Jak wyróżnić pracę magisterską?

Pozostając nieco w tematyce wpisu o doktoratach, napiszę teraz trochę o pracach magisterskich (choć do tematu przymierzałem się już wcześniej). Dawno, dawno temu napisałem pracę magisterską, która dostała któryś tam stopień nagrody im. prof. Mariana Gieysztora. Jest to nagroda przyznawana przez Polskie Towarzystwo Hydrobiologiczne, co determinuje zakres tematyczny prac zgłaszanych do konkursu.

Po latach konkurs ten znowu pojawił się w moim życiu, bo zostałem członkiem komisji nagród PTH. (Pomógł w tym brak obecnego zatrudnienia w uczelni, co ma zmniejszać ryzyko konfliktu interesów.) Do ostatniej edycji konkursu zgłoszono dziewięć prac. Ostatecznie całą pulę nagród zgarnął Uniwersytet Gdański, gdzie hydrobiologia jest uprawiana na co najmniej dwóch wydziałach: oceanografii i geografii oraz biologii. O nagrodzonych pracach być może kiedyś jeszcze napiszę (choć nie obiecuję).

Zwyciężyła praca Anny Elżbiety Jasiny „Characteristics of planktivorous little auks’ feeding grounds on the Western Spitsbergen Shelf – assessed by modern optical tools”. Opiekunką pracy jest Emilia Trudnowska z Instytutu Oceanologii PAN, czyli kolejnej jednostki naukowej z Trójmiasta, co tym bardziej zwiększa szanse na reprezentację UG w konkursie. Praca wykonana jest solidnie i uzyskała największą liczbę głosów komisji. Jej tematyką są relacje alczyków zasiedlających Svalbard i będących ich pokarmem widłonogów zamieszkujących okoliczne wody. Wszystko zaś w kontekście rocznych różnic pogodowych.

Prawdę mówiąc, nie spodziewam się, że czytelnicy to pamiętają, ale temat ten opisałem ponad dwanaście lat temu. Wówczas oparłem się na publikacjach będących podstawą habilitacji Dariusza Jakubasa. On uzyskał stopień naukowy na Wydziale Biologii UG, w dziedzinie biologii, a Jasina tytuł zawodowy na Wydziale Oceanografii i Geografii UG w dziedzinie oceanografii, mimo że jej praca w zasadzie potwierdza jego ustalenia.

Nie ma w tym nic zdrożnego – praca magisterska nie ma na celu odkrywania zupełnie nowej wiedzy i przecierania szlaków, a udowadniać, że młoda (w sensie kariery) osoba opanowała warsztat naukowy. Nie jest też zupełnie niespotykane, że przypisanie pracy naukowej i jej wykonawcy do dyscypliny naukowej bywa arbitralne i jest bardziej pochodną struktur instytucji niż samej nauki (o czym chyba zapominają niektórzy scjentometryści, o czymś trochę pokrewnym też pisałem).

Jakubas, poddając się procedurze habilitacyjnej, podał zestaw artykułów. Jak to w nauce, zwłaszcza tej bardziej praktycznej, są to artykuły wieloautorskie. Gdyby napisał jedną rozprawę habilitacyjną, cytując swój wcześniejszy dorobek, mógłby zaznaczyć, jaki był jego wkład procentowy w poszczególne publikacje. Tymczasem osoba przedstawiająca pracę dyplomową (licencjacką czy magisterską) podpisuje oświadczenie, że wykonała ją samodzielnie. Owszem, pod kierunkiem opiekuna, ale samodzielnie.

W pracach humanistycznych czy matematycznych pewnie zwykle tak rzeczywiście jest (zapomnijmy chwilowo o sytuacjach, gdy opiekun, zwany nie do końca formalnie poprawnie promotorem, wskazuje fragmenty niejasne, błędne, czy za mało uczłowieczone wypełniacze wytworzone przez LLM-y, czasem poświęcając na to niewiele mniej czasu niż magistrant). W naukach eksperymentalnych jest to jednak często co najmniej nadużycie. Ja moją pracę magisterską wykonywałem z dwojgiem opiekunów, o czym pisałem, wspominając Andrzeja Prejsa, który figuruje w dokumentach. W dokumentach nie figuruje (albo figuruje w mniejszej ich liczbie) Anna Jachner, która była „promotorką pomocniczą”. Prejs nadzorował ogólny zarys, a potem szlifował to, co napisałem. Jachner wykonywała ze mną pracę fizyczną – od połowu ryb siecią w jeziorze, przez ich aklimatyzowanie w akwariach itd. Nie pamiętam, kto mnie nauczył uśmiercać ryby nożyczkami chirurgicznymi i preparować skalpelem – Jachner czy jeszcze ktoś inny akurat przebywający w stacji terenowej UW. W każdym razie, na pewno nie nabyłem tej wiedzy ot tak, i całkiem możliwe, że część danych w mojej pracy magisterskiej powstała dosłownie w rękach kogoś innego.

