Zadania pedagogiczne dla pracowników niepedagogicznych

Uczniowie mojej szkoły mieli dzisiaj wolne, natomiast nauczyciele musieli pracować. Chociaż czy pracą można nazwać szkolenie? Prowadził je Jacek Pyżalski. Jestem fanem profesora, dlatego z przyjemnością wstałem wcześnie rano. Tylko pies był zdziwiony, gdyż spodziewał się, że będziemy spali do południa.

Dyrekcja była na tyle uprzejma, że pozwoliła nam, jeśli takie mamy życzenie, szkolić się zdalnie. Kto jednak chciał przyjść do szkoły, został ostrzeżony, że chodniki są zasypane śniegiem, a parking przed boiskiem zamienił się w lodowisko. Łatwo złamać nogę. Wychowawcy mają poinformować uczniów, aby uważali w środę, kiedy już zaczną się lekcje. W przyszłym tygodniu ma być jeszcze bardziej ślisko.

Wywód profesora zawierał mnóstwo pedagogicznych perełek. Zajmowaliśmy się problemem przemocy rówieśniczej. Mnie najbardziej spodobała się myśl, żeby do pracy pedagogicznej wciągać pracowników obsługi. Niby to elementarz pedagogiczny, że pani wolna wie więcej o uczniach niż nauczyciel, również wychowawca, ale ostatnio jakby zapomniany. Woźne trzymają się z boku i nie czują potrzeby, aby wymieniać się z nauczycielami poglądami na tematy uczniowskie. Trzeba by je do tego zachęcić, wręcz wciągnąć do współpracy pedagogicznej. Może panie wolne też powinny brać udział w naszym szkoleniu? Jak mamy współpracować, jeżeli nie szkolimy się razem?

Pyżalski mówił również, że ze szkoleń nauczyciele korzystają najczęściej dopiero wtedy, gdy w szkole pojawił się problem. Chociaż lepiej późno niż później. Ideałem jednak byłoby przygotować się do zdarzenia, zanim ono wystąpi. Niestety, najczęściej uczymy się po szkodzie, aby następnym razem zachować się mądrzej. W poniedziałek ciąg dalszy szkolenia. Pies będzie musiał znowu wstać wcześnie rano. Uczniowie mają wolne. Więcej o prof. Jacku Pyżalskim tutaj.

Reklama