Jak skrócić lekcję?
Uczniowie nie wytrzymują 45 minut lekcji. Mówię o nastolatkach w liceum, a nie o dzieciach z podstawówki. Tematyka zajęć oraz sposób prowadzenia nie mają większego znaczenia. Cokolwiek się dzieje, lekcja nie może trwać tak długo. Pół godziny wystarczy.
Uczniowie robią, co mogą, aby być na lekcji krócej. Jedni się spóźniają, inni usiłują wyjść wcześniej. Prawie każdy próbuje zrobić sobie przerwę w środku zajęć, pretekstem jest konieczność wyjścia do toalety. Najbardziej zdesperowani przedstawiają nawet specjalne orzeczenia, które zobowiązują nauczyciela do wypuszczania ucznia z sali, gdy tego sobie zażyczy. Psycholog zaświadcza, że to konieczne.
W moim liceum rozwiązano problem inaczej. Otóż jakimś cudem dzwonki na lekcję dzwonią później (od 5 do 10 minut). Rzekomo automat się rozstroił, a na naprawę nie ma pieniędzy. Uczniowie wchodzą do klasy po dzwonku, natomiast wychodzą zgodnie z tym, kiedy lekcja powinna się skończyć. Nie czekają, aż zadzwoni na przerwę. Patrzą na zegarek i przypominają nauczycielowi, że właśnie zaczyna się przerwa. Mnie nie muszą przypominać.
Lekcja trwa więc u nas jakieś 35 minut. Może nie jest to ideał, do którego dążą nastolatki, ale jesteśmy już bardzo blisko.
Komentarze
Po raz n -ty +1 – Jeśli wszystkim tak bardzo zależy na dobrostanie dzieci, to należy znieść obowiązek szkolny! Po co wszyscy mają się męczyć!? Po co fryzjerka czy kurier muszą wiedzieć kiedy była bitwa pod Grunwaldem i jaki jest wynik reakcji kwasu z zasadą? Zamienić szkoły na placówki opiekuńcze, w zależności od wieku włączyć TVP abc albo netfliksa i odbiór o 17, albo nawet o 19.
Wychodzą z lekcji nieustannie, jest jak na Dworcu Centralnym. Jeszcze rodzice piszą zwolnienia z 10 ostatnich minut (bo… później dziecko musi czekać pół godziny na autobus). Są też wieczni spóźnialscy. Spóźnienie to już nie pięć minut, a na przykład dwadzieścia pięć.
@Gostek Przelotem
No przecież „reformę” Handkego oparto na założeniu, że „edukacja” (w istocie dyplom!) jest wartością autoteliczną czyli samą w sobie!!! 😉 I dlatego posłano 70% populacji, które wcześniej trafiały, wiedząc PO CO, do praktycznie niezmienionych programowo i metodycznie LO, które wcześniej kształciły „inteligentów” … 😉 Bo edukację (w praktyce dyplomy!) państwo powinno DAWAĆ wszystkim czy PRAWIE … 😉
Wystarczy, że wszyscy się trochę spóźnią, ale tak nie za bardzo. Ciut-ciut. „Un peu”, jak mawiała baronowa Krzeszowska w przytomności Moskali. Wtedy dzwonek na pierwszą lekcyję zabrzmi o 8:45, a na pierwsza przerwę już o 8:50…
Jak zainteresować uczniów językiem polskim przez 45 minut? Trudna sprawa! Proponuję zacząć od tygodniowego abonamentu na dostęp do Gazety Wyborczej, może mają jakieś promocyjne pakiety szkolne?
Ryszard Koziołek, we wstępie do „Lalki” (Marginesy, 2024) zwraca uwagę na rzecz, która szczególnie mnie w „Lalce” interesuje: uczucie do Izabeli wyrywa Wokulskiego z automatyzmu codzienności. Łatwo przecież widzieć tę miłość wyłącznie jako siłę destrukcyjną. Tymczasem ona także uruchamia, każe działać, zmieniać się, ryzykować. Bez Izabeli być może nie wydarzyłaby się połowa rzeczy, które Wokulski robi. Miłość może być więc najpiękniejszym błędem człowieka.
Tu kusi przywołanie Jacquesa Lacana i jego myślenia o pragnieniu, które rodzi się z braku i nie daje się ostatecznie zaspokoić. Izabela byłaby wówczas nie tyle obiektem, którego Wokulski po prostu chce, ile kimś, dzięki komu może bez końca pragnąć. Jest poza jego zasięgiem, a więc organizuje mu świat.
Bo kim byłby Wokulski, gdyby Izabela od początku go zapragnęła? Czy naprawdę usiadłby szczęśliwie obok niej i uznał, że właśnie dotarł na miejsce?
A może po chwili musiałby znaleźć sobie kolejną niemożliwość, następny projekt, jeszcze jeden cel? Wokulski potrzebuje ruchu, a Izabela staje się jego paliwem.
Jednocześnie między nimi bez przerwy stoją pieniądze. Oto wielka historia romantycznej miłości, która niemal od początku ma przyczepioną metkę z ceną. Koziołek nazywa „Lalkę” jednym z najciekawszych polskich studiów pieniądza. I rzeczywiście: Wokulski próbuje za pomocą fortuny znieść klasową przepaść, a zarazem pieniądz pokazuje mu swoje ograniczenia. Można kupić kamienicę, srebra, wejście na salony. Nie można kupić wzajemności. (…)
„Lalka” jest dla mnie także (jakże aktualną) wielką powieścią o tym, co dzieje się z człowiekiem, kiedy świat zmienia się szybciej niż on.
