Ziobro pieczone!
To, że Zbigniew Ziobro znalazł się w USA, i to w roli korespondenta ekstremistycznej stacji telewizyjnej Republika, to nie jest tylko jakaś tam porażka polskiego państwa i polskich służb. To groteska, wpisująca się w operetkowy wymiar współczesnej polityki. Gdy ponad prawem i procedurami, ponad wszelką instytucjonalną powagą stoją prywatne i w swej prywatności infantylne „posty” w mediach społecznościowych, a decyzje polityczne o najwyższej wadze dyktowane są przez takież infantylne emocje oraz żałosne względy powodzenia lub niepowodzenia u „lajkujących” i „komentujących”, wszystko jest możliwe. Kaprys zaburzonego półgłówka może oznaczać uruchomienie śmiercionośnej broni albo zatrzymanie wojny. Inny kaprys może zdecydować o tym, kto będzie siedział, a kto będzie nagradzany i hołubiony. Wracamy do epoki ciemnych i rozbisurmanionych królików, dla których prawo i odpowiedzialność za los poddanych to jałmużna od niechcenia rzucana tłuszczy, gdy taki mają kaprys bądź interes.
Wszyscy wiedzą, że Zbigniew Ziobro jest niebezpiecznym psychopatą, który w swojej długiej karierze dopuścił się niezliczonych szalbierstw i nadużyć władzy. Kaczyński bał się go tak bardzo, tak bardzo wierzył w jego prawdziwe bądź urojone „kwity”, że jak nikomu innemu pozwolił mu nie tylko trwać przy władzy, lecz i rozwijać swoje własne „państwo w państwie”. Ta suwerenność Ziobry wynikała nie tylko z jego bezwzględności i ostentacyjnego braku wszelkich moralnych skrupułów, lecz zapewne z atawistycznego lęku przed psychopatami. Tacy ludzie paraliżują wszystkich wokół siebie i nawet najsilniejsi schodzą im z drogi. Nawet jeśli ów psychopata jest zalękniony i histeryczny. Tak jak to jest w przypadku Ziobry. Mimo to, fakt, że Kaczyński przez tyle lat bał się Ziobry, pozostaje dla mnie trochę zagadką, a trochę jest też argumentem na rzecz tezy, że siła i cyniczna racjonalność Kaczyńskiego są tylko legendą.
Ziobrę powinny były przywieźć do Polski służby. Do tego są powołane. Zabawa polskich władz w praworządnego kotka i niemoralną myszkę z Orbanem i Ziobrą musiała się skończyć ucieczką myszki do dziury. A teraz głupie kocisko stoi przy dziurze i tylko się oblizuje. Polska okazała się niezdolna do poważnego traktowania samej siebie i do zdecydowanej obrony własnej powagi jako państwa. Okazała się słaba. I to do tego stopnia, że nie zdołano wymusić na nowym rządzie Węgier, aby w pierwszym dniu działania chociażby wysłał za Ziobrą „ogon”, uniemożliwiając mu dojazd do lotniska czy przekroczenie granicy z Serbią. To pokazuje, jak słabe są również Węgry i jak niewiele warta jest przyjaźń z ich nowym premierem.
Przede wszystkim jednakże fakt, że w sądach Ziobro ma wciąż takie wtyki, iż nie wydano za nim międzynarodowego listu gończego, kompromituje Ministerstwo Sprawiedliwości i cały nieszczęsny proces rozliczeń reżimu Kaczyńskiego i Ziobry.
Najsmutniejsza jest jednakże degrengolada stosunków z USA. Jak na dłoni wdać, z kim jest Trumpowi i jego ludziom po drodze i gdzie mają nasz kraj. Wszystko jedno co powiedziano Trumpowi, gdy w ciągu minuty albo dwóch decydował o wydaniu wizy Ziobrze. Czy była mowa o „kwitach na Tuska”, czy może o strasznych prześladowaniach, jakie cierpi w ojczyźnie wielki przyjaciel Ameryki i MAGA Zbigniew Ziobro. Ważne, że dla prezydenta USA Polska i polski rząd to pętaki, z którymi nie musi się liczyć ani ich szanować. Jako cesarz Nowego Rzymu robi co mu się podoba, nagradza lojalnych i karze krnąbrnych. Tak po prostu. Rządzi kaprys, intryga, próżność szukająca poklasku w „socjałach”. Straszne, ale tak to wygląda.
Proces ekstradycyjny Ziobry będzie się ciągnął latami. W tym czasie Ziobro może urządzić się w Ameryce Południowej lub jeszcze gdzie indziej. Mało prawdopodobne, żeby dupowata (przepraszam za słowo, ale nie znam lepszego) polska władza zdołała coś z tym zrobić. Miała bardzo dużo czasu, aby dorwać Ziobrę i postawić go przed sądem. Skoro skiepściła to tak dokumentnie, to czego można oczekiwać teraz, gdy śliczny ptaszek wyfrunął za morze?
Strasznie to wszystko żenujące. Skoro rząd jest tak słaby i nieudolny, to jak mamy wierzyć, że towarzystwo z okolic Nowogrodzkiej i Pałacu Prezydenckiego nie uchwyci władzy za półtora roku? Wtedy Ziobro wróci w glorii, a naiwne „praworządnisie” będą sobie pluć w brodę zaciskając kułaki na zimnych kratach. Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że czasy się zmieniły i „Wersal się skończył”?