Afera lekarza-milionera

Od kilku dni wszystkie media huczą o aferze: młody lekarz w rok zarobił na SORze 1,6 miliona złotych.
W obliczu tak głośnego skandalu ujdzie mi chyba tym razem kilka luźniejszych osobistych komentarzy. Aczkolwiek, porównując zarobki chłopaka (przychodzi mi na myśl słowo „dzieciaka”) dwa lata po studiach i moje, może miast wypisywać rzekome mądrości, powinienem raczej przemyśleć swoje decyzje życiowe?
1.
Co mierzi mnie w komentarzach, to oburzanie się głównie zarobioną kwotą. Aczkolwiek trzeba oddać prowadzącym rozmowy w studiach dziennikarzom, że trochę je tonowali – co złego w tym, że ktoś dobrze zarabia? Na takie pytanie ciśnie się na usta prosta odpowiedź: ano to, że ten ktoś nie jest mną.
Zazdrość paskudna rzecz i wolałbym się od niej powstrzymać, nawet jeśli w życiu takich pieniędzy nie widziałem, chociaż omawiany lekarz jest w wieku mojego rezydenta, któremu ostatnio podpisałem zgodę na samodzielne dyżury. (Miało być osobiście, więc rezydenta pozdrawiam. Innych moich i niemoich rezydentów również pozdrawiam). Muszę wyjaśnić, że samodzielność polega w tym wypadku na podejmowaniu mniejszych decyzji na kilku oddziałach. Ważniejsze, jak przyjęcie do szpitala, podejmuje sprawujący nadzór specjalista: szef dyżuru.
Otóż skandal z panem lekarzem-radnym nie polega na tym, że zarobił on 1,6 miliona (w niektórych mediach piszą już „miliony” w liczbie mnogiej – większa liczba pewnie lepiej się klika). Skandal polega już na tym, że na niewyobrażalnie ciężkim stanowisku, gdzie decyduje się o zdrowiu i życiu ludzi, zatrudniono osobę bez kwalifikacji.
2.
SOR, szpitalny oddział ratunkowy, to niezwykle ciężkie miejsce pracy. Obstawiam, że przeciętny człowiek (np. ja) wytrzymałby tam miesiąc. Większość pacjentów mających pecha go odwiedzać skarży się na długi czas oczekiwania, nie wiedząc, że za fragmentem przypominającym poczekalnię znajdują się jeszcze sale z umierającymi ludźmi. Ratowanie ich wymaga koszmarnie drogiego sprzętu, zgranego zespołu kilku-kilkunastu medyków różnej specjalności i niezwykle trudnych decyzji podejmowanych w sekundy. Zła decyzja może oznaczać czyjąś śmierć. Powierzenie opieki nad takim miejscem rezydentowi bez nadzoru bardziej doświadczonego lekarza to narażenie życia i zdrowia pacjentów.
3.
Dlaczego więc chłopak bez żadnego doświadczenia został tam zatrudniony? Odpowiedź jest dosyć prosta i wyjaśnia zarazem kwestie pieniędzy. Stworzyliśmy miejsca pracy, gdzie żaden zdrowy psychicznie człowiek za żadne normalne pieniądze się nie zatrudni. Kierownictwo szpitala staje przed wyborem: zatrudnić jedynego chętnego za duże pieniądze, podebrać go z innego szpitala za jeszcze większe bądź zamknąć oddział. A wtedy wszyscy się oburzą i będzie afera w mediach.
4.
Trudno nie wspomnieć o niedoborze lekarzy. Tak, normą jest, że jeden lekarz dyżuruje na kilku oddziałach (zwłaszcza podobnych, na przykład kilka różnych oddziałów pediatrycznych w większym centrum) czy jednocześnie w oddziale i izbie przyjęć. Rodzi to pewne problemy, gdy w tym samym czasie interwencji wymagają pacjenci w różnych miejscach (a bywa tak, że izba przyjęć właściwie przez cały dyżur wymaga interwencji). To też się przyczynia do niekiedy długiego oczekiwania na lekarza dyżurnego.
