Oburzający i bezprecedensowy zakaz wstępu do Bazyliki Grobu Pańskiego. Co naprawdę się stało?

Izraelska policja w Niedzielę Palmową zabroniła wstępu do świątyni patriarsze Jerozolimy kardynałowi Pierbattiście Pizzaballi. Wielowiekowa tradycja tego miejsca i obrządku została złamana.

W Jerozolimie najpierw w kość dostali muzułmanie, kiedy 11 dni po rozpoczęciu ramadanu wybuchła wojna. Zamknięte bramy prowadzące na Stare Miasto, pozamykane sklepiki, brak dostępu do najważniejszych dla wyznawców trzech religii miejsc kultu. Tak było w marcu, zwłaszcza w piątki. Gdy czasem na Stare Miasto można było wejść, była to wyprawa na własne ryzyko – mnie samą syrena alarmowa zastała w pobliżu bramy Jafskiej, w dzielnicy chrześcijańskiej. Wokół stareńkie domy, nie ma szans, by w którymś był bezpieczny pokój, a do publicznego schronu poza murami starówki nie daje się dobiec w 90 sekund. Dla mieszkańców to koszmarna codzienność, dla turystów szok, dla wiernych rzecz niewyobrażalna – bo jak to, nie można wejść do Bazyliki Grobu czy do Meczetu na Skale? Ściana Płaczu też tylko dla mieszkańców Starego Miasta? To się po prostu nie mieści w głowie, te miejsca z definicji są dostępne dla wiernych, a każda próba ograniczenia tego prawa spotyka się z potępieniem, gniewem i oskarżeniami o naruszenie tzw. status quo, jakie pozornie wciąż obowiązuje w Jerozolimie (pozornie, ponieważ w ostatnich latach jest ono coraz bardziej naruszane, np. przez żydowskie grupy wiernych modlących się na Wzgórzu Świątynnym, co wedle tego status quo jest zabronione).

No i chrześcijanie. Wielkanoc w Jerozolimie to czas szczególny, zwłaszcza Niedziela Palmowa i słynna procesja z Góry Oliwnej, przejście uliczkami Starego Miasta. W zeszłym roku, kiedy byłam tam tego dnia, na ulicach były po prostu tłumy. To tradycja miejsca, którego sercem jest Bazylika Grobu Świętego, a w niej miejsce ukrzyżowania Jezusa oraz złożenia jego ciała do grobu właśnie.

Szok i niedowierzanie

Dziś izraelska policja zablokowała wejście do Bazyliki łacińskiemu patriarsze Jerozolimy, który miał tam odprawić mszę Niedzieli Palmowej. Blokada wywołała oburzenie przywódców Kościoła, ale również polityków europejskich (Macron, Meloni). Bo to przecież tak (zachowując stosowne proporcje), jakby zabronić papieżowi wejścia do Bazyliki Świętego Piotra albo prezydentowi USA do Gabinetu Owalnego. Bazylika Grobu Pańskiego w Jerozolimie i Bazylika Narodzenia Pańskiego w Betlejem to najważniejsze miejsca symbole dla chrześcijan. To sytuacja bez precedensu, ponoć tradycja liturgii palmowej w tym miejscu sięga IV wieku i od tego czasu była kontynuowana. Stąd szok i niedowierzanie.

Łaciński Patriarchat Jerozolimy oraz Kustodia Ziemi Świętej poinformowały we wspólnym oświadczeniu, że przybycie kardynała Pierbattisty Pizzaballi oraz kustosza Ziemi Świętej z ramienia Watykanu o. Francesca Ielpo do Bazyliki Grobu Świętego z dwiema osobami towarzyszącymi zostało wcześniej uzgodnione. Jak wynika z oświadczenia, patriarcha poprosił Grecki Kościół Prawosławny o zgodę, by dotrzeć do wejścia boczną drogą, unikając rozgłosu, i przeprowadzić ceremonię bez udziału wiernych. Po incydencie patriarcha wrócił do siedziby Patriarchatu Łacińskiego, gdzie odprawił nabożeństwo. „To zdarzenie stanowi poważny precedens i lekceważy wrażliwość miliardów ludzi na całym świecie, którzy w tym tygodniu zwracają się ku Jerozolimie”, czytamy w oświadczeniu. „W rezultacie po raz pierwszy od stuleci zwierzchnicy Kościoła nie mogli odprawić mszy Niedzieli Palmowej w Bazylice Grobu Świętego”.

Bazylika Grobu Pańskiego w Jerozolimie, Fot. Gerd Eichmann, Wikipedia CC by 4.0.

Bez złych intencji?

