Ziobro walczy, uciekając

Zbigniew Ziobro i jego żona Patrycja Kotecka dostali azyl polityczny na Węgrzech – poinformował mec. Bartosz Lewandowski, obrońca polityka. Tak więc były minister sprawiedliwości-prokurator generalny postanowił nie walczyć przed polskim wymiarem sprawiedliwości o swoje dobre imię i naraził się na miano tchórza, który umyka pod skrzydła węgierskiego satrapy Orbána.

W sążnistym oświadczeniu na X swój krok uzasadnił w sposób kuriozalny: „Wybieram walkę z politycznym bandytyzmem i bezprawiem. Stawiam opór postępującej dyktaturze. Czynię to w imię zasad, którymi zawsze się kierowałem i z powodu których stałem się dziś celem osobistej zemsty Donalda Tuska i jego środowiska”. Ucieczka „walką”? No i wygląda na to, że owe „zasady”, w imię których Ziobro walczy, uciekając, to okradanie powierzonego sobie państwowego funduszu, by kupować politycznych sojuszników.

Ziobro miał spore możliwości przewlekania postępowania: mógł do tego wykorzystać swoją chorobę oraz mieć nadzieję, że jego ugrupowanie polityczne wróci do władzy za niecałe dwa lata i umorzy sprawę. Wolał azyl i piętno tchórza. Może zdecydował, że nie wróci już do polskiej polityki? Może o tym świadczyć fakt, że postarał się także o azyl dla swojej żony, wobec której nie toczy się żadne postępowanie. W oświadczeniu na X napisał: „Nie pozwolę, aby moje dzieci zostały pozbawione opieki matki, a moja żona – w zastępstwie za mnie – stała się ofiarą psychopatycznej zemsty Donalda Tuska”. Czyżby wiedział o jej działaniach, które mogą być interesujące dla prokuratury?

Niestety, azyl dla Ziobry oznacza, że prokuratura nie zdoła go postawić przed sądem. Po to, by postawić podejrzanego w stan oskarżenia, niezbędne jest, by został chociaż raz przesłuchany i ustosunkował się do stawianych mu zarzutów. I tu widać, jakim błędem było odrzucenie przez prokuraturę propozycji obrońcy Zbigniewa Ziobry, żeby przesłuchać go na Węgrzech lub w Brukseli w ramach pomocy prawnej albo dyplomatycznej. Prokuratura odmówiła być może z przyczyn wizerunkowych, uznając, że „nie będzie nam tu Ziobro stawiał warunków”. No, to nie będzie ani przesłuchania, ani aktu oskarżenia. Chyba że zmieni się władza na Węgrzech, a nowa przyznany azyl cofnie. To jednak „zdarzenie przyszłe i niepewne” – jak mówią prawnicy.

Za trzy dni sąd ma się wypowiedzieć w sprawie wniosku prokuratury o areszt tymczasowy dla Ziobry, skierowanego w… listopadzie. To absolutny ewenement w polskim wymiarze sprawiedliwości, żeby tak przewlekle sąd zajmował się wnioskiem o areszt.

Fakt ten może podważać argumentację polityka i jego obrońcy, że w Polsce Ziobro nie może liczyć na uczciwy proces, bo władza naciska na sędziów – przesądzać o jego winie mają publiczne wypowiedzi (m.in. minister-prokurator generalny Waldemar Żurek mówił o porwaniu Ziobry i przywiezieniu go w walizce, a premier Donald Tusk napisał w mediach społecznościowych: „albo w areszcie, albo w Budapeszcie”). Takie wypowiedzi są niepotrzebne, szkodliwe i ułatwiają Ziobrze, Romanowskiemu i Orbánowi znalezienie argumentów na rzecz przyznania azylu politycznego. Rządzący, chcąc takimi wypowiedziami pokazać wyborcom, jak dziarsko zajmują się rozliczeniami poprzedniej władzy, sami podważają uczciwość tego rozliczenia i – jak widać – je udaremniają.

Reklama