Wybory do KRS: czy koalicja da prezydentowi pretekst

Zgodnie z oczekiwaniami prezydent Nawrocki zawetował zmianę ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. I zanosi się na to, że nie będzie uznawał kolejnej KRS wybranej według dotychczasowych, pisowskich przepisów, a rządzący i przynajmniej część środowiska sędziowskiego mogą mu to ułatwić.

Weto do ustawy, która przywraca wybór sędziowskich przedstawicieli do KRS przez sędziów, prezydent uzasadnił tak: „Nie mogę podpisać ustawy, która pod hasłem przywracania praworządności w rzeczywistości wprowadza nowy etap chaosu i otwiera drogę do politycznego wpływu na sędziów”. Trudna do uchwycenia jest logika tego uzasadnienia w świetle faktu, że ustawa miała odebrać politykom (posłom) możliwość wpływania na wybór sędziowskich członków KRS. Ale ponieważ nie chodzi tu o logikę, tylko o politykę, nie ma sensu się o logikę spierać.

Jeśli jednak wybory kandydatów do KRS miałyby przebiegać tak, jak są zapowiadane, to prezydent dostanie bardziej logiczny pretekst do kontestowania Rady.

Po wecie sytuację mamy taką, że wybory sędziowskich członków na następną kadencję do KRS odbędą się według pisowskiej ustawy. Ona zaś stanowi, że posłowie wybierają 15 sędziowskich członków spośród kandydatów, którzy dostarczą do Sejmu, w wyznaczonym terminie, podpisy z poparciem dla swojej kandydatury co najmniej 25 sędziów lub 2 tys. dorosłych obywateli.

Taką procedurę: że to posłowie decydują o wyborze sędziów do KRS, zakwestionowały trybunały europejski i unijny. Rządząca koalicja wprowadziła więc „plan B”, który ma sprawić, że wprawdzie to posłowie zagłosują nad piętnastką sędziów do KRS, ale będą to sędziowie wskazani – w zgodzie z konstytucją i wyrokami międzynarodowych trybunałów – przez sędziów. Posłowie autoryzują tylko ten wybór w głosowaniu.

Gdyby odbyło się to na zasadzie: który kandydat dostarczy najwięcej podpisów na swojej liście poparcia, ten dostanie przepustkę do szczęśliwej piętnastki – można by powiedzieć, że wszystko jest literalnie jak w pisowskiej ustawie. Ale zarówno Stowarzyszenie Iustitia, jak i minister sprawiedliwości Waldemar Żurek i wiceminister od sądownictwa Dariusz Mazur opowiadają się za tym, żeby – trochę śladem zawetowanej ustawy – dokonać wyboru kandydatów drogą głosowania przez wszystkich sędziów.

W tym duchu dziesięciu z jedenastu prezesów sądów apelacyjnych w Polsce 16 lutego wydało oświadczenie, w którym apelują o zwoływanie Zgromadzeń Ogólnych Sędziów poszczególnych sądów, na których – tego samego dnia i według tej samej procedury – każdy sędzia zagłosowałby na piętnastu kandydatów z listy marszałka Sejmu, na której będą wszyscy kandydaci, którzy wypełnili warunki zgłoszenia. Potem te głosy z sądów z całej Polski zliczy specjalna komisja i przekaże marszałkowi nazwiska 15 kandydatów, którzy zdobyli ich najwięcej.

I tu pojawia się problem, bo takiej procedury pisowska ustawa nie przewiduje. A prezydent Nawrocki tylko czeka na jakikolwiek pretekst, żeby móc nie uznać tak wybranych członków Krajowej Rady Sądownictwa. Wprawdzie nie ma on żadnej roli w wyborze sędziowskich członków KRS, ale może nie uznawać tak wyłonionego ciała. Na przykład odrzucać wszelkie rekomendacje KRS o powołania sędziowskie. Szef jego kancelarii Zbigniew Bogucki na X napisał, że organy państwa mogą działać tylko na podstawie i w granicach prawa (art. 7 konstytucji), a „nie ma podstawy prawnej do przeprowadzania swoistego plebiscytu wśród sędziów, który miałby być organizowany przez prezesów sądów. Tego rodzaju działanie w sposób oczywisty będzie bezprawne”.

Kadencja sędziów w dotychczasowej KRS kończy się 12 maja, marszałek Sejmu 11 lutego ogłosił w „Monitorze Polskim” rozpoczęcie wyborów. Listy poparcia mają być dostarczone najpóźniej 30 dni od tego ogłoszenia, czyli (nie licząc soboty i niedzieli) do poniedziałku 16 marca. Potem jeszcze marszałek sprawdza, czy kandydaci są sędziami, a podpisy są zgodne z prawem. Jest więc jeszcze czas, by przemyśleć, czy organizowanie powszechnego głosowania na kandydatów przez sędziów to skórka warta wyprawki, skoro ryzykuje się kontestowanie tak ukształtowanej KRS przez prezydenta. Znacznie bezpieczniej i prościej byłoby, aby sejmowa komisja sprawiedliwości wybrała do głosowania w Sejmie 15 kandydatów, którzy zebrali najwięcej podpisów poparcia sędziów.

Ale przy obu drogach wyboru tej piętnastki nierozwiązany pozostaje pewien problem. Otóż zgodnie z pisowską ustawą o KRS po sporządzeniu listy prawidłowych zgłoszeń kandydatów marszałek Sejmu przekazuje ją klubom poselskim, a te mogą wybrać sobie z niej do dziesięciu kandydatów, których chcą poprzeć. Można przypuszczać, że dwa kluby opozycyjne (PiS i Konfederacji) wybiorą, nie czekając na rekomendacje sędziów z całej Polski i nie licząc się z tym, który kandydat ma najwięcej podpisów na liście poparcia. Tymczasem sejmowa komisja sprawiedliwości, przedstawiając Sejmowi pod głosowanie piętnastu wybranych przez siebie kandydatów, musi – według pisowskiej ustawy – umieścić wśród nich co najmniej po jednym kandydacie spośród tych, których poparły poszczególne kluby. Tak więc niezależnie od „ukonstytucyjnienia” wyboru sędziowskich członków KRS dwóch z piętnastu zostanie wybranych niezgodnie z konstytucją i wyrokami międzynarodowych trybunałów.

Skoro jednak trzynastu wybranych będzie prawidłowo, to można powiedzieć, że szklanka jest w 13/15 pełna…

Reklama