Wojna o Trybunał: prezydent w natarciu

Prezydent Nawrocki zdecydował, że przejmuje inicjatywę w sprawie sędziów wybranych do Trybunału Konstytucyjnego, i narzuca reguły gry.

Przyjął dziś przyrzeczenie od dwojga z sześciorga sędziów wybranych przez Sejm: Magdaleny Bendkowskiej i Dariusza Szostka. Dlaczego akurat ich – nie wiadomo. Na stronie Prezydent.pl ukazała się na ten temat mała notka bez zdjęcia. Nie bez znaczenia może być data zaprzysiężenia: 1 kwietnia, a więc prima aprilis.

Z tego, co mówił na konferencji prasowej po zaprzysiężeniu szef jego kancelarii Zbigniew Bogucki, wynika, że pozostałych czworga sędziów prezydent zaprzysięgać nie zamierza. Bogucki uzasadnił to, po pierwsze, tym, że podczas kadencji Karola Nawrockiego zwolniły się w TK dwa miejsca, więc za obsadzenie jedynie dwóch miejsc jest on odpowiedzialny. Po drugie, stwierdził, że ustawa o TK mówi, że tzw. pełny skład TK, czyli minimalna liczba sędziów sądzących sprawy pełnoskładowe, wynosi jedenastu sędziów – i tylu jest teraz w TK, a więc Trybunał może już działać normalnie. Tym samym prezydent dopełnił powinności umożliwienia mu działania.

Oba argumenty są w świetle Konstytucji absurdalne. Prezydent jest strażnikiem Konstytucji, a nie własnej kadencji. Jeśli nie za jego kadencji Konstytucja została naruszona, to jego powinnością jest zrobić wszystko – w zakresie własnej władzy – by to naruszenie naprawić. W tym przypadku: zaprzysiąc wszystkich sześcioro wybranych sędziów.

Minister Bogucki wielokrotnie powoływał się na fakt, że rządząca Koalicja złamała Konstytucję nie obsadzając wakatów w TK na bieżąco. I że działała z premedytacją, chcąc w ten sposób sztucznie wydłużyć przewagę wybranych przez siebie sędziów w Trybunale (razem zaczynają dziewięcioletnią kadencję). Chciała też sparaliżować prace Trybunału, w którym obecni jest tylko pięć osób, a więc nie może orzekać w sprawach pełnoskładowych. Obecna władza chciała także mieć pretekst do kontynuowania niepublikowania wyroków TK. Wszystko to prawda. Tyle że teraz to prezydent łamie Konstytucję odmawiając dopełnienia obowiązku przyjęcia ślubowania od wybranych sędziów.

Minister Bogucki poinformował też, że złożenie ślubowania przez sędziów przed innym organem niż prezydent potraktowane zostanie jako odmowa złożenia ślubowania wobec prezydenta, co jest równoznaczne z rezygnacją z pełnienia urzędu sędziego TK. Znowu argument mocno wątpliwy prawnie, bo jak można się dopatrzeć „odmowy” złożenia ślubowania przed prezydentem, skoro jego minister zapowiedział, że prezydent nie planuje przyjmować przyrzeczenia od pozostałych czworga sędziów?

Ale jeśli tych czworo złoży ślubowanie w Sejmie w obecności marszałka Sejmu, jak to planuje Koalicja, to prezes TK Bogdan Święczkowski taką właśnie podstawę prawną: odmowę złożenia przyrzeczenia przed prezydentem, poda jako oficjalny powód niedopuszczenia ich do orzekania. Notabene niedopuszczenie do orzekania nie musi wcale oznaczać fizycznego niewpuszczenia do budynku TK i przepychanek Straży Trybunalskiej z policją, jak to sugerują niektórzy. Wystarczy nieprzydzielenie gabinetów i spraw do sądzenia, jak robił to z dublerami przez rok (do końca swojej kadencji) prezes Andrzej Rzepliński.

Wracając do prezydenta: ciekawą sprawą jest to, dlaczego nie skorzystał z otwartej dla niego przez PiS drogi, w której całą sprawę można było załatwić rękami sędziów obecnego TK? PiS zaskarżył do TK kilka przepisów dotyczących wyboru sędziów do TK, a na rozprawie 17 marca Trybunał odroczył ją bezterminowo. Prezydent Nawrocki mógł grać na czas, zwlekając z zaprzysiężeniem do czasu wydania wyroku.

Sędziowie jednak pokrzyżowali mu szyki, nieoczekiwanie zobowiązując do przedstawienia jego stanowiska w sprawie zarzutów PiS do 17 kwietnia. Kłopotliwość sytuacji prezydenta polega na tym, że ma m.in. odpowiedzieć na pytanie, czy narusza Konstytucję fakt, że według ustawy prezydent ma obowiązek przyjąć ślubowanie od sędziów wybranych do TK i nie może uzależnić tego od oceny prawidłowości ich powołania. Odpowiadając „tak”, prezydent przyznałby, że musi bez gadania zaprzysiąc sędziów i koniec. Odpowiadając „nie”, prezydent opowiedziałby się przeciwko skardze PiS.

W pytaniach stawianych przez dziennikarzy ministrowi Boguckiemu pojawiła się sugestia, że prezydent planuje zwrócenie się do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem o rozstrzygnięcie (ustawowo musi to być w „pełnym” składzie) sporu kompetencyjnego pomiędzy nim a marszałkiem Sejmu o to, kto może odebrać przyrzeczenie od sędziów TK. Bogucki tego nie potwierdził. Można się zastanawiać, co właściwie dałby taki wniosek. I komu? Szczególnie że jest przecież w Trybunale wniosek PiS, a w nim postulat, by Trybunał w ramach tymczasowego zabezpieczenia postępowania wstrzymał wszelkie czynności dotyczące uzupełniania składu TK. A Trybunał zabezpieczenia nie zastosował. I w ogóle wydaje się, że sędziowie nie wykazują entuzjazmu do wykonania kolejnej usługi politycznej na rzecz PiS. Z ewentualnym wnioskiem w sprawie sporu kompetencyjnego mogłoby być podobnie.

Prezydent, przejmując inicjatywę w sprawie przyjęcia ślubowania od sędziów, przerzucił gorący kartofel na boisko Koalicji. Ma zapewne nadzieję, że jeśli teraz Koalicja zorganizuje zaprzysiężenie czworga sędziów w Sejmie, będzie można zbudować „narrację”, że oto rządzący doprowadzili do zrzeczenia się przez nich urzędów. Jakkolwiek jest to pokrętne i bałamutne, może być wiarygodne dla części opinii publicznej. Tym bardziej że będzie serwowane publiczności razem z prawdziwymi zarzutami o bezprawne wstrzymywanie się przez większość sejmową z obsadzaniem wakatów w Trybunale.

Tak czy inaczej – żadna strona sporu nie kwestionuje, że sędziowie Magdalena Bendkowska i Dariusz Szostek mogą od dzisiaj orzekać w Trybunale Konstytucyjnym. I pewnie nie będzie im tam łatwo.

Reklama