Bezmięsny zamach na dzieci

Boczek i polędwica, za MOs, Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

W nowym roku szkolnym wprowadzono nowe zasady żywienia dzieci w szkołach, w szczególności ograniczenie mięsa, więcej produktów roślinnych i preferowanie wody do picia. W niektórych mediach uznano to za zamach na zdrowie, życie i wolność dzieci, i na wszystkie inne świętości.

Szkoła wolna od ideologii! – wypisują w Internecie całkiem wolni od wszelakich ideologii i poglądów politycznych dziennikarze, blogerzy, politycy i działacze. – Precz z dietą planetarną! – Grzmią w wieszczących Armagedon tekstach. – Dzieci potrzebują mięsa, chłopcy potrzebują białka! Nadmiar cholesterolu wcale nie ma związku z chorobami, a niedobór cholesterolu szkodzi! – Takie i inne mądrości wyczytałem na internetowych forach.

Dieta planetarna to określenie wiążące unikanie mięsa z troską o ekologię zgodnie z zaleceniami naukowców. Produkcja mięsa zużywa bowiem rząd wielkości więcej zasobów niż uzyskanie tej samej masy pokarmu roślinnego. Wynika to z prostej zależności: zjadane przez człowieka zwierzęta same muszą wcześniej jeść pokarm roślinny, a ponieważ pożywienie służy w większości utrzymaniu i funkcjonowaniu organizmu, a w niewielkiej tylko części jego budowie, to masa każdego kolejnego poziomu troficznego znacznie się zmniejsza. Zdecydowana większość biomasy to producenci, czyli rośliny z planktonem roślinnym, większość reszty stanowią roślinożercy, znacznie mniej mięsożercy, a najmniej szczytowi drapieżnicy na samym cieniutkim czubku piramidy troficznej.

Skutki rabunkowej eksploatacji zasobów naturalnych w postaci niespotykanej fali upałów odczuwaliśmy jednak cały miesiąc temu, któżby o nich teraz pamiętał. Wróćmy więc do mięs, cholesterolu i tłuszczu.

Zaburzenia gospodarki lipidowej (lipidy to tłuszcze i podobne do nich związki) w postaci zbyt dużych stężeń tych związków we krwi występują u nas u prawie trzech czwartych dorosłych mężczyzn. Natomiast rzekomo groźny zbyt niski poziom cholesterolu to zjawisko prawie niespotykane. Oczywiście cholesterol, występujący wyłącznie w produktach zwierzęcych, jest nam niezbędny do życia: poprawia działanie błon biologicznych otaczających nasze komórki i stanowi substrat syntezy hormonów płciowych, gluko- i mineralokortykosteroidów, a także witaminy D.

Czemu więc nie jesteśmy zagrożeni jego niedoborem? Wróćmy do faktów. Skoro cholesterol istotnie występuje wyłącznie w organizmach zwierząt, a nie znajdzie się go w zjadanych przez te zwierzęta roślinach, to skądś te zwierzęta muszą go brać. Otóż one same go syntetyzują. Przypomnijmy teraz rzecz oczywistą dla każdego, kto w szkole uważał na biologii, a negowaną wyłącznie przez środowiska fundamentalistów religijnych bądź politycznych radykałów: my, ludzie, jesteśmy zwierzętami. Ergo: syntetyzujemy cholesterol. Z czego? Z wszystkiego.

Szlak syntezy cholesterolu zaczyna się od tak zwanego acetylo-koenzymu A. Koenzym A to po prostu przenośnik prostych grup chemicznych, natomiast dwuwęglowa reszta acetylowa to aktywowany octan. Tak, potrafimy tworzyć cholesterol z octu. A więc także i z utlenianego w organizmie do octanu alkoholu (używanie tego ostatniego jako głównego substratu syntezy stanowczo odradzam). Mało istnieje jeszcze prostszych związków. Acetyl powstaje także w metabolizmie znacznie bardziej skomplikowanych tłuszczów, cukrów, białek, w sumie prawie wszystkiego. Najpopularniejsze leki zmniejszające poziom cholesterolu, statyny, hamują właśnie syntezę cholesterolu. Natomiast kiedy oprócz jakże wydajnej syntezy dostarczamy sobie dodatkową porcję cholesterolu z boczku czy wieprzowiny, cholesterolu jest za dużo i pojawia się problem.

Próbka cholesterolu, LHcheM, za Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0

Cholesterolowi towarzyszą nasycone kwasy tłuszczowe. Określenie „nasycone” oznacza nieposiadające w swych łańcuchach węglowych podwójnych wiązań, do których można przyłączyć więcej wodoru, występujących w nienasyconych kwasach roślinnych, takich jak kwas linolowy, linolenowy czy dokozaheksaenowy. Sztywne podwójne wiązania uniemożliwiają dopasowanie się jednej cząsteczki do drugiej, tworząc zagięcia w łańcuchu. Zwiększają przez to płynność związku. Ma to szczególne znaczenie dla funkcjonowania ośrodkowego układu nerwowego. To dlatego jednym z suplementów diety są wielonienasycone kwasy tłuszczowe (ikozapentaenowy, dokozaheksaenowy) zalecane w szczególności u pacjentów z ADHD. Natomiast pochodzący głównie z mięsa nasycone kwasy tłuszczowe przerastają nam tkanką tłuszczową, a także osiadają w naczyniach krwionośnych, tworząc blaszki miażdżycowe.

Dochodzi do tego jeszcze używanie azotanów (III) w produkcji wędlin. W żołądku reszta azotanowa (III) NO2 reaguje z kwasem solnym, tworząc kwas azotowy (III) HNO2. Przyjmuje on kolejny kation wodoru, protonując się do nietrwałego kationu H2NO2+, który rozpada się na cząsteczkę wody H2O i kation NO+. Ten ostatni reaguje z aminami drugorzędowymi takimi jak występująca w naszych pokarmach białkowych prolina. W tej reakcji tworzą się N-nitrozaminy, znane z kolei z wchodzenia w nasze DNA i reagowania z zasadami azotowymi, co skutkuje nowotworem. Smacznego. Dlatego właśnie zwłaszcza czerwonego mięsa i wędlin należy unikać, co eksperci zalecają od lat.

Oczywiście żadnych podobnych wyjaśnień nie znalazłem w argumentach zwolenników objadania się salcesonem i schabowym. Żadnej biochemii, wzorów, mechanizmów, samo stękanie o wojnie ideologicznej. Biochemia jednak nie zna ideologii i nie obchodzi jej, czy mamy lewicowe, czy prawicowe poglądy. Niezależnie od wypowiadanych szumnych słów i politycznych obietnic nadmiar mięsa w diecie szkodzi. Od teraz przynajmniej w szkole niektóre dzieci będą jadły trochę zdrowiej. Inne z kolei przed zdrową i zmniejszającą ryzyko chorób kardiologicznych i onkologicznych dietą uchronią rodzice, jak to już zapowiadają. Bo jak widać, na zmianę nawyków żywieniowych dużej części dorosłych jest już chyba za późno.

Marcin Nowak

Reklama