Prowadząc badania już jako magister wiosłowałem wraz promotorem. Część analiz hydrochemicznych była wykonana również przez niego, innego profesora rezydującego w stacji terenowej, pracowniczkę techniczną laboratorium, a nawet praktykantkę. Gdybym opublikował artykuł naukowy, mógłbym ich wszystkich (a przynajmniej promotora) dodać jako współautora. Gdyby to jednak miała być praca dyplomowa dowolnego poziomu, jedyne, co można zrobić, to wpisać ich w podziękowaniach na tej samej zasadzie, co wspierających mentalnie członków rodziny.

To wszystko przypomniało mi się, kiedy przeglądałem prace nadesłane na konkurs. Zabierając się do tego, wiedziałem, że będziemy oceniać pomysłowość nie tylko magistrantów, ale też – a może przede wszystkim – promotorów. Nie pomyślałem o czymś jeszcze. Na atrakcyjność pracy wpływa nie tylko pomysłowość twórców, ale też zasoby uczelni. Ja, studiując na Wydziale Biologii UW, korzystałem przy pracy magisterskiej z zasobów stacji w Pilchach, a mogłem też być w Urwitałcie, Sajzach czy Białowieży (nie mówiąc o stacjach innych wydziałów, z którymi pewnie jakoś dałoby się jakoś dogadać). Ktoś z mniejszej uczelni jest ograniczony do tego, gdzie uda mu się znaleźć środki na delegację. W razie potrzeby pewnie mógłbym skorzystać z cumującego przy stacji statku, na co też nie każdy magistrant hydrobiologii może liczyć. Powiedzmy, że mikroskopy czy odczynniki chemiczne są mniejszą barierą, choć finanse uczelni czy wydziału nie są tu bez znaczenia. Duży z reguły może więcej.

Prace magisterskie zgłoszone do konkursu miały następujące miejsca badań: Spitsbergen, Zatoka Gdańska, Prowincja Przylądkowa Południowej Afryki, Ługi w województwie łódzkim, Prąd Zatokowy przy Florydzie, oczyszczalnia ścieków w Szadku, Pilica. Jak widać, ośrodek łódzki też ma coś do zaoferowania i zaręczam, że jest to ścisła czołówka polskiej (i zauważalny punkt światowej) hydrobiologii/ekohydrologii, ale ostatecznie to nie badania ścieków trafiających do Pilicy okazały się wystarczająco atrakcyjne dla komisji.

Mając w pamięci oświadczenie o samodzielności pracy, pozostaje pogratulować, a może i pozazdrościć magistrantom wypraw badawczych po materiał. Przedwcześnie. Z treści pracy czasem wynika to wprost, czasem nie do końca (choć są znaki takie jak podpisanie autorstwa zdjęć z poboru prób), że w co bardziej skomplikowanych przypadkach to nie sami magistranci pobierali materiał, a zrobił to np. opiekun albo zgoła ktoś zupełnie inny z szeroko pojętego zespołu badawczego opiekuna. Rolą magistrantów była obróbka tego materiału. To nadal nie umniejsza wartości pracy. Magistrant(ka) udowadnia, że umie posługiwać się mikroskopem/oprogramowaniem do analiz wizualnych/programem statystycznym, a ponadto przelać wyniki tych analiz na papier (a przynajmniej pdf).

Piotr Panek

Fot. Piotr Panek, licencja CC BY-SA 4.0. W centrum Jacek Wolnicki, przewodniczący Komisji Nagród Polskiego Towarzystwa Hydrobiologicznego. Rozmawia z Iwoną Jasser – ustępującą prezeską i Robertem Czerniawskim – nowy prezesem zarządu PTH.

Reklama