Wielka Lyndsey

Wciąż nie mogę się otrząsnąć. Pozostaje tylko czekać na wieści od medyków i pokłonić się Wielkiej Narciarce. Ścisk, trzymaj się Lindsey.

Ten upadek – i decyzja o starcie – będą długo analizowane i komentowane. Mądrzej, a częściej nie.

Pozwolę sobie jednak już teraz przytoczyć głos z profesjonalnej strony Świadoma Fizjoterapia, bo wydaje mi się – na obecny stan wiedzy – najsensowniejszy. Oto on:

Niestety, historia bez happy endu… Start Lindsey Vonn z zerwanym więzadłem krzyżowym i finał tej opowieści na pewno wejdą do kanonu sytuacji, które będą omawiane w salach szkoleniowych i wykładowych.

Po takich historiach jak ta szybko pojawiają się dwa skrajne światy. Pierwszy zapewne powie, że igranie z urazami nie ma sensu – ostrzegaliśmy. W kontekście zerwanego więzadła i późniejszych okoliczności racja, bo medycznie ten scenariusz był jednym z najbardziej prawdopodobnych.

Drugi przypomina, że sport wyczynowy nigdy nie był bezpieczny, a decyzje zapadające w sztabie uwzględniają różne perspektywy, nie tylko czysto medyczną. Co by było, gdyby jednak udało się zdobyć medal?

Problem, naszym zdaniem, zaczyna się wtedy, gdy którakolwiek ze stron próbuje postawić kropkę. Medycyna patrzy długofalowo, sport żyje chwilą.

Lekarze, fizjo często myślą o kolanie za dziesięć lat, zawodnik o starcie za trzy miesiące, dwa tygodnie czy trzy dni. To sytuacje, które w sporcie są na porządku dziennym.

Skrajne stanowiska w tym świecie zwykle nie działają. Ani ślepe operować zawsze i jak najszybciej, ani bezsensowne ignorowanie sygnałów wysyłanych przez ciało oraz ewidentnych uszkodzeń strukturalnych.

Takich historii jak ta jest znacznie więcej, tylko rzadko trafiają na nagłówki. W każdej kolejce Ekstraklasy jakiś piłkarz gra na ryzyku. Z niedoleczonym mięśniem, z kolanem na słowo honoru, czasem po zastrzyku, który ma pomóc przetrwać dziewięćdziesiąt minut.

W innych dyscyplinach sportu wygląda to bardzo podobnie.

We współczesnym sporcie takie decyzje zapadają po wielu analizach. Sztaby medyczne odpowiadają za diagnostykę, przedstawienie opcji leczenia, wskazanie wszelkich za i przeciw w kontekście różnych opcji postępowania oraz finalnie za przebieg leczenia. Jednak ostatecznie wpływ na decyzje ma zawodnik, jego otoczenie, sytuacja, moment sezonu itp.

Oczywiście najbardziej medialne są przypadki, gdy zawodnik zalicza spektakularny come back i odnawia lub pogarsza uraz. Dużo rzadziej mówi się o sytuacjach, gdy gra na ryzyku pozwoliła osiągnąć cel bez ponownego uszczerbku na zdrowiu.

Najważniejsze, aby w tej sytuacji nic poważniejszego nie stało się zawodniczce.

Świat medycyny sportowej jest pełen różnych odcieni i być może właśnie ten brak sztywnych reguł pociąga wielu lekarzy czy fizjoterapeutów do pracy w tym specyficznym środowisku”.

Reklama