Pat w TK – stan chroniczny
Trybunał Konstytucyjny sparaliżowany, i tak już raczej pozostanie do wyborów parlamentarnych. I jeden dzień dłużej, bo planowane usunięcie z niego prezesa Bogdana Święczkowskiego przez uchylenie mu immunitetu wcale nie będzie proste, o ile w ogóle będzie możliwe.
Pat wygląda dziś tak, że sędziowie, od których prezydent odebrał ślubowanie: Magdalena Bentkowska i Dariusz Szostek, mimo że dostali gabinety w Trybunale i przydzielono im sprawy, nie podjęli czynnie pracy. Sześcioro wybranych miesiąc temu sędziów siedzi codziennie solidarnie w bibliotece trybunalskiej, a prezes Święczkowski publicznie grozi postępowaniem dyscyplinarnym sędziom Bentkowskiej i Szostkowi. Żąda też od nich wyjaśnienia, na jakiej podstawie prawnej złożyli na niego doniesienie do prokuratury za niedopuszczanie do orzekania pozostałych czworga sędziów.
Prokurator generalny Waldemar Żurek wspomina o odpowiedzialności karnej pracowników Kancelarii Trybunału – którzy w odróżnieniu od swojego szefa prezesa Święczkowskiego nie mają immunitetów – za niedopełnienie obowiązku umożliwienia podjęcia pracy wszystkim sześciorgu sędziom: przydzielenia gabinetów, komputerów, dostępu do wewnętrznego systemu informatycznego, wydania kart umożliwiających poruszanie się po budynku Trybunału, przydzielenia mieszkań służbowych sędziom spoza Warszawy itd.
Prezydent w poniedziałek wysłał do Trybunału wniosek o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego pomiędzy nim a marszałkiem Sejmu o to, kto może odebrać ślubowanie od sędziów TK. Spór jest fikcyjny, bo marszałek ani nie twierdzi, że może odbierać to ślubowanie, ani go nie odebrał. Był jedynie jednym z bodaj kilkunastu świadków złożenia tego ślubowania – jako gospodarz budynku, w którym się odbyło.
Tak więc widać, że obie strony się nawzajem zaszachowały.
We wtorek w Sejmowej Komisji Sprawiedliwości odbyła się „dyskusja na temat aktualnej sytuacji w Trybunale Konstytucyjnym”. I nic nie wniosła. Miały być wszystkie strony sporu, ale nie wszystkie się stawiły. Przyjścia odmówił prezes TK Bogdan Święczkowski, uznając zaproszenie za „ingerencję w odrębny, niezależny organ władzy sądowniczej”, jakim jest sąd konstytucyjny – przesłał swoje oświadczenie do szefa Komisji Pawła Śliza (KO) i zamieścił na stronie TK.
Na posiedzenie przyszedł natomiast szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki. I dyskusja stała się grą do jednej bramki: minister Bogucki odpowiadał na pytania posłów, przedstawiając argumenty prezydenta. Swoje – jak można było z góry przewidzieć, odmienne – stanowisko przedstawili zaproszeni sędziowie TK: i ci zaproszeni do złożenia przyrzeczenia przez prezydenta Nawrockiego, i ci, których nie zaprosił, więc złożyli je w Sejmie w obecności m.in. marszałka Sejmu, a także notariusza, który złożenie ślubowania potwierdził.
Przyszedł też minister sprawiedliwości, prokurator generalny Waldemar Żurek, który kilka dni wcześniej poinformował, że prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie nakłaniania prezydenta przez pracowników jego kancelarii do złamania prawa polegającego na utrudnianiu sędziom TK podjęcia ich obowiązków w Trybunale. – Widzieliśmy szefa kancelarii, który publicznie mówił: „badano życiorysy”. Zadajemy więc pytanie: na jakiej podstawie prawnej? Może to być niedopełnienie obowiązków (…) – mówił dziennikarzom minister Żurek, nawiązując do ministra Boguckiego.
Podczas wtorkowego spotkania na forum Komisji minister Bogucki nie chciał powtórzyć zdania o „badaniu życiorysów”, gdy pytano go, co zdecydowało, że zaprosił do złożenia ślubowania tych dwoje, a nie innych sędziów wybranych w identycznej procedurze. W ogóle na to pytanie nie odpowiedział. Podkreślał natomiast, że prezydent przecież nie odmówił przyjęcia ślubowania od pozostałej czwórki. Nie zarysował jednak żadnego horyzontu czasowego podjęcia przez prezydenta tej decyzji. Stwierdził, że – w jego ocenie – ci sędziowie, którzy złożyli ślubowanie w Sejmie, tym samym zrzekli się urzędu (ustawa o TK mówi, że odmowa złożenia ślubowania przed prezydentem jest równoznaczna ze zrzeczeniem się urzędu).
