Byliśmy w kinie na „Lalce”. Kto nie płakał, niech żałuje

Całą szkołą poszliśmy dzisiaj na „Lalkę”. Do kina mamy niecałe 2 kilometry, zdecydowaliśmy się więc dotrzeć pieszo. Odwołane zostały wszystkie lekcje, dlatego atmosfera była wspaniała. Nastolatki kochają wspólne akcje.

Chcieliśmy iść kupą, jak jedna wielka społeczność, ale przepisy zabraniają. Trzeba więc było podzielić ponad 600 osób na grupy i wypuszczać je ze szkoły co kilka minut. Nie wszystkim się to spodobało. 

Tuż przed opuszczeniem szkoły odwiedziła nas policja. Dyrekcja wiedziała o tej wizycie, nauczyciele się spodziewali, uczniów natomiast zamurowało. Policjanci powiedzieli, aby zachowywać się spokojnie i nie panikować. Dokładnie to wszyscy robili. No nic, nie zaszkodzi przypomnieć. Kochamy policję.

Jak ostatnio byłem w kinie, to sala była właściwie pusta. Teraz wypełnił ją tłum. Szpilki nie wciśniesz. Niezapomniane doświadczenie. Gdy zaczął się film, było trochę głośno. Najbardziej surowa nauczycielka krzyknęła, żeby wszyscy się uciszyli, jednak nie było to potrzebne. Sala sama zamarła i w napięciu oglądała. Ktoś stęknął, ale się zawstydził, ktoś wstał, aby wyjść po popcorn, ale zrezygnował. Ktoś sięgnął po telefon, ale zaraz schował. Było jak nigdy. 

Gdy się skończyło i zapalono światła, starałem się ukryć łzy. Gdy jednak zobaczyłem, jak obok mnie ryczy nastolatka, przestałem kryć wzruszenie. Płakały też jej koleżanki, choć nie tak mocno. Nawet kolega profesor, jeszcze młody nauczyciel, również miał mokre policzki. A już myślałem, że mam łzy w oczach z powodu braku testosteronu. Płakało sporo uczniów, kwiliły nauczycielki. Może film tak wszystkich wzruszył, a może swoje zrobiło odwołanie lekcji i wspólne wyjście całej szkoły do kina. Cokolwiek to było, popłakaliśmy się. Tego nam było trzeba.

Reklama