Prokurator Janeczek odwołany. Dlaczego tak późno?
Prokurator generalny Waldemar Żurek 21 maja podjął decyzję o zawieszeniu zastępcy Prokuratora Generalnego ds. Wojskowych, prokuratora Prokuratury Krajowej Tomasza Janeczka w czynnościach służbowych na sześć miesięcy. Nazwał go „człowiekiem Ziobry” i wyjaśnił ustami swojej rzeczniczki Anny Michalskiej: „zachodzi uzasadnione podejrzenie, że prokurator Tomasz Janeczek swoim zachowaniem dopuścił się oczywistej i rażącej obrazy przepisów prawa oraz uchybił godności urzędu”.
Okazało się, że dwa dni wcześniej zawieszony prokurator wpuścił do Prokuratury Krajowej osoby nieuprawnione – pracowników TV Republika w osobach: Michała Rachonia, Jarosława Olechowskiego, Adriana Stankowskiego, Miłosza Kłeczka i Janusza Życzkowskiego – oraz towarzyszących im posłów: Jana Mosińskiego, Krzysztofa Lipca i Agnieszkę Wojciechowską-Heukelon. Janeczek przepuścił towarzystwo przez bramkę, otwierając ją swoją kartą identyfikacyjną…
Gra była warta świeczki, ponieważ za drzwiami toczyło się przesłuchanie Tomasza Sakiewicza, szefa TV Republika, w ramach śledztwa dotyczącego „nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości w wątku związanym z utrudnianiem postępowania w celu umożliwienia podejrzanemu uniknięcia odpowiedzialności karnej, w tym, przede wszystkim poprzez pomoc w ucieczce” (relacja prokuratora Przemysława Nowaka).
Prokurator Janeczek nie poczuwa się do winy, nie przyjął pisemnej decyzji o zawieszeniu, która jest natychmiastowa, a na odchodnym udzielił wywiadu pracownikowi Republiki: „Przeczytałem sobie taki komentarz aktywnego uczestnika wpisów na X, (…) że ze Zbigniewem Ziobrą to się nie udało, ale skoro się nie udało, to trzeba się wziąć za żonę ministra i za stację Republika. O ile to jest prawda, to mamy kolejny przykład, że w Polsce jest nawet więcej niż kryptodyktatura, że w Polsce, dla mnie przynajmniej, jest dyktatura”.
Prokuratura przekazała, że „decyzja została podjęta w celu ochrony autorytetu prokuratury oraz interesu publicznego, a także zapobieżenia negatywnym skutkom mogącym wynikać z dalszego wykonywania przez niego obowiązków służbowych, zwłaszcza w kontekście kwestionowania legalności i zasadności podejmowanych czynności oraz decyzji”. Jednym słowem, zachowanie Janeczka „może wskazywać na (…) podważenie zaufania do jego obiektywizmu i bezstronności jako prokuratora”.
Janeczkowi przysługuje odwołanie i pewnie się odwoła, z asystą mec. Bartosza Lewandowskiego, który już nazywa decyzję o zawieszeniu skandalicznym nadużyciem uprawnień. Pod obrończą togą adwokata Lewandowskiego już kłębi się spora trupa „ciemiężonych” przez Kierownika o wilczych oczach – ale dla Janeczka na pewno znajdzie się miejsce.
Mecenas odważnie w Kanale Zero opowiadał o prześladowaniu opozycji, naiwnym idealizmie pogubionego prof. Marcina Matczaka i o swoim patriotycznym przesłaniu, którym jest obrona niesprawiedliwie opluwanych.
W ripoście prof. Matczak wytknął mecenasowi m.in. biznesowe podejście do swojego szlachetnego przesłania, bo przecież obrona oskarżonych tak wysokiej rangi nie jest bynajmniej bezinteresowna.
Waldemar Żurek zarazem podsumowuje: „Zachowanie prokuratora Tomasza Janeczka może wskazywać na brak poszanowania podstawowych zasad funkcjonowania prokuratury, a także na naruszenie godności urzędu oraz zaufania do jego obiektywizmu i bezstronności jako prokuratora”.
Godność urzędu ma tu znaczenie kluczowe. Tym bardziej że Tomasz Janeczek kilka dobrych lat temu razem ze swoim ówczesnym zastępcą Adamem Rochem opublikowali w „Prokuraturze i Prawie” tekst o „Odpowiedzialności służbowej i dyscyplinarnej prokuratorów”, w którym zdefiniowali pojęcie godności urzędu prokuratorskiego: „Godność urzędu rozumiana być powinna jako pewien standard zachowania w różnych służbowych i pozasłużbowych okolicznościach, formułujący wobec prokuratorów podwyższone wymagania powodujące, że powinni oni stanowić rodzaj wzorca dla innych osób. Godność więc stanowi pewien abstrakcyjny wzorzec, mający na celu wzbudzenie szacunku społecznego dla prokuratorów. Sprawowanie urzędu z godnością oznacza sprawowanie go zgodnie z pewnym standardem zachowań (…), które dla innych osób nie są obowiązujące, ale również nieskodyfikowanych reguł, obyczajów, które łącznie formułują (…) wymagania wyższe aniżeli stawiane przeciętnemu obywatelowi”.
