Czechy żegnają się z węglem. W Unii już tylko Polska wydobywa

31 stycznia zamknięto w Czechach ostatnią kopalnię węgla kamiennego – CSM w Stonawie, w pobliżu naszej granicy. Tak zakończyła się blisko 250-letnia historia wydobycia tego surowca w Zagłębiu Ostrawsko-Karwińskim, południowej części Górnośląskiego Zagłębia Węglowego.

To historyczna cezura również dla Polski. W ten oto sposób pozostaliśmy jedynym już krajem w UE wydobywającym spod ziemi cenną czarną kopalinę, której mamy w bród. Jesteśmy węglowym mocarzem Europy. Do niedawna węglowe lobby z dumą głosiło, że Polska Grupa Górnicza jest największą firmą wydobywczą na Starym Kontynencie!

Dzisiaj PGG leży na łopatkach – nie ma więc się czym chwalić. W każdym razie, jeżeli nic się nie zmieni, miano jedynego producenta niegdysiejszego „czarnego złota” będziemy nosić do 2049 r. – wówczas i u nas, w ostatniej kopalni węgla energetycznego, powinno zgasnąć światło.

Świeciło długo. W czeskiej części Górnego Śląska kopalnie zaczęły pojawiać się pod koniec XVIII w. Za nimi zakłady metalurgiczne i cały przemysł ciężki, w tym zbrojeniowy. W XIX w. było to już przemysłowe centrum Austro-Węgier, imperium Habsburgów. Po pierwszej wojnie światowej chrapkę na Zagłębie Ostrawsko-Karwińskie miała odradzająca się Polska, ale w ostateczności, decyzją zwycięzców, trafiło ono do Czechosłowacji i aż do rozpadu państwa uważane było za „stalowo-węglowe serce kraju”.

Jeszcze w 1989 r. wydobywano tutaj 35 mln ton węgla, a w górnictwie, ogólnie rzecz biorąc, pracowało 100 tys. osób. W ubiegłym roku CSM wypluła na pożegnanie 1,2 mln ton. Rok wcześniej Czesi zamknęli ostatnią elektrownię na węgiel kamienny. „W Czechach nie ma już nikogo, komu można dostarczyć węgiel kamienny” powiedziała niedawno Barbara Czerna-Dvorzakowa, rzeczniczka Ostrawsko-Karwińskich Kopalni (OKD), do których należy CSM. Ceny węgla są zbyt niskie, a koszty zbyt wysokie. Popyt gwałtownie spadł, a ewentualny eksport byłby nieopłacalny. Nasi sąsiedzi uznali więc, że tego węglowego wózka nie ma sensu dalej ciągnąć.

Byli, a bardziej są w sytuacji o wiele lepszej niż Polska.

Wcześniej postawili na energetykę jądrową. Mają dwie atomówki: Dukovany, uruchomione w latach 1985–87, i Temelin z lat 2000–02. Obie pokrywają 42 proc. zapotrzebowania na energię. Do sieci płynie także prąd z dwóch słowackich elektrowni jądrowych. W czeskim miksie energetycznym 32 proc. energii pochodzi z węgla brunatnego, który ma być wydobywany do 2033 r. Cała reszta to odnawialne źródła energii (OZE).

W dniu zamknięcia kopalni CSM koncern OKD wydał komunikat, który niejednych mógł wzruszyć do łez: „Chcemy zakończyć ten rozdział z godnością. Z szacunkiem dla rzemiosła i z wdzięcznością dla wszystkich, na których od wielu dekad stoi dobrobyt naszego kraju”. Przez Ostrawę z tej okazji przejdzie górniczy orszak. Na galowo. Nie będzie rozpaczy, będzie godnie i trochę smutno.

Pracę traci 750 osób, w tym 44 górników z Polski zatrudnionych na czeskich etatach. Zostaną odprawieni: w zależności od stażu otrzymają od 4 do 11 średnich pensji i dostęp do czeskiego programu poszukiwania pracy lub założenia swojego biznesu.

Śmiem twierdzić, że takie odprawy w naszych warunkach wywołałyby wielkie związkowe awantury, ale to są pogodni i spolegliwi Czesi. W gorszej sytuacji znalazło się ponad 300 Polaków pracujących w CSM, ale nie zatrudnionych bezpośrednio, tylko przez firm zewnętrzne – głównie polskie. Czy dostaną wsparcie? A jeśli tak, to jakie? Nie wiadomo.

