O śmierci (dzików) bez przesady

Dzik w parku (młode), zdjęcie wykonane przez autora

W Warszawie na oczach mieszkańców uśpiono dziki. W mediach huczy.

Stwarzały zagrożenie dla mieszkańców. – Tłumaczy się ratusz z prezydentem miasta Rafałem Trzaskowskim na czele.

To zbrodnia! – Zarzucają przeciwnicy. Składają ku czci zmarłych dzików kwiaty i znicze.

Nie będą ukrywał, że nie podoba mi się zabijanie dzików. Szczególnie na oczach dzieci – z jakichś powodów zabroniliśmy im udziału w polowaniach. Jednak cała sprawa wydaje mi się przesadzona.

Czy dziki stwarzały zagrożenie? Dzik euroazjatycki (Sus scrofa) to istotnie duży, wszystkożerny (a więc nie pogardzający mięsem) ssak. Samce mają wielkie kły, a i samice z młodymi w poczuciu zagrożenia mogą zachowywać się agresywnie. Dziki kilkakrotnie widywałem w parkach miejskich w dużym mieście wojewódzkim, nieraz nawet całe stada. Nigdy nie były agresywne. Chrumkały. Niekiedy nic nie robiły sobie z mojej obecności, a kiedy indziej to one zdawały się przestraszone i czym prędzej oddalały się w gęstwinę.

Ale co tam ja, w temacie dzików głos zabrał ostatnio trochę już zapomniany dawniejszy największy autorytet w Polsce, Prezes Jarosław Aleksander Kaczyński, słynący od lat z dostrzegania wszelakich zagrożeń tam, gdzie nikt inny ich nie widzi. Prezes niedawno opowiadał mediom, jak to w młodości spędzał wakacje w leśniczówce, gdzie powziął informację, że dziki nie są niebezpieczne, jeżeli nie okazuje się im strachu i “idzie się na nie”. Opowiedział dalej, jak to dziki spotykał (tutaj zachrumkał nawet dźwiękonaśladowczo, by dodać swej historii większej wiarygodności), “szedł na nie” i – czemu trudno odmówić wielkiego wpływu na historię kraju – “nadal żyje”.

Zdaje mi się, że Kaczyński niebezpieczeństw upatrywał dotychczas w takich zjawiskach, jak Unia Europejska i cała kultura zachodnia (oskarżane o niszczenie Polski), Rosja (którą oskarżał o śmierć brata), Donald Tusk (którego również oskarżał i o jedno, i o drugie), ludzie o poglądach od lewicy do centroprawicy (zwani przez niego lewactwem, wyjaśniać nie trzeba), ludzie o poglądach bardziej na prawo od niego (“na prawo od nas tylko ściana”), ateiści, lesbijki, geje, transseksualiści, rowerzyści, stowarzyszenia (zwłaszcza członków jego partii), nowoczesne księgarnie, a nawet założenie konta w banku. Długa lista niebezpieczeństw znalezionych przez Prezesa ewidentnie nie obejmuje jednak dzików. Skoro więc są bezpieczniejsze od Tuska i założenia konta w banku, to chyba rzeczywiście nie ma się czego bać (na wszelkich wypadek odradzałbym jednak “iść na nie”).

Dziki w parku, zdjęcie wykonane przez autora

Czy to jednak znaczy, by od razu czcić ich pamięć kwiatami i zniczami?

Co im po kwiatach, skoro już nie żyją? Czy ich dziczej rodzinie będzie milej po takim opłakaniu? Czy tworzą reprezentację przeszłości bądź przyszłości, by pogrzeb miał jakkolwiek wpłynąć na ich życie? A właśnie, jeśli już mówimy o przyszłości, co będzie z zapalonymi dla nich zniczami? Trafią na wysypisko, zwiększając hałdy śmieci? Powiększą powierzchnię, zaśmieconego terenu, na którym inaczej mogłyby żyć dzikie zwierzęta?

Rozumiem emocje, wszyscy mamy prawo do ich wyrażania i też żal mi dzików, tym bardziej że świnie od dzieciństwa lubiłem. To mądre zwierzęta, niektóre używają nawet narzędzi. Historie takie jak ta wzbudzają we mnie jednak pewien cynizm i to nie ograniczający się do oceny Prezesa Kaczyńskiego (który, śmiem podejrzewać, byłby zdecydowanym zwolennikiem odstrzału dzików w mieście rządzonym przez jego partię, ale chodzi o Warszawę: zawsze warto dowalić Trzaskowskiemu). Zastanawiam się mianowicie, ilu spośród nas, zostawiających znicze bądź opłakujących dziki przed telewizorami, wróci następnie do kuchni i po ciężkim wysiłku posili się kanapką z szynką, ewentualnie kotletem, boczkiem czy co tam jeszcze w lodówce zalega.

Łatwo jest płakać nad zwierzęciem umierającym na naszych oczach. Znacznie trudniej pamiętać, że w niczym nie gorsze od dzika udomowione świnie hodowane są w warunkach znacznie gorszych niż te, w których żyją w naturze czy parku dziki – tylko po to, by zostać zabite na mięso. Niektórzy się temu sprzeciwiają, większość z nas woli nie pamiętać. Im nikt nie zapala zniczy (raczej już grille).

Krytycznie zagrożona wyginięciem dzika świnia wisajska (Sus cebifrons), zoo w Cincinnati, w Polsce gatunek hodowano w zoo w Łodzi. Ltshears, Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

Ponadto żyją na świecie gatunki świniowatych rzeczywiście zagrożone wyginięciem. Wymienić można krytycznie zagrożonądziką świnię wisajską (Sus cebifrons, nazwa pochodzi od filipińskiego archipelagu Wysp Wisajskich) o imponującej grzywie i endemiczną dla północno-zachodniego Assamu w Indiach świneczkę karłowatą (Porcula salvania). Zagrożone są jamajska świnia brodawkowata (Sus verrucosus) i endemiczna dla filipińskiej wyspy Mindoru świnia samotna (Sus oliveri), a także babirussa malengańska (Babyrousa togeanensis) o kłach przebijających ciało i wystających z pyska.

Zwierzętom tym zagrażają niszczenie siedlisk, polowania, rozrastająca się populacja ludzka. Ich przetrwanie wymaga rzeczywistych działań ochronnych. Kwiaty i znicze nie wystarczą.

Marcin Nowak

P.S. Zdjęcia wykonane przez autora mają w zamierzeniu dokumentować spotkanie autora z dzikami (bez potrzeby chrumkania jak u Prezesa), ich jakość odzwierciedla ruchliwość dzików podczas robienia zdjęć i jednocześnie (brak) umiejętności fotograficznych autora

Reklama