. I już. Zresztą ten pan mądry z Katowic też przecież pisze jak bardzo się cieszy, że jego dzieci chodzą do szkół prywatnych i on w takiej uczy, bo są – najlepsze, bo najlepsze (chociaż jego liceum też rankingowo bardzo niziutko, ale nauczyciele lubią lajkować pana z Katowic, jak pisze, że prywatne są superanckie, to na bank ma rację). I dla tych rodziców z niepublicznych to miejsce w rankingu na końcu warszawskiej listy jest bez znaczenia.
A gdyby to było liceum publiczne?
Na szarym końcu listy. To już ci sami rodzice patrzyliby zupełnie inaczej, walczyliby wszelkimi siłami (siłami i kosztami oczywiście dziecka), żeby ich dziecko nie trafiło do publicznego liceum zamykającego warszawski ranking.
A gdyby trafiło, to i oni, i dziecko mieliby poczucie bycia przegrywami.
Po co ranking tysiąca szkół?
Podniósł poziom edukacji w skali Polski?
„Wszyscy wiemy, że urzędnicy, którzy nas kontrolują, znają się na papierkach, a nie na prawdziwej nauczycielskiej robocie. Ich uwag pokontrolnych nie można więc traktować poważnie. Co innego wyniki rankingów. ”
Kabareciarz z Gospodarza!
No chyba że szkole / obu szkołom Gospodarza właśnie obsunęły się perspektywy i ktoś już tam panikuje, wzywa do bardziej wytężonej pracy, czyli prześladowań uczniów, a wpis ma charakter prześmiewczy z kluczem. A to kłaniam się nisko!
„Czy szkoły się poprawiły od czasu istnienia rankingu? Podniósł się poziom?”
To jest doskonałe pytanie! W powszechnej opinii blogowiczów najlepiej w polskiej szkole było za komuny, kiedy to „dzieci w klasie 6. rozwiązywały zadania, z którymi dziś nie poradzi sobie licealista”. Wówczas rankingu nie było. Więc wniosek jest taki, że albo blogowi specjaliści się mylą, co jest niemożliwe, albo ten ranking jest o kant kopalni soli rozbić.
W ogóle to ciekawe pytanie, czy oświata stoi dziś lepiej niż za komuny. Dumna i wyprostowana. Wbrew ogólnym narzekaniom ja uważam, że tak, ale nie dlatego, że mamy bardziej wybitnych olimpijczyków (tego nie wiem), ale dlatego, że bardziej dbamy o „ogony rozkładu”, które kiedyś mogły liczyć co najwyżej na technikum gastronomiczne (z całym szacunkiem) czy kurs spawaczy (również z całym szacunkiem – czytałem Siłaczkę czy innego Hezjoda i wiem, że żadna praca nie hańbi, hańbą jest nie pracować).
@Belferzyca
Powrót do egzaminów wstępnych to byłaby w tej chwili katastrofa. I ranking też by miał w tym udział. Przecież wszyscy szukaliby znajomości, dróg nacisku, żeby wsadzić swoje dziecko do szkoły lepszej rankingowo. Byłaby przyjęta grupa uczniów, którzy są pewniakami w wyrabianiu rankingu czyli np. laureaci konkursów, a poza tymi najlepszymi reszta byłaby przyjmowana z klucza nepotyzmu.
Belferzycaxxx
Matura JEST egzaminem wstępnym na studia. Innego nie potrzeba. Chyba że chcemy powrotu miejsc dziekańskich i korepetycji u kadry akademickiej zaangażowanej w układanie i sprawdzanie tych egzaminów.
Z tego, że jakieś zadanie trudne dla wielu współczesnych maturzystów znajdowało się w zbiorze zadań dla klas 5-6 szkoły podstawowej w latach 70. nie wynika teza o zapaści szkolnictwa, tylko raczej o niekompetencji osób układających tamten zbiór.
