Siedzenie w domu lepsze od szkolnej wycieczki
Czerwiec to sezon wycieczek szkolnych. Większość uczniów skacze ze szczęścia, że pojedzie. Jednak nie wszyscy. Dla niektórych nastolatków największą przyjemnością jest siedzenie w domu. Wspólny wyjazd z klasą to dla nich udręka.
Kto nie jedzie na wycieczkę, powinien przychodzić na lekcje. Dyrekcja tworzy specjalne grupy i organizuje dla nich zajęcia. To jednak robota głupiego, gdyż uczniowie nie zamierzają skorzystać z tej oferty. Nie po to zrezygnowali z wycieczki, aby przychodzić do szkoły.
Rodzice idą nastolatkom na rękę. Rozumieją, że chodzenie po muzeach, oglądanie zabytków czy podziwianie pięknej przyrody to dla ich dziecka żadna przyjemność. Co wartościowego może być w Gdańsku albo Krakowie? Po co się męczyć w drodze nad Morskie Oko albo do klasztoru kamedułów w Wigrach? Jak dzieciak zechce, obejrzy wszystko w internecie.
Skoro nastolatek marzy o tym, aby móc całą noc grać na komputerze, a potem spać do południa i nie iść do szkoły, niech spełnia swoje marzenia. „Mojego syna nie interesują ani góry, ani morze, on kocha swój pokój. Jak nigdzie nie pojedzie, przynajmniej będę pewna, że nic mu się nie stanie.”
Komentarze
@Gospodarz
A coś ze dwa lata Królowa Maciusia I polskiej edukacji czyli niejaka NowackO, wraz z wiernym Staszkiem, opowiadała CIĄGLE w mediach i na rolkach, że ograniczy prawo do absencji w szkołach i …. 😉
@belferxxx
https://edukacja.infor.pl/szkola/7514321,frekwencja-w-szkolach-zawodowych-do-zaostrzenia-ekspert-mowi-wprost.html.amp
Xdddd
@Róża
Widzę, że już się zaczynasz śmiać SAMA DO SIEBIE z własnych żartów- to nie jest dobry objaw … 😉
@belferxxx
I to ma być błyskotliwa, zarazem jedyna odpowiedź w zw. ze stanowiskiem szefa OSKKO, który „podkreślił, że dyrektorzy i nauczyciele często krytykowali pomysł zmian przepisów o frekwencji w szkołach”,
„zaznaczył, że obowiązujący próg jest o tyle dobry, że daje szanse na indywidualną reakcję (…) a jego zmiana mogłaby być krzywdząca”,
pochwalił „bardzo dobrze, że resort edukacji w końcu wsłuchał się w głos środowiska oświatowego”, „pozytywnie ocenił rezygnację ze zmiany przepisów”.
To jest to urocza odpowiedź.
@Róża
Nie czytasz UWAŻNIE – oni krytykowali pomysł walki wyłącznie z NIEUSPRAWIEDLIWONYMI nieobecnościami, wiedząc, że część rodziców usprawiedliwia WSZYSTKO i BEZ OGRANICZEŃ. No a jak ucznia nie ma ciurkiem TYDZIEŃ albo DWA czy dłużej, to kartka/mail od rodzica, że z ważnych przyczyn niewiele w BRAKACH ucznia zmienia … OSKKO chciało limitów WSZYSTKICH nieobecności na poziomie 25% GÓRA… 😉 Oczywiście, jak dziś, z możliwością uznania, że uczeń co trzeba jednak umie … 😉
@belferxxx
Nie czytasz uważnie – Pleśniar wyraźnie pochwalił rezygnację z zaostrzenia progu, zaznaczył, że obecny próg jest dobry, daje szansę na indywidualną reakcję, zasugerował, że to w branżówkach mógłby być ostrzejszy, bo tam się uczą zawodu.