Wstrzymywanie się przez prezydenta Nawrockiego z decyzją w sprawie przyjęcia ślubowania minister Bogucki uzasadnił faktem, że rządząca koalicja nie obsadzała zwalniających się miejsc w Trybunale, by teraz zrobić to hurtem, i w ten sposób przedłużyć okres dominacji w TK sędziów wskazanych przez siebie: – Gdybyście państwo wybierali kandydatów na zwalniające się miejsca, nie mam wątpliwości, że zarówno prezydent Andrzej Duda, jak i Karol Nawrocki przyjęliby od nich ślubowanie.
Można to potraktować jako zobowiązanie, że jeśli Koalicja bezzwłocznie obsadzi kolejne trzy miejsca, jakie do następnych wyborów parlamentarnych zwolnią się w TK, prezydent nie będzie się uchylał od przyjęcia ślubowania wskazanych sędziów.
Sędziowie TK, którzy zabrali głos podczas Komisji: Maciej Taborowski, Anna Korwin-Piotrowska i Krystian Markiewicz, mówili, że każdy skład sędziowski w Trybunale, który będzie tworzony nie spośród wymaganych Konstytucją 15 sędziów (a więc bez dopuszczenia do pracy wszystkich sześciorga sędziów), będzie wadliwy. Być może takie właśnie będzie wytłumaczenie premiera niepublikowania (od stycznia 2023 r.) orzeczeń Trybunału.
Odbyła się też rytualna wymiana stanowisk co do tego, co znaczy składanie ślubowania „wobec” prezydenta: czy jego fizyczna obecność jest niezbędna, czy nie.
Koniec końców stanęło na niczym, oczywiście jeśli przyjąć, że to spotkanie miało przynieść efekt w postaci znalezienia sposobu na zaradzenie patowi w Trybunale.
Jest wprawdzie w TK prezydencki wniosek w sprawie rzekomego sporu kompetencyjnego, ale prezydentowi raczej nie chodzi o to, żeby Trybunał się nim zajął. Jest to dla niego alibi, aby odkładać decyzję o zaproszeniu pozostałych sędziów do przyjęcia od nich ślubowania do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez Trybunał.
W ogóle ten wniosek prezydenta jest wielofunkcyjny: ma wstrzymać ewentualne akty oskarżenia wobec ministra Boguckiego i pracowników Trybunału, a także np. postępowanie przed sądem pracy, gdyby czworo niedopuszczonych do orzekania sędziów chciało dochodzić swoich praw.
Czekanie na orzeczenie Trybunału w sprawie tego „sporu kompetencyjnego” będzie czekaniem na Godota, bo Trybunał się nim nie zajmie. Część sędziów z rekomendacji PiS nie chce się już pakować w polityczne awantury. W dodatku spory kompetencyjne Trybunał rozpatruje w tzw. pełnym składzie, co oznacza minimum jedenastu sędziów, a dwójka dopuszczona do orzekania nie orzeka, więc sędziów byłoby co najwyżej dziewięciu.
Do końca obecnej kadencji Sejmu Koalicja wybierze w sumie dziewięciu sędziów. Czyli będą w piętnastoosobowym TK większością. Ale nie taką, która mogłaby uchylić immunitet Święczkowskiemu, któremu prokuratura chce postawić zarzuty za bezprawną inwigilację Romana Giertycha Pegasusem. Immunitet uchyla się bowiem na Zgromadzeniu Ogólnym sędziów TK, w którym, dla jego ważności, uczestniczyć musi co najmniej 2/3 sędziów TK, a więc dziesięciu. Może się zdarzyć, że któryś (lub kilku) sędziów wybranych głosami PiS przyłączyłoby się do obalenia Święczkowskiego, ale najpierw Zgromadzenie Ogólne musiałoby być zwołane. A zwołuje je prezes TK, zaś w sytuacji, gdy sprawa jego dotyczy – wiceprezes Bartłomiej Sochański, który jest stronnikiem Święczkowskiego. Oczywiście lojalność nie musi trwać wiecznie, ale widać, że ta perspektywa rozwiązania pata w Trybunale jest mało realna.