Jednak CSM nie zniknie z powierzchni ziemi, jak przed laty nasza najnowsza kopalnia „Morcinek” w Kaczycach, tuż za granicą, po sąsiedzku. Przypomnijmy, że „Morcinka” zaczęto budować w latach 80., a już w połowie 2000 wysadzono wszystkie szybowe wieże. Powodem miało być złe rozpoznanie złoża. Trudno oszacować, ile kosztowała budowa. Gdybyśmy dzisiaj chcieli budować kopalnię w szczerym polu, trzeba byłoby wyłożyć przynajmniej 4 mld zł. Kilkanaście lat temu do złóż po „Morcinku” chciała się dobrać pod granicą kopalnia CSM. Odmówiliśmy Czechom, aby nie tworzyć za miedzą konkurencji dla naszego węgla koksowego wydobywanego w Jastrzębskiej Spółce Węglowej (JSW).

Czesi do likwidacji kopalni nie używają materiałów wybuchowych. Od czwartego kwartału bieżącego roku z metanu – gazu kopalnianego będącego do tej pory przekleństwem górników – będą wytwarzać prąd i ciepło. Gazu można pozyskać tyle, że zapewni energię dla 3 tys. gospodarstw domowych na dziesięciolecia. Górnicze przekleństwo stanie się energetyczną nadzieją. W grudniu 2018 r. podczas wybuchu metanu na głębokości prawie 900 m zginęło w CSM 13 górników, w tym 12 Polaków. Z pomocą dla rodzin i sierot po tragicznie zmarłych pospieszyła fundacja OKD. Dzisiaj zapewnia, że mimo likwidacji CSM zasiłki będą wypłacane.

Część infrastruktury kopalnianej wykorzystana zostanie do procesów piroliozy – rozkładu substancji pod wpływem wysokiej temperatury. W takich procesach z odpadów komunalnych można pozyskać węgiel drzewny z drewna, paliwa z biomasy, włókna węglowe z włókien tworzyw sztucznych, chemikalia z produktów ropopochodnych i wiele innych przemysłowych profitów.

Wychodzi na to, że Czesi potrafią likwidować i zarazem zyskiwać. I przy okazji zostawiać sympatyczny ślad kulturowy dla pokoleń. Kopalnia CSM wpisana została do Księgi Rekordów Guinnessa pod dwoma hasłami: ślub i wesele pod ziemią oraz gra na skrzypcach w najgłębszym miejscu na świecie.

PS A my mamy jeszcze w Polsce 19 kopalni węgla kamiennego, w tym pięć koksowego w JSW, do których w ubiegłym roku państwo dopłaciło 9 mld zł – w tym roku dotacje przekroczą 10 mld zł. Inaczej: to 10 proc. wpływów z PIT. Wychodzi na to, że każda rodzina dołożyła do górnictwa 600 zł. Wydobywamy 44 mln ton węgla (w 1989 – 180 mln ton, 2000 – 102 mln, 2015 – 72 mln). W kopalniach pracuje 71,5 tys. osób. Każdy zatrudniony wydobywał więc rocznie 640 ton węgla, kiedy w tym samym czasie w kopalniach odkrywkowych np. USA – 5,6 tys. ton. Koszt wydobycia dochodzi u nas do 1 tys. zł za tonę, a średnia cena sprzedaży, według Agencji Rozwoju Przemysłu, to rząd 460 zł za tonę.

Dla porównania: za oceanem koszt wydobycia jednej tony to ok. 150 zł. Sens tych porównań – kopalń głębinowych i odkrywkowych – widać na węglowych rynkach. Nie mamy czego na nich szukać z naszym urobkiem.

W kraju pozostaje, choć oddaje niegdysiejsze pozycje, głównym źródłem energii. W ostatnim zimowym grudniu w miksie energetycznym węgiel kamienny dawał 48,18 proc. prądu i ciepła, a brunatny – 18,28 proc. Energetyka wiatrowa 14,5 proc., a fotowoltaika 2,4 proc. (w miesiącach wiosenno-letnich prawie 12 proc.; w ubiegłym roku były okresy, że do sieci płynęło więcej energii z OZE niż z węgla). Miks uzupełnia 15 proc. prądu z elektrowni gazowych i śladowy udział z wodnych.

Na pierwszą atomówkę przyjdzie nam poczekać z dziesięć lat.

Reklama