A OSKKO podkreśliło, że NIGDY NIE WYSTĘPOWALI O ZAOSTRZENIE PRAWA. Zwracają uwagę, że nie można zakwestionować usprawiedliwienia (czyli w tym miejscu sobie pomarudzili tak jak Pan zauważył) oraz że musiałoby powstać szczegółowe ustalenie powodów oraz narzędzia weryfikacji – a TO ZNOWU KOMPLIKUJE REGULACJE PRAWNE bez gwarancji ich skuteczności.
Podsumowując – nie czytasz ze zrozumieniem, ale możesz mi wskazać fragment wypowiedzi Pleśniara, że chcieli 25%. Bo ja czytam „tego typu sytuacje nie są plagą, jako OSKKO nie spotkaliśmy się z ŻADNYMI GŁOSAMI wskazującymi na to, że przepisy trzeba ZAOSTRZYĆ. Wg moich informacji, ten problem nie istniał w rozmowach dyrektorów i nauczycieli.(…) Jednocześnie przyznał, że należałoby rozważyć zaostrzenie przepisów dotyczących frekwencji w szkołach zawodowych.”
Stanowisko OSKKO napisane jest oczywiście językiem OSKKO czyli trochę pomarudzą, ale napisali, że nie występowali o żadne zaostrzenie.
Interpretację tego stanowiska, niepozostawiającą miejsca na żadne wątpliwości, rozstrzygającą wszelkie niejasności ma Pan w wypowiedzi szefa OSKKO.
Chyba, że Pleśniar nie czyta UWAŻNIE stanowisk OSKKO.
Wyobraźmy sobie, że lodziarnia w Pszczynie – a może w Pcimiu, w Warszawie czy w Suwałkach – nagradza dwoje mistrzów informatyki, który wygrali wojewódzki konkurs w programowaniu. A niechże sobie jedzą, choćby i po dwadzieścia gałek! (…)
Czymś zupełnie innym jest świadectwo z paskiem. Ten kuriozalny wymysł PRL-owskiego systemu szkolnego nie ma w sobie nic naturalnego – ani nie motywuje zdolnych, ani nie pobudza pasji czy uczciwie rozumianej pracowitości. Przeciwnie, pedagodzy, psychologowie, lekarze i nauczyciele od lat i coraz liczniej zwracają uwagę na dysfunkcyjność i pozorność takiej wątpliwej nagrody.
Nie ma czegoś takiego jak „uczeń dobry ze wszystkiego”. I psychologia rozwojowa, i zwykłe życiowe doświadczenie dają liczne dowody na to, że dążenie do „łapania wszystkich srok za ogon” jest sprzeczne z autentycznym rozwijaniem kompetencji i zainteresowań. Rozwój twórczego myślenia, umiejętności specjalistycznych i osobistych talentów wymaga równowagi, racjonalnego zarządzania stresem i dystansu. Są to priorytety sprzeczne ze śrubowaniem „średniej ze wszystkiego”. Dlatego systemy szkolne krajów cywilizowanych nagradzają w sposób całkiem inny niż „biało-czerwony pasek za średnią”. Wszędzie tam, gdzie psychologia i medycyna cieszą się szacunkiem jako podstawy edukacji, odeszło się już dawno od pogoni za średnią ocen. Wyjątkiem jest już chyba tylko złoty medal w putinowskiej Rosji.
„Średnia ocen” i talent? To dość często nie są sprawy zbieżne tylko – w polskich szkołach przynajmniej – zupełnie przeciwne. Pasek i zaangażowanie? To często zwykłe pomieszanie pojęć. (…)
Każdego zdolnego ucznia pasek nie nagradza, lecz przeciwnie – uczy konformizmu i karci za samodzielne myślenie. Oszukuje się 13- czy 15-latków, dając im złudzenie, że jeśli postarają się bardziej, to „mogą wszystko” w każdej dziedzinie. Takie podejście realnie uczy wyłącznie biernej adaptacji do wadliwego systemu i wykuwania bez zrozumienia tych przedmiotów, do których akurat mają mniejsze zdolności. Dlatego RPD, apelując o umiar, działała właśnie w najlepiej rozumianym interesie uczniów „z paskiem”.
