Fikcyjna pomoc psychologiczna w szkołach
Kuratorium Oświaty we Wrocławiu przeprowadziło kontrolę w szkole podstawowej, do której chodziły obie dziewczynki: ofiara i sprawczyni morderstwa. Wynika z niej, że pomoc psychologiczna była tam fikcyjna, tylko na papierze.
Zdumiewające jest łączenie aż trzech stanowisk przez jednego nauczyciela. Wychowawcą, pedagogiem szkolnym i pedagogiem specjalnym była ta sama osoba. Kuratorium zwraca uwagę na tę nieprawidłowość, robi to jednak dopiero po tragedii (uczennica zabiła uczennicę). Ktoś jednak zatwierdzał organizację pracy szkoły i przydział stanowisk. Czerwone światło zapaliło się urzędnikom dopiero po tym, jak 12-latka zabiła 11-latkę?
Przydzielanie różnych stanowisk jednej osobie to skutek braku chętnych do pracy w szkole. Dyrektorzy chętnie zatrudniają nauczycieli, którzy mają uprawnienia do nauczania kilku przedmiotów. Nauczyciel uniwersalny jest obecnie najbardziej pożądanym pracownikiem. Wielu przedmiotowców zrobiło dodatkowe uprawnienia i mogą być psychologami, pedagogami szkolnymi itd. Taka sytuacja, że łączą kilka stanowisk, to norma. Teraz MEN ma się temu zjawisku przyjrzeć i wydać rekomendacje, co dalej (więcej tutaj).
Komentarze
@Gospodarz
Jak zwykle kuratoryjne urzędasy w trosce o własne STOŁKI koncentrują się wyłącznie na PAPIERACH 🙁 Jaki jest ZWIĄZEK tego, że ktoś pełnił te 3 funkcje z zabójstwem??? Jaki jest ZWIĄZEK tego, że szkoła nie w pełni wykorzystała WŁASNE narzędzie – kartę samooceny ucznia z tą ZBRODNIĄ??? Ot poszła pani wizytator do szkoły, znalazła COKOLWIEK do czego się MOŻNA przyczepić i zadowolona z siebie wydaliła PROTOKÓŁ – jest KRYTA, stołek zabezpieczony … 😉
Oj tam. Taka u nas tradycja. Pan prezydent jednego z miast oprócz tego, że jest prezydentem miasta to jednocześnie jest wysokopłatnym specjalistą od wodociągów innego miasta. A prezydent tego innego miasta, w którym specjalistą od wodociągów jest prezydent tego pierwszego miasta, jest wysokopłatnym specjalistą od wodociągów tego pierwszego miasta. A na dodatek prezydent tego pierwszego miasta ma, jak podejrzewają złośliwcy z prokuratury jakiś lewy dyplom kupiony od gościa, który za niezłe miejskie pieniądze propagował naukę w mieście tego pierwszego prezydenta.
Można? Można.