Po kilkunastu latach Węgrzy znowu mogą się cieszyć

Według przyrodników zwierzęciem, pod względem którego Polska wyróżnia na tle Europy nie jest wcale żubr. Nie jest to nawet bocian. Tym bardziej nie bielik, mimo bycia pierwowzorem orła białego. Najbardziej polskim zwierzęciem jest wodniczka (Acrocephalus paludicola). Więcej niż co czwarty przedstawiciel tego gatunku żyje w naszym kraju. Prawie wszystkie pozostałe żyją poza Unią Europejską – w Białorusi i Ukrainie, co tym bardziej wyróżnia Polskę. W odróżnieniu od niektórych gatunków, które obecnie kojarzą się z mokradłami północno-wschodniej Polski, wodniczka nie ma refugiów w Skandynawii.
Z tego względu przedwczorajsza obserwacja wodniczki na Węgrzech wzbudziła sensację. Przyrodnicy mają nadzieję, że nie jest to przypadkowa obserwacja osobnika wracającego z zimowiska, ale próbującego osiedlić się w tym regionie. Podobna sytuacja wydarzyła się w tej samej okolicy w 2010 roku. W obu przypadkach obserwowano ptaki zaobrączkowane podczas migracji w Hiszpanii. Nie udało się wówczas potwierdzić lęgów i uznaje się, że gatunek ten od 2011 roku nie zakładał na Węgrzech gniazd. Potem jeszcze go notowano, ale przyjmuje się, że przez ostatnie czternaście lat był w ornitofaunie Węgier jedynie gościem.
Nie zawsze tak było. Zaledwie ćwierć wieku temu wodniczka lęgła się od Węgier i Niemiec po europejską część Rosji. Jeszcze wcześniej jej zasięg dochodził do Francji, ówczesnej Jugosławii i Syberii. Wraz z zanikiem mokradeł jej areał kurczył się. Dotyczy to zarówno świata, jak i Polski. Populacja wodniczki w Polsce od dawna miała charakter przerywany – metapopulacji, ale jeszcze pod koniec ubiegłego wieku całkiem liczna populacja lokalna utrzymywała się w rejonie ujścia Odry.
Ostatnio jednak ptaka tego w Polsce można było spotkać niemal wyłącznie nad Biebrzą. Pozostałe lokalne populacje są małe i izolowane. Największa z nich zasiedla Lubelszczyznę. Mniejsza i chwilami zanikająca populacja mieszka w dolinie Neru. Dzięki wspieranym z funduszy LIFE+ działaniom zanik wodniczki w Polsce udało się zatrzymać. Kilka lat temu ornitolodzy podjęli próbę reintrodukcji w ujściu Odry. Obecnie wydaje się, że udaną.
Monitoring wodniczki od 2012 roku prowadzony jest w ramach państwowego monitoringu środowiska (podsystem monitoringu przyrody). Jego wyniki wskazują na stabilny stan, choć są lata wzrostu (np. 2015) i spadku (np. 2025). Dynamika zależy od warunków pogodowych i hydrologicznych. Na spadek w ubiegłym roku prawdopodobnie wpłynęła dość chłodna i sucha wiosna. Z kolei na początku drugiej dekady obecnego wieku prawdopodobnie na kilka lat zanikła populacja w dolinie Neru, co niektórzy przyrodnicy wiążą z wcześniejszymi pracami przeciwpowodziowymi w tej rzece. Co ciekawe, stanowisko to prawdopodobnie jest stosunkowo nowe, i kilkadziesiąt lat temu nie było zajęte przez wodniczkę, co świadczy o tym, że jest to gatunek wykorzystujący aktualnie sprzyjające warunki.
Podobnie z populacją węgierską w dolinie rzeki Hortobágy. Obszar ten został parkiem narodowym na początku lat 70. ubiegłego wieku, co zbiegło się z odkryciem tam stanowisk wodniczki. Przez jakiś czas jej liczebność rosła, w szczytowym okresie liczbę śpiewających samców (w ten sposób szacuje się liczebność tego trudnego do wypatrzenia ptaka) oceniano na 700. Potem jednak nastąpiła degradacja siedliska i kilkanaście lat temu populacja wyginęła. Od tego czasu pojedyncze obserwacje tego gatunku na Węgrzech dotyczyły jedynie ptaków migrujących.
Przyrodnicy przyczyn zmniejszania się populacji wodniczki doszukują się nie tylko w warunkach na obszarach lęgowych. Ptak ten musi pokonać tysiące kilometrów podczas jesiennych i wiosennych migracji. Ten etap wciąż pozostaje zagadką. Znane są tylko nieliczne miejsca zimowania w Senegalu. Po drodze do Europy Środkowej ptaki mogą napotkać wiele przeszkód.