5.
Nie mogę się nadziwić, jak w mediach nie mogą się nadziwić, że można przepracować w miesiąc ponad 300 godzin. Tak, można (zwłaszcza jeśli nie jest się radnym). Chyba każdy lekarz ma kolegę właściwie mieszkającego w szpitalu. Rekordziści potrafią przepracować i znacznie ponad trzysta godzin w miesiąc, i sto kilkanaście godzin w tydzień. Niektórzy siedzą w różnych pracach przez trzy dni bez przerwy. Tak, doprecyzuję, fizycznie znajdują się w tych pracach, często z godzinną przerwą na przejazd między pracami. Wiem, bo na własne oczy widziałem. W medycynie ludzie pracują tak od lat. Pokazywały to już nawet w wielu kwestiach odbiegające od realiów seriale medyczne. Kilka lat temu media donosiły o śmierci anestezjologa podczas dyżuru trwającego 5 dni. Jakoś wtedy nikt się nie przejął i nic z tym nie zrobił (może dlatego, że nie podano zarobków nieszczęśnika?)
Czy to nie zagraża bezpieczeństwu pacjentów? W pewnym stopniu tak, zagraża. Czy szumne postulaty ograniczenia czasu pracy lekarza zostaną wprowadzone w życie? Szczerze wątpię. Można różnie mówić o lekarzach pracujących prawie bez przerwy, ale nie okłamujmy się: tylko dzięki nim szpitale w Polsce jeszcze istnieją. Trzy rządy wcześniej minister Radziwiłł mawiał, że mamy wybór między lekarzem zmęczonym albo żadnym. Przypomnijmy protest rezydentów sprzed lat, za rządów Prezesa, po którym ich zarobki znacznie wzrosły. Polegał na zaprzestaniu przyjmowania większej liczby nadgodzin, niż pozwala prawo pracy. Po zamknięciu 11 oddziałów szpitalnych z powodu braku lekarzy rząd zmiękł i zaczęły się podwyżki.
Ponadto zawód lekarza jest chyba jednym z nielicznych, gdzie pracownik na pewnym etapie życia ma obowiązek brać nadgodziny w maksymalnym wymiarze dozwolonym przez prawo pracy. Kodeks pracy stanowi, że pracodawca może nałożyć na pracownika nadgodziny do maksymalnego tygodniowego wymiaru 48 godzin pracy. Plan specjalizacji lekarskich ustanawia tą wartość jaką minimalną, którą lekarz ma przepracowywać przez 5-6 lat, żeby mógł zostać specjalistą. Przepis interpretuje się co więcej jako mówiący o średnim wymiarze, więc zdarzają się tygodnie z przepracowanymi siedemdziesięcioma godzinami, bo inaczej nie da się ustalić grafiku. Nie jesteś w stanie? Nie zrobisz specjalizacji.
Chcemy wszyscy, żeby w razie potrzeby zbadał nas lekarz, także o 3 w nocy. Jakie ma on kompetencje i ile godzin jest w pracy, już nasz zwykle nie obchodzi.
6.
Ile zarabia za jeden etat? Starszy rezydent specjalizacji priorytetowej około 12000 miesięcznie (znajoma sprawdziła na pasku, ją również pozdrawiam). Specjaliści za pensje niekiedy zarabiają nawet mniej (trudno powiedzieć czemu, może częściej mają kupiony dom, mieszkanie, założone rodziny, co mniejsza ryzyko, że uciekną za granicę).
7.
O wypłatach dla lekarzy zatrudnionych na umowy-zlecenia decyduje wolny rynek. NFZ natomiast płaci za procedury wedle arbitralnego taryfikatora. Powiedzmy to sobie: często kompletnie absurdalnego. Szpitalowi opłaca się zatrudnić za kosmiczne pieniądze kogokolwiek do obsługi dobrze wycenianych świadczeń, podczas gdy specjaliści od gorzej wycenianych mogą o tym tylko marzyć. W którymś momencie wychodzi na jaw, że kolejny szpital zatrudnia kolejnego przypadkowego lekarza za zawrotną sumę, bo inaczej nie rozliczy dobrze opłacanych procedur i pogrąży się w długach generowanych przez niedoceniane przez NFZ oddziały. Media pokrzyczą, system będzie trwał nadal.
