Jak bardzo nie żyje Beniamin Netanjahu? I ile ma palców?
Im bardziej Netanjahu zaprzecza, tym bardziej „internet” wie swoje i mnożą się teorie.
Zagadnął mnie dziś rano kolega z redakcji: „Ponoć Netanjahu nie żyje?”. Odparłam, że przecież wyszło dementi, ukazał się słynny filmik z kawą, który miał obalić teorie i uciąć spekulacje o jego śmierci. Ale filmik dolał tylko oliwy do ognia. Dezinformacja poszła w świat, trudno to zatrzymać.
Nie ma wątpliwości, że we współczesnej wojnie znaczenie ma nie tylko to, kto i czym zaatakuje przeciwnika, jakie fizyczne straty mu zada, ale i to, czyja i jaka narracja przebije się do opinii publicznej. Od ponad dwóch tygodni Iran jest nieustannie atakowany przez Izrael i USA, sam odpowiada jak tylko może, uderzając w cele amerykańskie, izraelskie, ale i w kraje regionu, które wspomagają rzekomo „Małego” i „Dużego Szatana”. Bolesnym ciosem była dla reżimu śmierć ajatollaha Alego Chameneiego już pierwszego dnia wojny. Iran chce go oczywiście pomścić – najlepiej „symetrycznie”, uderzając w Netanjahu albo Trumpa.
USA już wcześniej oskarżały Iran o kilka prób zamachu na amerykańskiego prezydenta, czemu Teheran zaprzeczał. Niemniej w zeszłym tygodniu Ali Laridżani, szef irańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, napisał na platformie X pod adresem Trumpa: „Iran nie boi się waszych pustych gróźb. Nawet ci potężniejsi od ciebie nie zdołali zniszczyć Iranu. Uważaj, żebyś sam nie został wyeliminowany”. Była to odpowiedź na zapowiedź masowych ataków, jeśli Iran nie odblokuje cieśniny Ormuz. Dla odnotowania: dziś izraelski minister obrony Israel Katz podał, że Laridżani został zabity.
אומרים שאני מה? צפו >> pic.twitter.com/ijHPkM3ZHZ
— Benjamin Netanyahu – בנימין נתניהו (@netanyahu) March 15, 2026
No i cała sprawa z Netanjahu… W mediach społecznościowych mnożą się teorie, według których premier Izraela miał zginąć w ataku rakietowym (wygenerowane przez AI filmy przedstawiają go rannego, wynoszonego ze zniszczonego budynku).
Oliwy do ognia dolała pierwsza konferencja prasowa od rozpoczęcia wojny, która odbyła się w ubiegły czwartek. Na prorosyjskich i proirańskich kontach udostępniono zrzuty ekranu kiepskiej jakości, sugerujące, że Netanjahu ma sześć palców u jednej ręki, a w niektórych wersjach nawet siedem. Miałoby to rzekomo dowodzić, że to nie on, ale jakaś jego wersja, dość nieudolnie wykreowana przez sztuczną inteligencję. Teorię wielopalczastego premiera podchwyciło sporo innych kont, w tym publikujących treści antysemickie. „Netanjahu o siedmiu palcach” stał się internetowym „faktem”, choć premier miał już przecież nie żyć.
Nie trzeba być jakimś wybitnym znawcą internetu czy dezinformacji, żeby wiedzieć, komu podsycanie tych spekulacji miałoby służyć. Irańska agencja informacyjna Tasnim przez kilka dni zastanawiała się, czy Netanjahu nadal żyje. Dziś do sprawy odniósł się izraelski dziennik „Haaretz”, o którym wiele można powiedzieć, ale na pewno nie to, że politycznie sprzyja Netanjahu. Przeciwnie, od lat pisze głównie krytycznie, demaskując kolejne afery i każdą jego nieuczciwość.
„Haaretz” powołuje się m.in. na tekst agencji Tasnim z 10 marca opatrzony tytułem „Narastają spekulacje o możliwej śmierci lub obrażeniach Netanjahu”, a także wpis na X Mohammeda Sulimana Abunusaira, dziennikarza z katarskiej stacji Al Araby, który poinformował, że „śmierć Netanjahu – nawet jeśli to tylko plotka – sprawia ogromną satysfakcję wielu ludziom na świecie”. Dziennikarz dodaje jednak ostrzegawczo, że „plotki czasem są rozpowszechniane po to, by osiągnąć odwrotny efekt”. Co więcej, dezinformację początkowo rozpowszechniał Grok, chatbot platformy X, twierdząc, że „prawa ręka Netanjahu wyraźnie pokazuje sześć palców”, co jest „klasycznym artefaktem AI”. Później zmienił zdanie, uznając „dodatkowy” palec za złudzenie optyczne wynikające z oświetlenia lub ustawienia dłoni. Sprawy zabrnęły jednak już bardzo daleko.
Ludzie premiera uznali, że należy uciąć spekulacje i pokazać Netanjahu nie tylko żywego, ale i pięciopalczastego. W nagraniu opublikowanym w niedzielę na X i obejrzanym 70 mln razy Netanjahu sięga po cappuccino w kawiarni Sataf na obrzeżach Jerozolimy, a operator pyta: „Panie premierze, w internecie mówią, że pan nie żyje?!”. Netanjahu odpowiada, że „oddałby życie za kawę, podobnie jak za swój naród”. Pokazał też dłonie i zapytał widzów, czy chcą policzyć jego palce.
Filmik, który miał uciąć spekulacje, znowu je podsycił – internauci zaczęli dopatrywać się kolejnych „nieścisłości”. Przede wszystkim: dlaczego nalana po brzegi kawa w papierowym kubku nie wylewa się mimo ruchu. Internauci za podejrzany uznali sposób trzymania kubka, oświetlenie, a także brak informacji o lokalizacji kawiarni. Sprawie nadano kryptonim „Coffeegate”.
Dziś na koncie Netanjahu pojawiło się kolejne nagranie z „dowodem życia”. Amerykański ambasador Mike Huckabee odwiedza premiera w biurze, by zapytać, czy żyje, bo prosił go o to prezydent USA. „Tak, Mike, żyję i mogę uścisnąć ci dłoń pięcioma palcami każdej ręki”. Chwali się też, że usunął dziś dwa nazwiska z listy celów. Na jego profilu można znaleźć również nagranie po angielsku (z perskimi napisami), skierowane do narodu irańskiego, z życzeniami z okazji święta Nouruz. Wypada dopiero w piątek, ale najwidoczniej Netanjahu jeszcze bardziej chciał podkreślić, że pogłoski o jego śmierci są co najmniej przesadzone.