Izraelska policja poinformowała, że decyzja została wydana zgodnie z wytycznymi Dowództwa Obrony Cywilnej, które obowiązują od początku wojny Izraela z Iranem, a policja egzekwuje zamknięcie miejsc świętych na Starym Mieście. Sprawa odbiła się na świecie tak szerokim echem, że własne oświadczenie wydało również biuro premiera Netanjahu: „W świetle niedawnych ataków rakiet balistycznych wymierzonych w miejsca święte trzech religii monoteistycznych w Jerozolimie Izrael tymczasowo poprosił wyznawców wszystkich religii o powstrzymanie się od odwiedzania miejsc świętych na Starym Mieście w celu zapewnienia ich bezpieczeństwa”. Podkreślono, że blokada dostępu wynikała z tych samych powodów, nie była podyktowana złymi intencjami, chodziło wyłącznie o bezpieczeństwo patriarchy i jego otoczenia. „W ciągu ostatnich kilku dni Iran wielokrotnie atakował pociskami balistycznymi miejsca święte wszystkich trzech religii monoteistycznych w Jerozolimie. Podczas jednego z ataków odłamki pocisku spadły kilka metrów od Bazyliki Grobu Pańskiego”, stwierdza oświadczenie. Zapowiedziano, że szykowany jest plan umożliwiający przywódcom Kościoła modlitwę w miejscu świętym w najbliższych dniach z poszanowaniem znaczenia tygodnia poprzedzającego Wielkanoc.

To prawda, że w ciągu ostatnich tygodni kilkakrotnie na teren Starego Miasta spadały odłamki rakiet, a w ostatni piątek irańska głowica spadła w dzielnicy żydowskiej, wyrządzając poważne szkody. Prawdą jest też, że w razie poważnego incydentu w wąskich uliczkach służby miałyby utrudniony dostęp do poszkodowanych, stąd wydaje się rozsądne, że póki wojna trwa, nie powinny odbywać się tam żadne masowe zgromadzenia. Jednak uniemożliwienie wejścia czterem osobom do bazyliki (co miało być skoordynowane z policją) wydaje się nadmiarowe, niepotrzebnie wywołuje emocje i reakcje świata. Zwłaszcza że duchownym chodziło o uniknięcie rozgłosu, a cała ceremonia miała głęboko symboliczny wymiar. Nie chodziło przecież o zorganizowanie nielegalnej mszy dla setek wiernych, ale właśnie o podtrzymanie tradycji tego miejsca, w zasadzie bez łamania reguł.

Wojna to nie przelewki

Tak się złożyło, że byłam w Jerozolimie w marcu. Ostatniego dnia żydowskiego święta Purim radosny korowód setek (jeśli nie więcej) poprzebieranych ludzi przetaczał się przez ulice miasta, następnie dotarł do targu Mahane Jehuda, gdzie odbyła się huczna impreza. I tam też był alarm… I też, jak na Starym Mieście, nie bardzo było gdzie się schronić. Dlaczego więc pozwolono na tamtą imprezę, a teraz zabroniono wejścia do kościoła dwóm duchownym z dwoma towarzyszącymi im osobami? Podwójne standardy?

I żeby było jasne: nie domagam się łamania zasad bezpieczeństwa, nie podważam reguł, jakie wyznacza Dowództwo Frontu Wewnętrznego (Obrony Cywilnej). One zostały stworzone po to, by unikać ofiar w czasie sytuacji kryzysowych, wojny. Stąd wszyscy rozumieją, że gdy lecą rakiety, nie ma imprez masowych, zamknięte są szkoły, trzeba stosować się do wytycznych. W tym jednak przypadku sprawy zaszły chyba za daleko.

Patriarcha Pizzaballa był jednym z głównych kandydatów na papieża po śmierci Franciszka, mówi biegle po hebrajsku, w czasie wojny kilkukrotnie był w Gazie, a na początku wojny zaoferował nawet siebie jako zakładnika za uwolnienie obywateli izraelskich przetrzymywanych przez Hamas. Do dzisiejszego incydentu odniósł się adekwatnie, podkreślając, że to wstyd, że do niego w ogóle doszło, przyznał, że w najbliższych dniach będzie starał się wyjaśnić, co robić, by zachować zasady bezpieczeństwa, ale także prawo do modlitwy. I jak stwierdził, niektórzy ludzie są w o wiele gorszej sytuacji – nie będą mogli świętować Wielkanocy z zupełnie innych powodów.

Jest oczywiste, że patriarcha rozumie zasady, ale nie domaga się specjalnego traktowania, nie apeluje o zmianę decyzji, zwiększenia limitu wiernych w kościele czy podobnych rzeczy. Jest oczywiste, że wojna, zwłaszcza ta obecna, to nie przelewki, nie byłoby jednak od rzeczy, by przynajmniej nie wszczynać kolejnych niepotrzebnych konfliktów.

I dla porządku dodam, że za kilka dni rozpoczyna się żydowskie święto Pesach (Paschy), które upamiętnia wyjście Żydów z niewoli w Egipcie. Raczej do tego czasu wojna się nie skończy, co też będzie miało wpływ na przebieg tego rodzinnego święta (czasem sedery gromadzą setki gości, w tym roku będzie to wykluczone). Ostatnio rzucił mi się w oczy wymowny żart przedstawiający Izraelczyków wyjeżdżających z kraju i wjeżdżających do Egiptu. Taki paradoks tegorocznego święta.

Reklama