Z poczuciem godności prokurator Janeczek szedł w swoim zawodowym życiu. Otaczał się ludźmi, dla których godność znaczyła tyle samo co dla niego.
Za pierwszych rządów PiS jego kariera szybuje w górę – szeregowy prokurator wydziału śledczego Prokuratury Okręgowej w Katowicach przeskakuje w kwiecie wieku kilka prokuratorskich szczebli. We właściwym czasie znajduje się we właściwym miejscu.
Także wtedy, kiedy w 2006 r. przesłuchiwano aresztowaną księgową lobbysty Marka Dochnala, który miał korumpować lewicę. Pech Marii D. polegał na tym, że była w dziewiątym miesiącu ciąży i właśnie rodziła, gdy na salę szpitalną weszli oficerowie CBŚ, żeby pobrać od niej próbki pisma. Niemożność wykonania tych czynności trochę ich zniecierpliwiła i zawiodła. Sprawa była tak nietypowa, że mówienie o niewiedzy o niej na samej górze i przypadku byłoby mocno naciągane.
Prokuratorzy, moi znajomi z byłej katowickiej apelacji, dziś w emerytalnym stanie spoczynku, starają się tłumaczyć: „Wtedy tak naciskano, żeby Dochnalem wdeptać lewicę, że gięliśmy karki. Rządził strach. Wykonasz rozkaz albo wypierdalaj z firmy. Przecież tak samo było z Barbarą Blidą. Pisowska wierchuszka oczekiwała na tacy lewicowych głów”.
Kiedy zdarzył się „przypadek” z wejściem służb na porodówkę, Tomasz Janeczek, okuty w zbroję przyjaźni z Bogdanem Święczkowskim, który od studiów na UJ i aplikacji prokuratorskiej kumplował się z ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym, lądował już w troskliwych objęciach samego Ziobry. Przez swoich bliskich współpracowników nazywany czule „naszym Jasieczkiem”, mógł sobie pozwolić na coraz więcej – przy zachowaniu standardów prokuratorskiej godności, rzecz jasna.
Wtedy wzorzec prokuratora dopiero rodził się w jego głowie, dopiero go sobie powoli ulepiał, a sytuacja temu jak najbardziej sprzyjała – Ziobro zasypywał śląską apelację, wierną i gotową wykonać każde polecenie, najgłośniejszymi śledztwami w kraju, stąd traktowano ją jak „zbrojne ramię PiS”. To tutaj rzucono całe prokuratorskie siły na skompromitowanie fundacji Kwaśniewskich i sprawę własności ich domu w Kazimierzu Dolnym, z włączeniem do akcji agenta Tomka, późniejszego posła PiS.
Prokuratura Janeczka szła jak buldożer. Sam jej szef nagrywał podwładnych i gromadził w szufladach kwity.
Przypadek nietrzeźwego szefa prokuratury w Cieszynie, który potrącił śmiertelnie w Ustroniu znanego archeologa, a policjanci przenieśli zwłoki w inne miejsce i zacierali ślady… Podobnie jak kilka lat później, kiedy za rogiem mojego domu zginęła Barbara Blida, moja daleka znajoma, którą próbowano powiązać z mafią węglową i której sprawa do dzisiaj nie jest do końca wyjaśniona, o co zadbał były minister i jego akolici.
Do dzisiaj brzmi w moich uszach triumfalnie wykrzyczany wniosek: „Nawet nas skazać nie potraficie!”.
Niestety prawdziwy.
Toyota Yaris prokuratora Janeczka, która w 2018 r. wpakowała się w prawy bok jadącego przed nim Rovera, i zlekceważenie dowodu z zawierciańskiego monitoringu – to naprawdę źdźbło w całej burzliwej karierze zawieszonego bohatera zdarzenia.
Minister sprawiedliwości o Tomaszu Janeczku mówi „człowiek Ziobry”, który udowodnił, że partyjne interesy i medialne ustawki stawia wyżej niż elementarne bezpieczeństwo państwa i powagę własnego urzędu. „Albo służy Rzeczypospolitej i przestrzega prawa, albo poniesie natychmiastowe konsekwencje. Proste”.
Proste. Jednak nie całkiem.
Na wstępie zadałem pytanie: dlaczego tak późno? Oddając władzę, PiS i jego ministrowie zadbali o trwałość swoich decyzji. Tak zmienili prawo, że wierni żołnierze, choćby Janeczek jako zastępca prokuratora generalnego, byli nie do ruszenia. Każda próba zmiany trafia w betonową ścianę w postaci konieczności akceptacji prezydenta… Tylko delikt dyscyplinarny mógł naruszyć ich pozycję. I o niego potknął się Janeczek. Na razie na sześć miesięcy.
Jeżeli w tym czasie nie zmieni się prawo o prokuraturze, to wróci – dla wielu w glorii chwały. A Zbigniew Ziobro będzie miał rację, krzycząc zza oceanu: miękiszony, nieudacznicy…
Mec. Lewandowski we wspomnianej rozmowie z red. Mazurkiem stwierdził, że wizja prof. Matczaka – wizja prawa, które jest nośnikiem pewnych stałych wartości – jest utopią i w praktyce nie ma racji bytu. Bo prawo w swoim założeniu i praktyce jest narzędziem politycznym, co jest oczywistą oczywistością. Pozostawiam ten wywód bez komentarza.