Rzecki i Wokulski żyją obok siebie, przyjaźnią się, pracują razem, a jednak jakby zamieszkiwali inne epoki. Pierwszego ukształtował rok 1848 i Wiosna Ludów, drugiego – powstanie styczniowe. Obaj doświadczyli klęski. Rzecki pozostaje wierny ideałom młodości; Wokulski traktuje własny udział w powstaniu jako zamkniętą kartę. Jeden trwa przy świecie, który odchodzi. Drugi próbuje nauczyć się świata, który nadchodzi. (…)
Przecież również żyjemy w świecie, który każe zachwycać się zmianą, innowacją, wydajnością, kolejną technologią – i jednocześnie coraz częściej pytamy, czy cały ten postęp czyni nas choć trochę szczęśliwszymi.
Pozytywizm, pisze Koziołek, nie poradził sobie z roszczeniem jednostki do indywidualnego szczęścia i z ludzką potrzebą sensu. Można mieć program dla społeczeństwa, teorię postępu, pieniądze i naukę – i nadal nie wiedzieć, po co rano wstać z łóżka. Nowoczesne miasto zagęszcza ludzi, ale wcale nie musi ich do siebie zbliżać. (…)
Ryszard Koziołek pisze o lalce jako jednym ze starych symbolicznych imion człowieka, który w chwilach kryzysu zaczyna podejrzewać, że być może nie jest aż tak wolny, pełny i suwerenny, jak chciałby wierzyć. Że poruszają nim pieniądze, klasa, historia, pragnienia i oczekiwania innych ludzi.
Tyle myśli! A to tylko urywki zainspirowane przedmową do jednego wydania! Czy młodzież z wypiekami na twarzy i rozszalałym sercem rzuci się na biblioteki i księgarnie, by doczytać przedmowy do innych wydań? Popędzi do kin, netfliksów, yutubów i cidiejów (chodzi o serwis filmowy cda), by porównać cztery twarze Łęckiej?
A pozostają jeszcze opinie czytelników. Zwykle beznadziejne, ale tym razem nie oglądałem z żadnej z najnowszych ekranizacji, nie mam własnego zdania, są więc dla mnie ciekawe. Pierwsza z brzegu:
Zacząłem oglądać i osłupiałem jak w pierwszych 15 min usłyszałem słowo k… nie żebym go sam nie używał czy był jakimś purystą językowym, ale szczerze… potem drugi cios tekstem o sraniu… ja rozumiem, że to adaptacje, że inny widz, ale serio? Potem scena jak to Łęcka jest silną kobietą i chce zarządzać majątkiem ojca. Że co? To już nie jest adaptacja, nawet nie nadinterpretacja. Przebrnąłem przez pierwszy odcinek i dałem sobie spokój. Wrócę do książki. Zobaczymy czy poczuje to samo co 30 lat temu.
A co na te k… młodzież? Spróbowałem wyobrazić sobie „Potop” z k…ami i s…niem, ale nie udało mi się, to byłaby ekranizacja zupełnie innej, mega współczesnej, young adultowej powieści. W młodości mignęły mi scenki z jakiegoś teatru, wydaje mi się, że Hamlet jeździł na motorze czy jakoś tak, i mi się to wtedy, kompletnemu przygłupowi, zupełnie nie podobało. Żyłem wtedy w Muchosrańsku. Ale może współczesna młodzież, obeznana w świecie niczym Zagłoba w miodach, lepiej sobie radzi „ze światem, który zmienia się szybciej niż my”?
A może tą „Lalką” – marionetką poruszaną przez konwenanse, pieniądze, pochodzenie społeczne, ideologie – jest u Prusa Wokulski? Pojawiło się wypracowanie z taką interpretacją?
Tu źródełko cytatu: https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,157211,33024859,gold-diggerka-i-golden-retriever-reinterpretacje-lalki-to.html
I jeszcze polecam rewelacyjne materiały na tymetrze (=jutubie) do tyczące historycznego tła powieści:
„Lalka” Bolesława Prusa a historia | prof. Błażej Brzostek ”
https://www.youtube.com/watch?v=Rs7tPLZon3w
Co ukrywa „Lalka” Bolesława Prusa? Cenzura, rusyfikacja i zabór rosyjski [prof. Błażej Brzostek]
https://www.youtube.com/watch?v=ZnuR_sRucHI
I proszę sobie teraz wystawić, jak trudne jest życie zawodowe nauczyciela-polonisty. Oto klasa pisze w klasie wypracowanie na temat Lalki i nauczyciel nie wie, czy śmiałe, pogłębione analizy Marysi to jej własne przemyślenia, czy też myśli – a może i zwykły slop Sztucznego! – wyczytane z jakiejś gazetki w drodze do szkoły.
I przede wszystkim przestać wszystkich uczyć czytania i pisania! A zwłaszcza czytania – czyta potem taki jeden z drugim głupoty i nie odróżnia faktów od zmyśleń.
A przecież przez tysiące lat analfabetyzm był społeczną normą, a nie standardem. I to bez względu na kulturę i rejon świata. Wróćmy do tego dobrego standardu i uwolnijmy tych, którzy nie chcą się uczyć od bezsensownego trudu i przekierujmy środki na uczenie tych, którzy chcą.
Oczywiście te 70% populacji przed „reformą” Handkego trafiało do zawodówek i wiedziała PO CO – żeby zdobyć ZAWÓD i mieć z czego żyć … 😉
@PR
Masz fatalną pamięć – na Hondzie jeździła u Hanuszkiewicza Goplana czyli Dykiel … 😉