Śmierć na Chopoku
Ten komunikat słowackiej Horskej záchrannej służby tylko pozornie napisany został w beznamiętnym stylu. Między wierszami wyczuwa się wyraźne emocje i smutek.
Czytamy: „Po południu 21 stycznia 2026 roku ratownicy HZS pełniący służbę w Jasnej zostali wezwani do pomocy 28-letniemu mężczyźnie narodowości polskiej, który podczas jazdy na nartach po zamkniętej, oblodzonej trasie zderzył się z barierą ochronną i doznał licznych poważnych obrażeń. Jako pierwszy na miejscu wypadku znalazł się pracownik patrolu narciarskiego, który po gwałtownym pogorszeniu się stanu narciarza i utracie przez niego przytomności natychmiast rozpoczął resuscytację krążeniowo-oddechową. Po przybyciu na miejsce ratownicy górscy kontynuowali rozszerzoną resuscytację krążeniowo-oddechową. Pacjenta, przy ciągłej resuscytacji krążeniowo-oddechowej zapewnionej przez przenośny aparat do kompresji klatki piersiowej, przetransportowano w akii na Priehybę, gdzie w bardzo poważnym stanie został przekazany pod opiekę załogi śmigłowca ratunkowego. Pacjent został przetransportowany drogą powietrzną do szpitala w Liptovskim Mikuláši, gdzie jednak pomimo ogromnych wysiłków personelu medycznego zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.
Horska záchranna służba składa szczere kondolencje rodzinie i bliskim zmarłego”.
Cóż tu można dodać? Chopok (2024 m n.p.m.) jest górą piękną i zacną, a narciarsko nader ciekawą. Bywa jednak też trudną i niebezpieczną – wielkie oblodzone połacie w wyższych jej partiach pojawiają się, choćby w efekcie silnych wiatrów i niskich temperatur, często. Nadto wszędzie, jeśli służby górskie wydają decyzję o zamknięcia tras, to mają ku temu powody.