Znajdzie się też kilka przedwojennych zadań maturalnych, które stanowiłyby wyzwanie dla współczesnych absolwentów matematyki. Czy coś z tego wynika odnośnie poziomu nauczania? Kompletnie nic. A co z tego wynika? Że zmieniły się techniki i przedmiot nauczania – przed wojną nie było *nawet* kalkulatorów, więc wykształcony człowiek musiał znać techniki obliczeń przybliżonych, które dziś nikomu są niepotrzebne. Nie wiem, czy dziś ktokolwiek korzysta z tak popularnej niegdyś pomocy, jak tablice trygonometryczne, nie wspominając już o suwaku logarytmicznym, niegdyś dostępnym w każdym sklepie papierniczym na półce obok cyrkli i krzywików. Z krzywików chyba też już nikt nie korzysta,
Zdziwiłbym się, gdyby ktokolwiek z osób układających zasady tych rankingów pracował w szkole, znał jej zbiorowe cechy szczególne i problemy. Uwzględniał potrzeby młodzieży uzdolnionej i tej ze szkół specjalnych, rozróżniał – poza szyldem – licea od techników i zawodówek, szkoły wielkomiejskie od wiejskich. Rankingi opierają się na kilku wskaźnikach syntetycznych dostępnych w internecie, wymieszanych ze sobą komputerem w dowolnych proporcjach. Nie mają większej wartości poznawczej, za to służą budowaniu własnej marki. Przecież na podstawie samego rankingu Perspektyw nie wiadomo nawet, gdzie wysłać dziecko uzdolnione plastycznie, gdzie – matematycznie, gdzie polonistycznie, a gdzie kształcą przyszłych lekarzy. Oto wielka tajemnica wiary w perspektywy.
@PR
To nauczyciele ze szkół i uczelni narzekają na spadek poziomu uczniów/studentów. Bo „kiedyś to były czasy”. Wszyscy byli tacy mądrzy, oczytani.
Czy tak jest naprawdę? Chyba wszyscy nie byli tacy znowu mądrzy, jeśli teraz dorośli w międzynarodowych badaniach kompetencji wypadają tak słabo. Zwłaszcza te grupy wiekowe najbardziej przekonane o dawnej świetności.
Miejsc na uczelniach jest więcej niż absolwentów szkół średnich. No to muszą być przyjmowani i ci absolwenci najsłabsi, żeby zapewnić miejsca pracy tym, którzy tak na nich narzekają.
Ale ten Pana tekst, że dawniej ogony mogły liczyć na technikum gastronomiczne – a co w tym złego?
To lepiej produkować absolwentów uczelni, którzy potem przeżywają frustracje, przekonani, że coś lepszego im się należy, bo „5 lat studiów”? Przecież jest mnóstwo ludzi naiwnie przekonanych, że z racji skończenia studiów powinni dostawać coś ekstra, oburzonych, że rozchwytywany hydraulik zarabia więcej.
@Róża
Przyjęłabyś do szkoły dla wybitnie zdolnych debila po znajomości/za kasę żeby się z nim 4 lata MĘCZYĆ??? Na dodatek on też się będzie męczyć niesamowicie… ;-( BTW teoretycznie np. rozbudowana wieloczynnikowa procedura przyjęć na uczelnie z Ligi Bluszczowej w USA czy na Oxbridge według twojej teorii powinna sprzyjać niesamowitemu nepotyzmowi, a jednak NIE – to tak nie działą 😉
@belferxxx
Za jaką znowu kasę…sieć kontaktów nie ma ceny.
Przyjęłabym, jeżeli przychylność jego rodzica byłaby bardzo pożądana. Jestem uspołeczniona xd. A nawet niespecjalnie dowierzam, że Pan nigdy w niczym nikomu nie pomógł boczkiem, że nie lubi Pan dobrej sieci kontaktów.
Kto wybrał bardzo oblegane studia w czasach egzaminów wstępnych, ten wybrał i wie jak było.
I nie chodzi o przyjmowanie debili. Chodzi o średniaków. Tło.
@belferxxx
https://www.newsweek.pl/opinie/polska-szkole-czeka-nowa-batalia-o-granice-wladzy-nad-uczniem-opinia/pslz6cn
Jak tam katowicki arbiter elegancji obudził już wzmożenie w temacie farby do włosów i lakieru do paznokci? Xd