Byron. Kolejne nieszczęście Gazy
Udręczona od ponad dwóch lat ludność cywilna w Gazie musi stawić czoła nowym problemom, choć stare dalekie są od rozwiązania.
W Strefie Gazy skurczonej do w zasadzie połowy jej przedwojennego terytorium, czyli za tzw. żółtą linią, w namiotach mieszka ponad milion osób. Wiele z tych namiotów nie jest w najlepszym stanie, robią się w nich dziury właściwie z niczego, od używania, gotowania, palącego słońca albo obfitego deszczu. Ludzie próbują łatać dziury, czym się da, ale nie zawsze jest czym i nie zawsze się da. Prócz tego potrzeba na już co najmniej 86 tys. dużych rodzinnych namiotów, bo część ludzi nie ma nawet takich z dziurami. Wedle szacunków organizacji pomocowych na wjazd do Gazy czeka jakieś 50 tys. namiotów i 5 mln koców oraz pościeli. Jeśli kiedyś największym problemem dnia codziennego było jedzenie, tak teraz jest nim jakiekolwiek schronienie.
A problem jest poważny. Przez Izrael, a więc i przez Strefę Gazy przetacza się zimowy burzowy front „Byron”. W Izraelu służby postawione są w stanie najwyższej gotowości, pootwierano schrony, żołnierzom zawieszono przepustki do piątkowego wieczoru, zakazano nawet ćwiczeń na zewnątrz. Nawet w Izraelu silne opady deszczu (do ok. 150 cm przy wietrze 90 km/h) to nie przelewki, miejskie systemy kanalizacyjne nie są przygotowane do takich opadów, niebezpiecznie jest też na terenach pustynnych, gdzie natychmiast występują powodzie. Powiedzmy jednak jasno: Izrael to kraj z działającymi służbami, w tym strażą pożarną, wojskiem, rozwiniętym systemem opieki zdrowotnej. Na skutki trudnych warunków pogodowych jest komu zareagować.
Director of Health in Gaza, Munir Al-Barsh:
— Osama Abu Rabee أسامة أبوربيع (@dn_osama_rabee) December 10, 2025
Gaza is now drowning in rain, just as it drowned in blood. pic.twitter.com/u59VSCu9pQ
A w Gazie? A w Gazie ludzie żyją tak, jak zastał ich „Byron”, w namiotach z dziurami, bez namiotów. Na publikowanych w internecie nagraniach i zdjęciach widać brodzące po kostki dzieci w wodzie, na niektórych w namiotach woda podniosła się do kolan, ludzie próbują ratować śladowy dobytek. Mokre są materace i ubrania, nie ma ich jak suszyć i nie ma się jak ogrzać. Choroby murowane. Nie mówiąc o tym, że w praktycznie nieistniejącym systemie kanalizacyjnym nieczystości i śmieci woda poniesie dalej, co rodzi poważne problemy sanitarne. Już teraz lekarze w Gazie opowiadają o coraz częstszych przykładach ostrych biegunek i wychłodzenia organizmu, co tak naprawdę zwiastuje tylko kolejne problemy. Na niebezpieczeństwo szczególnie narażone są kobiety w ciąży, dzieci, osoby starsze i przewlekle chore, czyli co najmniej połowa, jeśli nie większość populacji.
A główny problem jest taki, że to dopiero początek zimy, co w tamtym rejonie oznacza najczęściej niskie temperatury w nocy oraz obfite opady. W takim miejscu jak Gaza to gotowy przepis na katastrofę humanitarną, jeśli oczywiście ludzi zostawi się samym sobie. A na razie na to wygląda, według doniesień izraelskiego dziennika „Haaretz” do Gazy nie jest dostarczana pomóc mogąca zabezpieczyć ludzi przed deszczem i chłodem, czyli specjalne namioty czy odpowiednie plandeki. Co więcej, mimo trwającego od października zawieszenie broni nie widać też śladów jakiejkolwiek odbudowy infrastruktury. Stan tymczasowy staje się stanem permanentnym.
Gaza jest wciąż niezaleczoną raną na Bliskim Wschodzie. Nie zniknie, ani nie zabliźni się szybko. Bez konkretnych rozwiązań, głównie w kwestiach humanitarnych, jej problem będzie się tylko pogłębiał. Wiele do zrobienia ma w tym zakresie Izrael, który zajmując pozycje na tzw. żółtej linii, którą okrzykną nową granicą, ma też odpowiedzialność wobec ludności cywilnej. Wygląda na to, że 20-punktowy plan Trumpa w całej swej spektakularnej deklaratywności jest martwy, nie ma praktycznie szans na powołanie międzynarodowych sił stabilizacyjnych czy wyznaczenie nowych instytucji do kontroli nad Gazą. Zostaje więc to, co zostaje: uzbrojony Hamas, ludzie w dziurawych namiotach i izraelskie wojsko za żółtą linią. I stan ten trwać może miesiącami, a nawet latami. Wojna, która tak bardzo poruszyła sumienia ludzi, może znów stać się lokalnym konfliktem na uboczu, o którym łatwo zapomnieć.