Nauka to nie opis świata

Nauka to opis świata stworzonego przez Boga – taką definicję znalazłem w Internecie. A w życiu!

Uwielbiam, jak osoby, które się w najmniejszym stopniu żadną wiedzą naukową nie skalały, perorują, czym właściwie jest nauka. Spośród wielu innych rzekomych mądrości dostarczanych w nieprzebranej liczbie przez mocno zaangażowane politycznie profile w tak zwanych mediach społecznościowych ta na pierwszy rzut oka nie wygląda nagorzej. Po namyśle okazuje się jednak kompletną bzdurą. I to bynajmniej nie z powodu Boga.

Pomimo radosnej twórczości filozofów i teologów przez kilkanaście wieków nie mamy sensownego dowodu istnienia ani nieistnienia Boga. Trudno się więc do Boga odnosić w nauce. Ewidentny problem z powyższą definicją polega jednak na czym innym: nauka to nie opis świata.

Po pierwsze: nie każdy opis świata jest nauką.

W wakacje widziałem sporo pięknych miejsc, w tym nadrzecznych dolin czy porośniętych rzęsą stawów. Widziałem żurawie, czaple i kilka gatunków nocnych motyli (wybrane zdjęcia zamieszczam w tym wpisie). To już pewien opis świata, ale w żadnym razie nie nauka.

Bezsprzecznie lepsze od moich opisy przyrody pisał Mickiewicz. Taki oto fragment „Pana Tadeusza” analizowaliśmy w gimnazjum:

(…) wokoło nich ciągnęły się lasy
Litewskie, tak poważne i tak pełne krasy!
Czeremchy, oplatane dzikich chmielów wieńcem,
Jarzębiny ze świeżym, pasterskim rumieńcem,
Leszczyna, jak menada, z zielonemi berły,
Ubranemi jak w grona, w orzechowe perły;
A niżej, dziatwa leśna: głóg w objęciu kalin,
Ożyna, czarne usta tuląca do malin.
Drzewa i krzewy liśćmi wzięły się za ręce,
Jak do tańca stające panny i młodzieńce;
Wkoło pary małżonków. Stoi pośród grona
Para, nad całą leśną gromadą wzniesiona
Wysmukłością kibici i barwy powabem:
Brzoza, biała kochanka, z małżonkiem swym grabem.
A dalej, jakby starce na dzieci i wnuki
Patrzą, siedząc w milczeniu, tu sędziwe buki,
Tam matrony topole, i mchami brodaty
Dąb, włożywszy pięć wieków na swój kark garbaty,
Wspiera się, jak na grobów połamanych słupach,
Na dębów, przodków swoich, skamieniałych trupach.

Piękne, czyż nie? Czy jednak ktokolwiek będzie na poważnie twierdził, że Mickiewicz tworzył naukę?

Ale czyż przecież sam nie pisałem jakiś czas temu o głośnym odkryciu naukowym nowego gatunku naczelnych, gerezie zwanej w mediach likweli? Tak, ale nauka nie polega na obwieszczeniu całemu światu: ha, widziałem nową małpę (w domyśle: a wy nie).

I tu przechodzimy do drugiej kwestii: nauka zazwyczaj nie jest opisem świata. A przynajmniej samym li tylko opisem świata, Zaglądając do wspomnianej oryginalnej publikacji kreatorów nowego gatunku, widzimy nie tylko opis, ale dość skomplikowane badania. Wykorzystano je do potwierdzenia postawionej hipotezy.