8.
Na koniec sugerowanej przez media sytuacji, w której lekarz dyżurny opuszcza szpital w trakcie dyżuru, nie skomentuję, to już nie jest skandal, na który można się oburzyć. Od komentowania takich spraw jest prokurator, który znajdzie odpowiedni paragraf w kodeksie karnym. A żeby w czasie dyżuru opuszczać szpital i brać udział w publicznym posiedzeniu organu samorządowego czy udzielać wywiadu w telewizji, to już chyba trzeba ciała migdałowatego nie mieć (to struktura mózgu odpowiedzialna za lęk). Tyle tylko, że praca na SORze to codziennie działanie w ciągłym lęku przed śmiercią pacjenta i konsekwencjami prawnymi decyzji w sytuacjach, w których każde wyjście jest złe.
Cóż to, lekarz SOR dużo ryzykuje i nie boi się konsekwencji prawnych swych decyzji? Przecież właśnie tego od niego oczekujemy…
Marcin Nowak
Tekst dedykuję rezydentom, z którymi miałem w ostatnim roku przyjemność pracować, M.S., M.Z. i M.P. Oni również w życiu nie widzieli takich pieniędzy.
Komentarze
Chyba w 2003 we Fresno CA, chirurg zostawił pacjenta na stole operacyjnym i pobiegł do banku. Media miały a field day z tego tytułu ponieważ to nie był odosobniony przypadek, a chirurg był Hindusem na przeterminowanej wizie. Z relacji z pierwszej ręki – mój młodszy syn rzeczonego pacjenta ratował – wynikało, pacjent wizyty chirurga w banku by nie przeżył. Chirurg obwieścił, iż zrobił co potrzeba i pacjenta jedynie „zamknąć” należało co personel medyczny bez niego potrafi, ale rodzina pacjenta miała wpływy więc kowalowi tym razem się nie upiekło.
Wiele zawracania kijem San Joaquin River na temat było, a zwłaszcza dlaczego szpital nie zatrudnia lekarzy wykształconych w Stanach (czytaj białych), które niczego istotnego nie zmieniło.
Kompetentnych lekarzy nalezy cenic. Jesli ktos wybiera medycyne bo chce robic pieniadze to nie jest to dobra decyzja dla tej osoby i potencjalnych pacjentow. Chcesz miec duze pieniadze idz w biznes. Powiezenie gnojkowi po studiach medycznych nadzoru nad oddzialem ratunkowym to tragiczny blad administracji szpitala. Tego bledu nie mozna usprawiedliwic. Ta sprawa powinna byc wyjasniona. Rodziny osob ktore tam zmarly maj do tego prawo. Niekompetencja administracji szpitala polaczona z bezmyslnoscia juniora lekarzyny jest przyczyna tragedi pacjentow tego szpitala.
Czy PO ponosi za to odpowiedzialnosc zadecyduja obywatele.
Calvin Hobbs
25 czerwca 2026
17:23
Chyba w 2003 we Fresno CA, chirurg zostawił pacjenta na stole operacyjnym i pobiegł do banku
Przestan wypisywac bzdury. Na sali operacyjnes sa pielegniarki, anestezjologi i asystujacy chirurgowi lekarz. Czasmi chirurg odchodzi od zabiegu zostawiajac operacje asystentom. Nie ma w tym nic dziwnego. Pacjent jest nadal pod opieka kompetentnego zespolu medycznych profesjonalistow.
Dr Oz wyprodukowany przez media, a dokladnie przez The Oprah, ma licencje i wątpliwą reputacje.
Glownie z powodu złej reputacji calkowicie sie kwalifikuje na nominacje przez dumpa. Nie pamietam jaki on na tytul w rządzie ale oficjalnie jest ekspertem od czegos.