Pokusa „obiadu drawskiego”

Niepokoją mnie zaloty Nawrockiego do generalicji. Wygląda mi to na testowanie lojalności. Od razu przypomina się „obiad drawski” dowódców WP z udziałem Wałęsy w 1994 r. Lech zarządził głosowanie nad tym, czy ówczesny minister obrony adm. Kołodziejczyk ma dalej być szefem resortu, skoro kadra nie jest z niego zadowolona. I Kołodziejczyk wkrótce potem został odwołany przez ówczesnego premiera Pawlaka z PSL. Pucz to nie był, ale nadużycie urzędu prezydenckiego z pewnością.

Tyle że obiad odbył się jeszcze przed uchwaleniem konstytucji (1997), kiedy nowy ustrój państwa dopiero się kształtował. Dziś ustrój jest ukształtowany i nie jest to ustrój prezydencki, tylko gabinetowo-parlamentarny. Prezydentowi przyznaje nadzór nad silami zbrojnymi, lecz zarządzanie nimi na co dzień powierza w czasie pokoju rządowi. Prezydent może zapraszać generałów, ale za wiedzą i zgodą premiera i ministra obrony narodowej, a narada powinna się odbywać w obecności przedstawiciela rządu, jeśli dotyczyłaby kwestii personalnych.

W miniony czwartek naczelnych dowódców zaprosił do Pałacu Cenckiewicz. Urzędujący minister obrony i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz oświadczył, że zaproszeni pytali o jego zgodę na udział w spotkaniu. Podkreślił, że „lojalność generałów jest na najwyższym poziomie”. Ale, jak piszą media, spotkanie miało dwie części. W pierwszej rozmawiano „w wąskim gronie”, dopiero w drugiej, „na szybko”, uczestniczył wicepremier. Ciekawe, o czym rozmawiano w pierwszej części. Może Nawrocki sondował generałów na okoliczność swego weta przeciwko SAFE i „kontrprojektu” SAFE zero procent.

Chcę wierzyć, że Nawrocki i jego otoczenie niczego nie kombinują poza plecami Tuska i Kosiniaka. Weto przeciwko unijnym miliardom na dozbrojenie i modernizację naszej armii generalicji nie zachwyciło. Nie zachwyciło też większości Polaków. Entuzjazmu nie wzbudził też prezydencki SAFE wysmażony przez Nawrockiego z Glapińskim. Jest z czego się tłumaczyć generałom, żołnierzom, mundurowym i opinii publicznej.

Zbliża się stuletnia rocznica zamachu majowego, tragicznie zamykającego miodowy miesiąc demokratycznej II Rzeczypospolitej. Wojsko lojalne wobec Piłsudskiego stanęło przeciwko wojsku lojalnemu wobec prezydenta, rządu i konstytucji. Zaledwie osiem lat od odzyskania niepodległości polski żołnierz strzelał do polskiego żołnierza.

Pod populistycznym hasłem niezgody na „sejmokrację” piłsudczycy wywołali kryzys państwowy, grożący wojną domową. Na szczęście otoczenie prezydenta Wojciechowskiego dostrzegło śmiertelne niebezpieczeństwo dla młodej państwowości. By jej bronić, prezydent i rząd ustąpili przed puczystami. Urodziłem się po wojnie i po upadku II RP. Byłem świadkiem i ofiarą innego zamachu stanu, w który też wciągnięto wojsko. Doprawdy to nie jest wojenna gra komputerowa, tylko zgroza.

Pucz grudniowy generała Jaruzelskiego wymierzony w Solidarność miał obronić państwo „realnego socjalizmu”. Wojsko „ludowe” go poparło. Zgodziło się wyjść z koszar przeciwko pokojowemu ruchowi społecznemu na rzecz demokratyzacji i równości obywateli. Udało się zachować system na osiem lat. Wciąganie sił zbrojnych w konflikt polityczny dzielący społeczeństwo, jest igraniem z ogniem, a straty są zawsze niepowetowane.

Reklama