Messiaen i Szostakowicz

Rzadko zdarza się na koncercie tak dziwne zestawienie jak wczoraj i dziś w FN: dwa utwory różne od siebie najbardziej, jak to możliwe.

Ingo Metzmacher to znana postać, dyrygent wszechstronny, symfoniczny i operowy, który znakomicie się czuje w muzyce XX i XXI w. Zespoły do tych zadań specjalnych bardzo się zmobilizowały. Może soliście-basowi (Alexei Botnarciuc, pochodzący z Mołdawii) trochę brakło mocy, ale ogólnie oba utwory zostały wykonane naprawdę przyzwoicie.

Trzy małe liturgie o Obecności Bożej Oliviera Messiaena z 1944 r. to rzecz bardzo charakterystyczna: napisana do własnej poezji religijnej kompozytora, zupełnie nieortodoksyjnej, trochę w typie sztuki naiwnej – ale muzyka bynajmniej nie jest naiwna. Rozczulają te wszystkie wyliczenia kolorów i ptaszki, tym razem w partii fortepianu oraz solowych skrzypiec; to muzyka niezwykle barwna, a przy tym radosna. Muzyka autora, któremu, jak to się mówi, była dana łaska wiary. Splatanie się dźwięków fortepianu (Adam Kośmieja), fal Martenota (Augustin Viard), czelesty i perkusji ze smyczkami ubarwiają śpiew chóru żeńskiego (chór FN).

Gdzie w pierwszej części było jasno, w drugiej było ciemno i ponuro. XIII Symfonia „Babi Jar” Szostakowicza z 1962 r. przygnębia tym bardziej, kiedy pomyśli się o jej kontekstach. Kompozytor użył kilku wierszy Jewgienija Jewtuszenki, poety odwilży, która to odwilż szybko okazała się krótka, a nawet złudna: obaj autorzy na tym ucierpieli, a utwór po prawykonaniu na długo znalazł się na indeksie. Już myśleli, że Rosja będzie normalnym krajem, ale oczywiście było to niemożliwe. Dlatego kiedy słucha się o tym, że lęki już w Rosji się skończyły (dalej są wspomnienia, czego dotyczyły), można tylko się uśmiechnąć: czy oni byli tacy naiwni, czy chcieli zaklinać rzeczywistość? Chyba jednak raczej to drugie, zważywszy charakter muzyki. Tytułowy poemat jest ogromnej szlachetności, piętnując antysemityzm we wszelkich jego przejawach (wiersz aktualny dziś bardziej niż kiedykolwiek, choć wciąż trudno w to uwierzyć). Część o humorze, który nie poddaje się totalizmom, nie jest humorystyczna, lecz wręcz ponura w swoim jarmarcznym, ciężkim dowcipie. Dziś też inaczej się słucha części o rosyjskich kobietach walczących o codzienny kawałek chleba dla rodziny, bo słyszy się też, co te same kobiety mówią na inne tematy. Poemat o tym, że prawdziwa kariera to kariera Galileusza i innych, którzy są orędownikami prawdy, dziś także brzmi naiwnie. Gdyby Szostakowicz i Jewtuszenko żyli w Putinowskiej Rosji, zapewne zostaliby wydaleni jako „zagraniczni agenci”. Chociaż każdy z nich w jakiś sposób układał się z systemem. Jak byłoby dziś – trudno powiedzieć.

Reklama