Pasyjnie na Misteriach Paschaliach
Tegoroczny program krakowskiego wielkanocnego festiwalu całkowicie związany jest z Wielkim Tygodniem. Zainaugurował go znany cykl siedmiu kantat Buxtehudego.
Już zdarzało się nam tu słuchać Membra Jesu nostri w różnych wykonaniach – La Venexiany, Vox Luminis… Dziś zaprezentowały nam go zespół wokalny Voces Suaves z Bazylei z francuskim zespołem instrumentalnym Gli Incogniti, prowadzonym przez Amandine Beyer – jedno z największych nazwisk w świecie skrzypiec barokowych.
Jeśli nawet współczesnego, mniej religijnego (albo i wcale) słuchacza może zaskakiwać – zwłaszcza ze strony kompozytora kojarzonego głównie z mistrzostwem organowym – odwoływanie się do kolejnych części ciała Chrystusa i adoracja ich, to muzyka, która tym adoracjom towarzyszy, jest prosta i wzruszająca. Jest w niej jakaś nieuchwytna szczerość, bezpośredniość, która zwykle udziela się wykonawcom. Nie inaczej było tym razem, ale mimo to na tym koncercie dominowała warstwa instrumentalna, tym bardziej, że muzycy włączyli w program jeszcze parę sonat Buxtehudego – na początku i pośrodku (co pozwoliło śpiewakom nieco odpocząć).
Amandine Beyer to skrzypaczka wyjątkowa – po prostu cała jest muzyką, takie wrażenie się odnosi, gdy się na nią patrzy; niemal tańczy grając. Zupełnie niezwykła osobowość. Pamiętam jej wizytę z zespołem 14 lat temu w Studiu im. Lutosławskiego, grali właśnie Buxtehudego. Nie wiem, czy teraz powiedziałabym, że to, co Amandine Beyer robi, to „swoisty teatr”, bo jest to absolutnie naturalne. Wspominałam w zalinkowanym wpisie, że to nie tylko skrzypaczka, ale też intelektualistka. O tym świadczy też nazwa jej zespołu, bynajmniej nie mówiąca o występujących incognito, lecz nawiązująca do Accademii degli Incogniti, weneckiej grupy wolnomyślicieli – bardzo ciekawa jest jej historia. W różnych dziedzinach, ale jeśli chodzi o muzykę, to w grupie znalazło się paru librecistów współpracujących z Monteverdim.
Nie wiem, jak ta subtelna muzyka mogła być słyszalna z tyłu Kościoła św. Katarzyny – zwykle nie słychać tam nic nawet przy głośniejszych zespołach. Szkoda. Było pięknie.