Z gazem obronnym do szkoły
Rodzina i przyjaciele boją się o pracowników szkół. Proszą, aby nie iść do pracy bezbronnym. Może chociaż gaz pieprzowy?
W weekend rozdzwoniły się telefony do nauczycieli. Mnie też najbliżsi tłumaczyli, jak mam się zachować, gdybym trafił w miejscu pracy na podejrzaną osobę. Mam jej prysnąć gazem po oczach i natychmiast wzywać pomoc. Żebym się sam nie rzucał obezwładniać agresora.
W mojej szkole najodważniejsze są panie woźne. Już nie raz goniły ze ścierką różnych łobuzów. Nigdy jednak nie były to nasze łobuziaki – uczniowie lub absolwenci – lecz zawsze obce. Podczas ostatniej takiej wizyty goście uciekli na dach szkoły, a stamtąd na dach kamienicy. Jak przyjechała policja, śladu po nich nie było.
Na obcego agresora jesteśmy przygotowani, na swojego nigdy. Rodzina próbowała mnie namówić, abym w weekend poćwiczył używanie gazu obronnego na manekinie. Żebym w razie czego się nie zawahał.
Komentarze
@Gospodarz
W polskich szkołach napastnik na 99,999% ma broń białą – nóż, maczetę ostatecznie toporek. I jest SŁABSZY od klasy LO, która ma do dyspozycji plecaki czy krzesła do rzucania. Zresztą krzesło jest do obrony przed nożem lepsze od gazu nawet u pojedynczej osoby … 😉
@belferxxx
Wie Pan dlaczego to nie jest takie proste – bo w liceach jest pokolenie „niepodwórkowe”.
To są nastolatki, które miały mnóstwo zajęć dodatkowych, spędzały czas „wolny” bezpiecznie, mając w tle dorosłych.
Nie mają za sobą tych lat podwórkowych, które były survivalem. Trzeba było sobie radzić, trochę umieć się bić, bronić, uciekać, nikt nie biegał na skargę do dorosłych, na skaleczenia przykładało się liść babki czy coś takiego. Ja jestem z tego pokolenia, które przechodziło przez płot, bo gdzieś rosły jabłka, a potem uciekaliśmy. Więcej razy w dzieciństwie uderzyłam chłopaka niż obecny licealista.
Teraz w liceach są chłopcy, którzy wyglądają dość sprawnie i niby potężnie, ale to wynik jedzenia odżywek białkowych i ćwiczeń w sterylnych siłowniach. Oni się nie bili, nie bronili, tylko byli wożeni na „pozalekcyjne zajęcia sportowe” pod czujnym okiem prowadzących. Nie mają takich instynktownych odruchów, które starsze pokolenia wyniosły z podwórka. Mają odruch uciekania, nagrywania telefonem, ale nie zbiorowego obezwładniania, to raczej starsze pokolenie robi. Od młodszego pokolenia oczekiwano obsesyjnie, że mają nie używać przemocy fizycznej (za to szaleją z psychiczną), nawet w samoobronie, mają „zgłosić dorosłemu”.
@Róża
Krzesłami i np.plecakami można napastnika z nożem po prostu zarzucić w 30+ osób – jego broń jest krótkozasięgowa. Do tego treningu z podwórka nie trzeba i dostępne jest NAWET płci pięknej … 😉
@Róża
BTW to przecież najczęściej ich szkolny kolega – równie „sprawny” … 😉
@Róza
Mam wrażenie, że „nagrywanie telefonem” jest nadal groźniejsze od noża. A może napastnikowi właśnie o to chodzi aby go nagrywać?
@belferxxx
Nie chodzi mi o to, że nie potrafią się bronić, bo nie są sprawni. Chodzi mi o to, że wyglądają na bardziej sprawnych, bo są napakowani na siłowniach. Są lepiej zbudowani niż pokolenie licealistów z moich czasów. Ale nie są przyzwyczajeni do bronienia się, radzenia sobie. Teraz jak w klasie jest jakieś dziecko „wyrywne”, z orzeczeniem, to od razu nauczyciele i rodzice wkręcają, że „dzieci się boją”, całe zebrania, dyskusje na grupach rodzicielskich odbywają się pod hasłem, że dzieci się boją, trzeba coś zrobić, jakoś się go pozbyć. A takie dzieci wyrywne były zawsze. I sobie sami z nimi radziliśmy. Bo nikt nie wkręcał nam, że mamy się bać. Przecież teraz jest hasło powszechnie obowiązujące, że takie dziecko uniemożliwia naukę całej reszcie, no dosłownie cała przyszłość, kariera naukowa legnie w gruzach, bo w klasie jest ktoś trudny.
Pan napisał, że nawet płeć piękna mogłaby się bronić, jasne… szkoła oducza samoobrony, a podwórko nie uczy, bo nie istnieje.
W SP są nauczycielki, sprawami szkolnymi zajmują się głównie matki. Zestaw idealny do wkręcania „dzieci się boją”.
I raptem oczekiwanie, że złapią za krzesła i powstrzymają kogoś z nożem, jak byli uczeni, że nie mogą oddać, bronić się, tylko mają „bać się” i skarżyć pani.
Jak byłam kilkuletnią płcią piękną to tata mnie uczył jak mam się bronić, dość drastycznie. Naprawdę pomysł (technika jakiej mnie uczył) odjechany na maxa, ale skuteczny. Mama była nawet przestraszona, że coś komuś zrobię. Na co tata odpowiadał – gdzie taka mała, chuda coś zrobi dużemu chłopakowi, ma się ich nie bać, to jej nigdy nic nie zrobią.
A teraz dzieci są uczone, że mają się bać. Oczekiwania, żeby klasy były małe, malutkie, wszystkie dzieci bezproblemowe, nauczyciel stojący nad dzieckiem i budujący relacje – prawda? Szkoła zaradności.