Izrael zabił szefa Hamasu w Gazie. Co dalej?

W sobotę Hamas potwierdził, że Izz al-Din Haddad zginął w piątkowym ataku.

W piątek wieczorem trzy izraelskie myśliwce zrzuciły na miasto Gaza 13 bomb, próbując zabić Izza al-Dina Haddada, przywódcę Hamasu w Strefie Gazy. Po nalocie wydobyto osiem ciał, w tym pięć z budynku, trzy z samochodu. Rannych zostało co najmniej 30 osób.

W sobotę Hamas potwierdził, że wśród zabitych był Haddad. Dla Izraela to symboliczne zwycięstwo, ale do pokonania Hamasu wciąż daleko – chociaż ewidentnie organizacja jest mocno osłabiona. Nie jest nawet w stanie odpowiedzieć symbolicznym ostrzałem rakietowym w kierunku Izraela, co do tej pory było dość standardową reakcją. Haddad był ostatnim pozostającym w Gazie przedstawicielem Hamasu należącym do jego kierownictwa sprzed ataku Hamasu z 7 października 2023 r. i uważanym za jednego z organizatorów tej operacji.  

Haddad przeszedł typową drogę w Hamasie, dołączając do niego w wieku 17 lat w czasie pierwszej intifady, która tak naprawdę stworzyła tę organizacji. Pracował w policji Hamasu, zajmując się zatrzymywaniem Palestyńczyków oskarżanych o współpracę z Izraelem. Piął się powoli w strukturach Brygad al-Kassama (zbrojne skrzydło Hamasu), aż w listopadzie 2023 r. objął dowództwo nad północną brygadą w Gazie, jednej z pięciu na całym terytorium półenklawy. Nosił przydomek „Duch Kassama”.

Według zeznań porwanych 7 października zakładników miał on przetrzymywać wielu z nich, a także używać ich jako żywych tarcz, by uniknąć izraelskiego zamachu.

Od dawna był jedną z kluczowych osób w Gazie, a po śmierci Jahij i Mohammada Sinwarów, a także Marawana Issy w zeszłym roku objął stery nad wojskowym skrzydłem Hamasu. W ostatnich miesiącach był celem numer jeden dla izraelskich sił zbrojnych. W ostatnich latach przeżył co najmniej kilka zamachów na swoje życie.

We wspólnym oświadczeniu premier Beniamin Netanjahu i minister obrony Israel Kac przyznali, że Haddad przetrzymywał zakładników z wyjątkowym okrucieństwem, przeprowadzał ataki terrorystyczne i odmówił drożenia porozumienia dotyczącego rozbrojenia Hamasu i demilitaryzacji Gazy. „Będziemy nadal działać z siłą i determinacją przeciwko wszystkim, którzy brali udział w masakrze 7 października” – dodali. „To jasny sygnał dla wszystkich morderców, którzy czyhają na nasze życie: prędzej czy później Izrael was dopadnie”.  

Zamach na Haddada miał być zatwierdzony półtora tygodnia temu, od tego czasu służby nieustannie go śledziły. Nalot nastąpił w chwili, kiedy pojawiła się „operacyjna okazja z wysokim prawdopodobieństwem wyeliminowania” przywódcy Hamasu.

Izrael sięga po znaną i sprawdzoną metodę „eliminacji” przywódców wrogich organizacji z nadzieją, że to wywrze odpowiednią presję na Hamasie i w końcu zgodzi się on na złożenie broni. Ale niekoniecznie musi tak być. Polityczne przywództwo Hamasu jest bezpieczne w Katarze (Netanjahu po nieudanym zamachu na zespół negocjacyjny w Dosze musiał obiecać emirowi, że podobny atak się nie powtórzy). Na razie nie widać więc żadnego przełomu w sprawie, na której tak bardzo zależy Izraelowi i Stanom Zjednoczonym, czyli w kwestii rozbrojenia Hamasu i oddania władzy.  Negocjacje się przeciągają, bez wyraźnego przełomu.

Haddada w Gazie zastąpi zapewne kolejny z wysokich przedstawicieli zbrojnego skrzydła, tak jak dzieje się to za każdym razem po wyeliminowaniu poprzedniego przywódcy. Kolejni nie są mniej bezwzględni czy radykalni niż poprzednicy, więc w tym sensie niewiele się zmienia (chociaż oczywiście bardziej doświadczony czy z większą charyzmą lider może być skuteczniejszy).

W ostatnim czasie nasilają się ataki na Strefę Gazy, Netanjahu w czwartek potwierdził, że okupuje już 60 proc. jej terytorium, rozszerzając kontrolę poza tzw. Żółtą Linię, rozdzielającą teren kontrolowany przez izraelskie wojsko od reszty Gazy, co ustalono w ramach porozumienia z października 2025 r. Izraelskie wojsko nie ukrywa, że szykuje się do kolejnej ofensywy w Strefie Gazy, by zrealizować jeden z celów wojny, jakim było wyeliminowanie Hamasu. Służą temu co rusz przecieki do mediów o tym, że Hamas ma wzmacniać siły w Gazie, co uzasadniać miałoby kolejny atak. Czyli albo po dobroci oddacie broń, albo my ją wam odbierzemy.

Dwa lata wojny w Gazie nie doprowadziły do tego celu, ale teraz sytuacja jest nieco inna – izraelskie wojsko nie musi już brać pod uwagę ryzyka związanego z zakładnikami, bo wszyscy zostali uwolnieni. Dla mieszkańców Gazy to fatalna wiadomość, bo zanosi się, że zamiast pokoju i odbudowy dostaną jeszcze więcej wojny.

Reklama