Ćwierć wieku XXI za nami!
Ani się obejrzeliśmy, a naszemu stuleciu stuknęło już 25 lat! To ćwierć jego przewidywanego na sto lat żywota, a kto wie, czy nie będzie to stulecie ostatnie. Nie dlatego, że świat miałby się zaraz skończyć, lecz dlatego, że ludzie nie będą chcieli w nieskończoność podporządkowywać się jednemu, mającemu religijne źródła kalendarzowi. Wszelkie urządzenia będą natychmiast tłumaczyć daty na kalendarz lokalny, podobnie jak na lokalny język. Nie będzie więc ani globalnego kalendarza, ani globalnego języka. Ale to tylko na marginesie.
Wiek XXI uderzył nas obuchem w głowę – 11 września 2001 r. – po wspaniałej końcówce poprzedniego stulecia, gdy wydawało się, że nic nie może już stanąć na przeszkodzie globalnemu odprężeniu, postępowi demokracji i rozwojowi techniczno-ekonomicznemu. Najważniejszym problemem świata było wówczas AIDS i jeśli coś nam naprawdę wyszło przez minione 25 lat, to chyba właśnie to, że udało się względnie zapanować nad tą straszną epidemią. Cała reszta to jeden wielki szok.
Wszyscy to wiemy, ale chyba warto zebrać to w jednym miejscu, by uświadomić sobie, ile się stało, a zwłaszcza ile się zmieniło przez głupie 25 lat! Oto więc:
- Świat stracił globalnego policjanta i niezłomnego obrońcę wolności. USA doznały aksjologicznej zapaści, zaś amerykański parasol rozpięty nad całym Zachodem właśnie się zwinął.
- Zupełnie niespodziewanie Rosja zeszła z drogi pragmatycznego rozwoju, zmieniając się w niebezpieczną dla świata satrapię.
- Chiny stały się tym, czym miały się stać – najpotężniejszym imperium, które już zaczyna dyrygować światową gospodarką. Ciągną za sobą Indie i Afrykę, podczas gdy Europa stała się globalną prowincją.
- Skończyły się dyskusje, czy ocieplenie klimatu jest zawinione przez człowieka, podobnie jak nadzieje na osiągnięcie tzw. celów klimatycznych i uniknięcie katastrof, jakie czekają nas w drugiej połowie stulecia.
- Państwa dramatycznie straciły na znaczeniu na rzecz globalnych firm technologicznych, które robą co chcą, a liczyć się muszą co najwyżej z Chinami.
- W ciągu kilku lat cała ludzkość zaopatrzyła się w smartfony, wypełnione internetem i aplikacjami. Staliśmy się niewolnikami wyszukiwarki Google oraz mediów społecznościowych, a obecnie popadamy w niewolę AI (głównie LLM). Całe nasze życie codzienne zostało przemodelowane, a uzależnienia od rożnych elementów produktów IT stały się plagą powszechną i masową.
- Największe centra Zachodu stały się w jednej dziesiątej islamskie i nic nie zapowiada, aby ten odsetek miał przestać dynamicznie rosnąć; XIX-wieczna kultura mieszczańska zachodniej Europy właśnie dogorywa i z pewnością nie jest już globalnym wzorcem cywilizacyjnym. Za to „przednowoczeność” kwitnie, uzbrojona w komputery. Kwitnie też destrukcyjny populizm w najbardziej przaśnej i agresywnej postaci, wspierany przez rosyjską agenturę i nie wiadomo kogo jeszcze.
- Setki milionów ludzi dźwignęło się z biedy i zaczęło konsumować. Jednocześnie populacja świata wzrosła przez te ćwierć wieku o 35%. Bomba demograficzna tyka, podczas gdy globalna tzw. klasa średnia kurczy się w zastraszającym tempie. Nie pełni już ona roli gwaranta stabilności i balansu; nic nie stoi już na przeszkodzie chciwości i ekspansjonizmowi, a planeta przestała regenerować swoje zasoby. Fanatyzm i debilizm hulają po świecie, kędy tylko chcą. Ani straże Białego Domu, ani wysokie progi szacownych uniwersytetów nie są dla nich żadną przeszkodą.
No i co teraz będzie? Ano nic: postludzkie i transludzkie boty i roboty, wichury i powodzie, jakich świat nie widział, azjatyckie korporacje w domu i zagrodzie, postępujące ogłupienie „internautów”, pandemia zaburzeń osobowości i chorób psychicznych oraz wielka fala starości i niedołęstwa, zatapiająca systemy ubezpieczeniowe i wdzierająca się do każdego domu. O wciąż mutujących wirusach i antybiotykoopornych bakteriach to już nawet szkoda gadać. Aj, waj! Ej aj!