Na tym właśnie polega nauka. Na podstawie posiadanej wiedzy, a niekiedy również pewnych nowych obserwacji czy doświadczeń stawiamy nową hipotezę i weryfikujemy ją, czyli potwierdzamy bądź odrzucamy. A więc istotnie zaczynamy od widziałem nową małpę. Odwołujemy się tu do uprzednio posiadanej wiedzy: nie przypomina ona żadnego z gatunku małp spotkanych na tym obszarze i stawiamy hipotezę: jest to przedstawiciel nowego gatunku. Weryfikujemy hipotezę poprzez badania, czy to morfologiczne, zapewniające szczegółowy opis z uwzględnieniem różnic pomiędzy znanymi już naczelnymi, bądź to przez badania genetyczne, dzięki którym stwierdzamy odrębność genetyczną nowego okazu od każdego z poznanych wcześniej gatunków. Zauważmy, że opis fragmentu świata stanowi tutaj tylko element naukowego postępowania i jest środkiem, a nie celem.

Tym ostatnim bywa potwierdzenie hipotezy i zdobycie nowej wiedzy, ale cel może też leżeć dalej. Potwierdzona hipoteza może zostać wykorzystana, i to nie tylko do tworzenia kolejnych hipotez. Swego czasu Alexander Fleming zaobserwował, że bakterie słabo rosną, jeśli płytkę, na której je hodujemy, zanieczyścimy pleśnią (albo na przykład, jak w oryginalnym badaniu Fleminga, zamiast wyczyścić laboratorium, pojedziemy na wakacje, i naczynia zarosną nam grzybem). Badacz nie ograniczył się do opisu (świata naprawdę nie obchodzi czystość jego zastawy), lecz postawił hipotezę: grzyb wydziela substancję hamującą wzrost bakterii. Hipotezę tą potwierdzono, m.in. izolując postulowaną substancję, którą od naukowej nazwy pleśni Penicillium (po polsku pędzlak) nazwano penicyliną. Tak odkryto antybiotyki.

Jeśli więc lekarz widzi kaszlącego, gorączkującego pacjenta odpluwającego żółtawą wydzielinę, nie ogranicza się do opisu objawów i życzenia requiescat in pace, ale stawia hipotezę diagnozy zapalenia płuc, którą weryfikuje wpierw przez osłuchiwanie. Następnie korzysta z hipotezy potwierdzonej setki razy od pierwszych badań Fleminga i przepisuje choremu antybiotyk zabijający powodujące zapalenie płuc bakterie. W efekcie może wyleczyć pacjenta, a nagła poprawa po penicylinie potwierdza szereg zastosowanych tu hipotez. Pacjentowi nic po opisie.

Przypadek obrazuje ważną kwestię: w dzisiejszych czasach rzadko testuje się hipotezę w oderwaniu od innych potwierdzonych już wcześniej hipotez składających się na wiedzę naukową. Łącznie budują one gmach nauki i pozwalają zmieniać świat. Oznacza to, że stawianie trafnych, mających szansę się utrzymać hipotez wymaga znajomości odpowiedniego fragmentu dotychczas zgromadzonej wiedzy, zdobycie której zwykle zajmuje kilka lat (może niektórych zaskoczę, ale nie, pięć minut na Facebooku i opinia siostry sąsiadki nie wystarcza).

Co ciekawe, na licznych profilach kreacjonistów, płaskoziemców, antyszczepionkowców i tym podobnych negacjonistów rozumu spotkałem liczne opisy, ale w zasadzie nie ma tam testowalnych hipotez, które można by potwierdzić bądź obalić.

Nie ma też zastosowań zamieszczanych niekiedy pięknie brzmiących treści. Nic z nich nie wynika. Żaden z autorów nie był w stanie wytłumaczyć, jak działa telefon czy GPS, ani zaproponować jakiegokolwiek praktycznego wykorzystania swoich tez. Wszyscy widzimy, że telefonu czy GPS działają. I to my jako ludzie je zbudowaliśmy – dzięki nauce. Nie dzięki opisom świata stworzonego przez Boga, ale dzięki naukowemu poznaniu zasad rządzących tym światem.

Dzięki stawianym i weryfikowanym hipotezom. Na tym właśnie polega nauka. Opisy świata zostawmy poetom.

Marcin Nowak

Reklama