Orawa, czyli szybkie narty tuż za granicą (2)
Roháče Spálená też leży tuż przy polsko-słowackiej granicy – i to jeszcze bliżej Krakowa czy Katowic niż Kubińska Hola, którą opisywałem tu ostatnio. A i ma inne zalety – ważne zwłaszcza w czasach kapryśnych zim.
Stacja nie należy wprawdzie do dużych (przygotowuje około 7 km tras), cieszy się za to sławą miejsca o najlepszych nie tylko na Orawie, ale i w całej Słowacji warunkach śniegowych. Rzecz nie tylko w tym, że jeździ się pomiędzy 1030 a niemal 1500 m n.p.m. (a więc najwyżej na Orawie). Na dodatek bowiem zbocza mają północną ekspozycję.
W efekcie śnieg w Roháčach utrzymuje się długo –czasem nawet – jak zdradza zarządzający stacją Patryk Matistik – do końca kwietnia. Swoje robi też oczywiście możliwość dośnieżania.Atutem jest wreszcie to, że stoki stacji położone są na krańcu wąskiej doliny – są zatem z trzech stron osłonięte od wiatru. Ten więc nie wywiewa tak łatwo, jak na odsłoniętych przestrzeniach w innych ośrodkach, śniegu – czy to naturalnego, czy sztucznego. Halny rzadko też uniemożliwia pracę kolejek – co przecież w innych tatrzańskich stacjach narciarskich jest sporym problemem.

Głównym wyciągiem stacji są szybkie (dystans prawie 2 km pokonują w niewiele ponad 6 minut) sześcioosobowe krzesełka. Oprócz nich do dyspozycji gości są krzesła czteroosobowe (obsługują najbardziej wymagający i najciekawszy dla wprawniejszych zjazd stacji) oraz trzy szybkie wyciągi talerzykowe (najdłuższy ma 850 m). Na uczące się nart dzieci czeka wyciąg taśmowy (typu „magic carpet”). Skądinąd Roháče są popularnym miejscem tak zwanych białych szkół (na Słowacji państwo dopłaca dwukrotnie każdemu uczniowi po 150 euro do szkoleniowych wyjazdów narciarskich w trakcie szkoły podstawowej i średniej).

Wytyczone trasy są szczęśliwie stosownie szerokie, więc gdy zachowuje się ostrożność to nawet w tłoczniejsze weekendy i w czasie ferii jest w miarę bezpiecznie.

Co ważne: tuż za górną stacją sześcioosobowych krzeseł rozpoczynają się atrakcyjne szlaki skiturowe (nie bez powodu ulokowano tam tester detektorów lawinowych) – wystarczy przejść kilkadziesiąt metrów, by znaleźć się w uroczo ustronnym, dzikim wręcz, terenie doliny Salatínskiej i ruszyć choćby na przełęcz pod samym Salatínem (2047 m n.p.m.).

Naturalnie można też z samego dołu podejść na nartach – jeśli robi się to jednak po trasie zjazdowej (koniecznie jej prawą stroną!), trzeba wykupić rodzaj wejściówki za 5 euro (jednorazowy wjazd krzesłami na poziom 1454 m n.p.m. kosztuje 10 euro).

Warta uwagi jest też miejscowa restauracja, bo choć robi wrażenie gigantycznej stołówki, to jakość serwowanych słowackich specjałów jest przednia, a i ceny niewysokie. Przykładowo, doskonała zupa flakowa kosztuje niespełna 4 euro, bryndzowe haluszki (czyli kluski z owczo-krowim serem) – 8,9 euro, tyle samo placki ziemniaczane z bryndzą. A lany Pilsner – 3,9 euro.
PS Jak wspominał Patryk Matistik za czasów komunizmu pojawił się pomysł przebicia w kierunku Zuberca (a więc i Roháčy) tunelu z Doliny Chochołowskiej, co dodatkowo ułatwiłoby dojazd narciarzom z Polski. Plan upadł, lecz kilka lat temu oddano do użytku ekspresowy odcinek drogi od przejścia granicznego w Chyżnem, a i tym wariantem łatwo dotrzeć do Zuberca i na Roháče.