Wodniczka, zgodnie z nazwą, wymaga w siedlisku dużo wody, choć jest ptakiem lądowym. Potrzebuje mokradeł, takich jak bagna w dolinie Biebrzy, Narwi, Neru, dolnej Odry czy na Polesiu Lubelskim. W Polsce step kojarzy się z obszarem suchym, o czym świadczy choćby pojęcie stepowienia. Nie jest to cała prawda. Znaczne obszary stepów rozciągają się w dolinach rzek. W Ukrainie to chociażby Wielki Ług nad Dnieprem (zniszczony przez zalanie wodami zbiorników takich jak Kachowski), na Węgrzech zaś to dolina Dunaju, Cisy i ich dopływów takich jak Hortobágy,
Węgierscy przyrodnicy wiedzą, że pojedynczy osobnik to jeszcze nie powrót populacji lęgowej. Ich optymizm wzbudza jednak fakt, że obrączkarze złowili ptaka na bagnie Kunkápolnás, czyli w rejonie ostatnich poprzednich lęgów tego gatunku. Oznacza to, że być może warunki znowu są odpowiednie do zasiedlenia tego regionu przez ptaki, którym w Polsce czy Białorusi może już być za ciasno. Ostatnio w parku Hortobágy trwały prace nad restytucją siedlisk wodniczki, a polski sukces w jej sztucznym przemieszczeniu sprawił, że podobną akcję w tym rejonie przewidziano na rok 2030. Może się okazać, że będzie ona niepotrzebna, bo ptaki same uprzedzą plany ludzi.
Piotr Panek
fot. Ron Knight, licencja CC BY 2.0 (zdjęcie z Białorusi, a nie Węgier)
Komentarze
To bardzo rzadki ptaszek. W Szwajcarii pojawia się, gdy zabłądzi.
Samiec zajmuje się chyba tylko śpiewem, bo ani nie pomaga w wysiadywaniu jajeczek, ani nie karmi piskląt, wałkoń jeden 🙄
” Ostatnio w parku Hortobágy trwały prace nad restytucją siedlisk wodniczki, a polski sukces w jej sztucznym przemieszczeniu sprawił, że podobną akcję w tym rejonie przewidziano na rok 2030. Może się okazać, że będzie ona niepotrzebna, bo ptaki same uprzedzą plany ludzi. ”
………….
Sugeruje to , ze ” znają sie ” one na polityce i maja takie .. „damskie ” podejście do tejże .
Kobieta związana z „wałkoniem ” albo (tzw .”sa..em” bo nygusem ) musi zmienna, byc’ – dlatego
– ” deszczówka ” byłaby w sam raz
Ps „deszczówka ” .. bardziej szeleści
Fajny film widziałem w poniedziałek na arte: Network (1976) Lumeta. Niewiarygodne, jak ta czarna komedia i prorocze arcydzieło z jego zjadliwą satyrą na kulturę medialną, z upływem czasu zyskuje jeszcze na aktualności. To dzieło skłaniające do głębszej refleksji nad współczesnym społeczeństwem i manipulacją mediów, gdzie króluje infotainment i coraz rzadziej można napotkać profesjonalne dziennikarstwo.
Dzisiaj jest Earth Day. Z tej okazji sa organizowane grupowe akcje zbierania smieci na plazach i w publiczbych miejscach. Szkło, liny, sieci rebackie i inne odpady sa usuwane z plaż.
Zamiast zbierania smieci mozna posadzic drzewo lub odwiedzic miejscowy park.
A nie mamy jakichś polskich endemitow?
@Marcin Nowak,
bez pewnosci, chyba swistak w Tatrach. Pzdr S
Świstak w Tatrach jest podgatunkiem świstaka alpejskiego Marmota marmota.
Podczas gdy w Tatrach żyje ich zaledwie około tysiąca, w Alpach odbywają się polowania na to zwierzę. Głównie w Austrii, ale też w niektórych kantonach Szwajcarii. Naturalnym wrogiem świstaka obok człowieka jest orzeł przedni.
W mojej okolicy jest gniazdo orłów, które krążą elegancko nad doliną i niekiedy zaczepiane są przez grupki lokalnych wron albo czarnowronów, którym wyraźnie działają na nerwy.
Orły alpejskie żywią swoje młode w dużej mierze świstakami, ale w pobliżu siedzib ludzkich sięgają chętnie po koty domowe. Badania orlich wypluwek potwierdzają 40-procentowy udział tych zwierząt w ich diecie.
Kozica tatrzańska i tamtejszy świstak to relikty polodowcowe. Niektórzy uważają je za endemity, bo różnią się trochę od swoich krewnych w Alpach i są znacznie rzadsze.
W przypadku świstaka porównanie osobnika tatrzańskiego z alpejskim wykazało różnice w budowie czaszki i wielkości zwierzęcia, ale porównawczych badań genetycznych chyba nikt dotąd nie przeprowadził.
Wiadomo, że różnice morfologiczne mogą być powodowane długą izolacją populacji tego samego gatunku.