Dzieci płaczą i proszą o przytulenie

Licealiści dzielnie znoszą działania nauczycieli, które mają poprawić bezpieczeństwo w szkole. Gorzej z dziećmi z podstawówek, szczególnie z najmłodszych klas. Wiele z nich płacze i prosi o przytulenie.

W całej Polsce szkoły organizują próbne alarmy i uczą, jak trzeba reagować. Dzieci słuchają dzwonków i albo wychodzą ze szkoły (zagrożenie pożarowe), albo zamykają się w sali i oddalają od drzwi (osoba niepożądana w placówce), albo udają do wskazanego pomieszczenia w szkole, np. do piwnicy (atak dronów). W związku z ostatnimi wydarzeniami w kraju nauczyciele najbardziej skupiają się na reagowaniu na osobę niepożądaną w szkole.

Gdy zamykałem salę na klucz (trzeba go mieć przy sobie, aby nie szukać) i wyjaśniałem, co trzeba robić dalej, licealiści mieli nietęgie miny. Starali się zamaskować strach. Wychodziło im to nieźle, więc nie doszło do wybuchu paniki. Gorzej jest w podstawówkach. Jeden kilkulatek proszący panią o przytulenie albo reagujący płaczem na każde polecenie, potrafi rozwalić ćwiczenia. Nie ma sensu zaczynać od nowa, gdyż płaczu i próśb o przytulenie będzie jeszcze więcej.

Reklama