Rada Pokoju składa Hamasowi pisemną propozycję rozbrojenia. Cudu (raczej) nie będzie
Plan Trumpa dla Gazy zakłada odwrót izraelskich wojsk i odbudowę Gazy, gdy tylko Hamas złoży broń.
Ale czy Hamas złoży broń? Propozycja Rady Pokoju, o której informuje amerykański publiczny nadawca NPR, zakłada rozbrojenie każdej grupy w Strefie Gazy. Według „Jerusalem Post” w zamian organizacje otrzymały obietnicę amnestii, ale to raczej ich nie przekona. Kilka tygodni temu Chaled Maszal, ważna postać w Hamasie, jeden z pięciu członków komitetu zarządzającego organizacją, stwierdził, że „mówienie o rozbrojeniu jest próbą uczynienia z Palestyńczyków łatwej ofiary, którą Izrael może bez trudu wyeliminować i wytępić”. Trudno sobie wyobrazić, że zmieni nagle zdanie.
Bo po co? Izrael jest zajęty wojną z Iranem i jego głównym sojusznikiem, Libanem. Gaza będzie musiała poczekać, choć ok. 2 mln Palestyńczyków od ponad dwóch lat trwa w tymczasowości. Wielu z nich marzy, by normalnie żyć, ale ich losem chyba niespecjalnie przejmuje się ani Hamas, ani Izrael.
Wczoraj z okazji zakończenia ramadanu i święta Eid al-Fitr na ulicach Gazy było wielu uzbrojonych młodych mężczyzn. Może dresy z trzema paskami czy sportowe bluzy nie sprawiają wrażenia, jakby byli częścią jakiegoś regularnego wojska czy bojówki, ale automatyczne karabiny i zamaskowane twarze nie pozostawiają wątpliwości, kto tu rządzi. Członkowie Brygad Izz ad-Din al-Kassam czy Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu obstawili ulice i rozdawali dzieciom cukierki. Koniec końców to bojownicy są jedyną znaną codziennością i realnością Gazy, a nie piękne wizje strzelistych wież i nowoczesnych parków zaprezentowanych w Davos.
Widać, że to Hamas odzyskuje wpływy i kontrolę w Gazie: powołuje urzędników, ściąga podatki od towarów, wysyła siły porządkowe na ulice, odzyskał władzę w większości ministerstw. Pod koniec lutego odzyskał też 90 proc. obszarów, na których był obecny, i większość samorządów. Środki z podatków są przeznaczane na pensje dla urzędników, co świadczy o odbudowie struktur administracyjnych i wpływów. Nie wygląda na to, żeby Hamas chciał oddać władzę, przeciwnie, raczej wykorzystując rozejm, próbuje się przegrupować i wzmocnić. A to nie wróży nic dobrego.
I właściwie nie wiadomo, jak miałoby wyglądać rozbrojenie Hamasu, gdyby odmówił złożenia broni (a o oddaniu broni krótkiej czy karabinów do tej pory nie chciał słyszeć, wspominał o możliwości oddania ciężkiej broni palestyńskiemu rządowi technokratów). Oczywiste jest, że uzbrojony Hamas to silny i kontrolujący Hamas (szacunki mówią o 40-60 tys. członków).
Nie wiadomo też, jak ostatecznie miałaby wyglądać odbudowa Gazy, skoro z zadeklarowanych Radzie Pokoju 7 mld dol. prawdziwych pieniędzy ponoć wpłynęło niewiele. Kraje Zatoki Perskiej, które obiecały się dorzucić, są pod ostrzałem Iranu w wojnie, którą nad ich głowami rozpętały USA z Izraelem.
Dlatego piękna wizja Gazy coraz bardziej się oddala, a „osobisty projekt Trumpa”, jakim jest Rada Pokoju, wygląda nadal bardziej jak organ na papierze niż jakakolwiek siła sprawcza. Być może zaślepiony „epicką furią” Trump, zajęty chaosem, jaki sam wywołał na Bliskim Wschodzie, po prostu znudził się już rolą gołąbka pokoju. Nie wydaje się to jakimś wielkim zaskoczeniem.