Wstydliwe wybory pierwszego prezesa SN
Dzisiaj w Sądzie Najwyższym, wstydliwie, zakryty przed okiem i uchem opinii publicznej, odbywa się wybór kandydatów na stanowisko pierwszego prezesa SN. Przemawiają kandydaci – w sumie sześcioro – zachęcając obecnych do oddania na nich głosów. W 2020 r. obrady Zgromadzenia Ogólnego sędziów SN były otwarte dla mediów. Opinia publiczna mogła oglądać, jak łamano procedury, by wymusić wyłonienie kandydatów gwarantujących powodzenie właśnie przeprowadzanych przez rządzący PiS reform wymiaru sprawiedliwości.
Tym razem dziennikarzy nie dopuszczono nawet pod drzwi sali obrad – pewnie obawiano się, że kadry pokazujące zamknięte drzwi byłyby zbyt wymowne. I że dziennikarze złowią któregoś z przemykających uczestników i będą mu zadawać pytania. Prawo społeczeństwa do informacji zapewniono – a jakże – konferencją rzecznika prasowego SN, sędziego Igora Zgolińskiego.
Mailowo zapytałam o powody i podstawę prawną uniemożliwienia mediom relacjonowania przebiegu Zgromadzenia. W odpowiedzi zastępca rzecznika Albert Stawiszyński podstawy prawnej mi nie podał, poinformował natomiast, że tak zdecydowała przewodnicząca Zgromadzenia [Małgorzata Manowska] „z uwagi na potrzebę zapewnienia sprawnego przebiegu zgromadzenia i swobody wypowiedzi kandydatom na stanowisko I Prezesa SN„.
W jaki sposób obecność mediów utrudniałaby sprawne przeprowadzania Zgromadzenia? Wchodzą np. na procesy i jakoś nie utrudniają ich przebiegu, więc co musieliby robić, żeby utrudniać przebieg Zgromadzenia Ogólnego?
Poraża natomiast szczerością drugi element uzasadnienia: potrzeba zapewnienia „swobody wypowiedzi kandydatom na stanowisko I Prezesa SN”. Można sobie wobec tego śmiało wyobrażać, jakie obietnice dotyczące zapewnienia interesów głosujących neosędziów mogły padać podczas wystąpień kandydatów i jakie pytania dotyczące zabezpieczenia tych interesów padały pod ich adresem z sali. A może były też obietnice pognębienia starych sędziów? Odebrania im w ramach oszczędności asystentów? Przeniesienia do gorszych gabinetów?
A że spośród kandydatów ma potem wybierać prezydent, więc zapewne i jemu kandydaci próbowali w swoich deklaracjach się przypodobać. Jeden, Zbigniew Kapiński, pokazał już wcześniej swoją gorliwość w tępieniu wolności wypowiedzi sędziów SN: jako prezes Izby Karnej SN zdymisjonował ze stanowiska przewodniczącego jednego z wydziałów tej Izby Dariusza Świeckiego za podpisanie oświadczenia sędziów SN, w którym odmówili uczestnictwa w niekonstytucyjnym Zgromadzeniu Ogólnym zwołanym przez wadliwie powołaną pierwszą prezeskę SN.
No i kwestia wstydu: niektórzy z neosędziów biorących udział w Zgromadzeniu są wykładowcami wyższych uczelni czy pracownikami naukowymi i mogą się bać kompromitacji, gdyby ich studenci i współpracownicy usłyszeli, w jaki sposób zabiegają o stanowisko pierwszego prezesa SN.
Gdyby tak było – zdolność do wstydu byłaby w całej tej sprawie okolicznością pocieszającą.
Suplement:
Kandydaci zostali już wyłonieni, o czym poinformował dziennikarzy rzecznik prasowy Igor Zgoliński. Podał, że najwięcej głosów dostali: Zbigniew Kapiński – 18, Mariusz Załucki -13, Paweł Czubik 9, Aleksander Stępkowski 5, Tomasz Demendecki 5. Dziwnie wygląda to poparcie zważywszy, że Sąd Najwyższy liczy 91 sędziów i neosędziów, ale takie są skutki regulaminu wydanego przez prezydenta Dudę, który za kworum wystarczające do wyboru kandydatów na I Prezesa uznaje nawet 1/3 liczebności SN.
Ponieważ ze względu na potrzebę zapewnienia „swobody wypowiedzi kandydatom na stanowisko I Prezesa SN” dziennikarze nie mogli posłuchać ich wypowiedzi spytałam rzecznika Zgolińskiego, czym do siebie przekonywali poszczególni kandydaci. Odpowiadał w miarę ogólnikowo, ale dowiedziałam się, że jednym z ważnych i różniących nieco kandydatów tematów był stosunek do działań starych sędziów (symetrycznie do sędziów „neo” nazwanych „paleo”) dotyczących kwestionowania prawa neosędziów do orzekania i kwestionowanie ważności ich orzeczeń. Rzecznik wyróżnił postawy „konsyliacyjne” i „konfrontacyjne”, z tym, że – o ile zrozumiałam – postawa „konsyliacyjna” od „konfrontacyjnej” różni się brakiem domagania się odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów „paleo”. Jeśli wziąć pod uwagę kolejność według ilości zebranego poparcia, „konsyliacyjny” był w swoich wypowiedziach Zbigniew Kapiński, a „konfrontacyjny” Mariusz Załucki, a także Paweł Czubik, który z kolei miał pomysł odbierania sędziom „paleo” miejsc parkingowych.
Decyzja należy do prezydenta.