Co jeszcze gorsze – system „średniej i paska” zabija nie tylko kreatywność i samodzielność, ale wręcz podstawową znajomość samego siebie. Jeśli „muszę być super dobry ze wszystkiego”, to nie mam nawet czasu, by się zastanowić, do czego mam prawdziwy talent.
Najlepszym dowodem dysfunkcyjnej natury systemu „paska i średniej” jest fakt, że wystarczy przekroczyć próg liceum lub technikum i jak pod wpływem różdżki czarodzieja nagle cała magia znika. Średniej już nikt nie liczy, bo ważna jest matura, a pasek wprawdzie formalnie jeszcze istnieje, ale nikt już jakoś za ten pasek nie stawia lodów. Bo 16-latków trudniej już nabrać: oni wiedzą, że maksymalne osiągi „ze wszystkiego” to ślepa uliczka.
No nie wiem. Autor powyższych słów, Marek Szpanowski, „nauczyciel z Warszawy”, przywraca moją wiarę w belferstwo! Dobra, rzeczowa argumentacja; normalnie już chciałem sprawdzić, co to za profesor to napisał, a tu „nauczyciel z Warszawy! Czapki z głów!
Dokładnie jest tak, jak on pisze. W liceum paski były, ale dla kujonów (z całym szacunkiem, nie chcę nikogo obrażać). Kto odnalazł swoją pasję, pasek traktował no, pominę jak, ze względu na szacunek dla Autora bloga i jego Czytelników.
Natomiast w podstawówce świadectwo z paskiem miało charakter dyscyplinujący, jak mniemam. Pasek dostają przede wszystkim dzieci niesprawiające problemów. A najlepiej takie, które mogą wyręczyć na lekcji nauczyciela, gdy ten na zapleczu całkiem spokojnie wypija trzecia kawę.
https://wyborcza.pl/7,75968,32842489,sprawa-lodow-za-pasek-w-pszczynie-pokazuje-szerszy-problem.html
@belferxxx
https://wyborcza.pl/7,75968,32842489,sprawa-lodow-za-pasek-w-pszczynie-pokazuje-szerszy-problem.html#s=S.index-K.C-B.1-L.1.duzy
A ten Wasz znajomy to taki jakiś mniej betonowy.
@PR
PR paski w podstawówce to jest większy absurd niż Pan myśli. Dla dzieci zdolnych pasek jest bezwysiłkowy. Średnia na pasek to 4,75. Ale teraz są szóstki, więc pasek nabija się sam.
Poza tym teraz są opinie, orzeczenia, zalecenia, nauczycielki dostają wytyczne co mają robić, czego nie robić z tymi dziećmi, one się w tym gubią i dają paski dzieciom, które naprawdę nic nie kumają. To się nazywa, że dziecko się stara.
Świadectwo z paskiem ma prawie cała klasa, w niektórych szkołach całe klasy dosłownie się zdarzają.
Pasek wyróżnia dzieci, które go nie dostały. A nie te, które dostały. Paska nie dostaje dziecko, któremu rodzice nie zdobyli jakiegoś zaświadczenia, którzy nie łażą za nauczycielami. I dzieci takie bardzo mocno odstające. Dużo większy udział w zdobyciu paska ma rodzic, a nie dziecko. Raz na apelu w momencie fetowania tych pasków, nagradzania itp. przyglądałam się dzieciom, które go nie dostały, tylko tym. Więcej nigdy nie poszłam na zakończenie roku.
@PR
Ale nauczyciele SP bez paska nie wiedzieliby co ze sobą zrobić, cała SP kręci się wokół paska. Poza tym pustka.