Z gazem obronnym do szkoły

Rodzina i przyjaciele boją się o pracowników szkół. Proszą, aby nie iść do pracy bezbronnym. Może chociaż gaz pieprzowy?

W weekend rozdzwoniły się telefony do nauczycieli. Mnie też najbliżsi tłumaczyli, jak mam się zachować, gdybym trafił w miejscu pracy na podejrzaną osobę. Mam jej prysnąć gazem po oczach i natychmiast wzywać pomoc. Żebym się sam nie rzucał obezwładniać agresora.

W mojej szkole najodważniejsze są panie woźne. Już nie raz goniły ze ścierką różnych łobuzów. Nigdy jednak nie były to nasze łobuziaki – uczniowie lub absolwenci – lecz zawsze obce. Podczas ostatniej takiej wizyty goście uciekli na dach szkoły, a stamtąd na dach kamienicy. Jak przyjechała policja, śladu po nich nie było.

Na obcego agresora jesteśmy przygotowani, na swojego nigdy. Rodzina próbowała mnie namówić, abym w weekend poćwiczył używanie gazu obronnego na manekinie. Żebym w razie czego się nie zawahał. 

Reklama