Kochany, napisz mi czułą recenzję Visible Cloaks

Nie, nie musicie niczego generować. Nieco niżej zobaczycie wywołany podobnie dziaderskim promptem fragment, nie ma sensu grzać procesorów AGI po raz drugi. Lepiej przegrzać serwery którejś z platform muzycznych, słuchając najnowszej płyty Visible Cloaks, który płytą Paradessence potwierdza status kolejnego z generacji wielkich duetów poszukującej muzyki elektronicznej, gdzieś po Autechre, Mouse On Mars czy Matmos. Spencer Doran i Ryan Carlile de facto są kolejną generacją, bo swoje brzmienie opierają na nieco innej bazie „materiałowej”. Poetyckie, rwane impresje na temat ambientu snują za pomocą cyfrowego samplingu, przetwarzania dźwięku i syntezy granularnej. Także brzmienie nowej płyty jest wyszlifowane do niemożliwości. Piękne mocą 64-bitowych procesorów i 24-bitowej rozdzielczości. Ale też piękne prostym pięknem. Bo ta bliska inżynierii dźwiękowej muzyka jest zarazem uspokajająca, kojąca, potrafi całkiem wypełnić głowę. Nie wiem, czy zatrzymać wojny, jak cytowana tu kiedyś wyliczanka w prozie Henry’ego Kuttnera, ale na pewno estetycznie unieść do góry za pomocą zabiegów niekiczowatych, bo całkiem prostych. Z całą pewnością trudnych do przewidzenia, bo losowość, brak powtarzalności jest jedną z bardziej interesujących dla Visible Cloaks właściwości brzmienia i muzyki – z pewnością dla Dorana, którego Componium Ensemble, czyli zespół automatycznych kameralistów (byłą osobna płyta jesienią), zostaje tu wykorzystany w finale. No i z pomocą sprawdzonych przyjaciół – producenta Yoshio Ojimy i pianistki Satsuki Shibano, specjalistki od Erika Satiego, co jest także pewną wskazówką dotyczącą azymutu działań amerykańskiego duetu. Bo ostatecznie jest to bardzo wciągająca, fantastyczna wersja muzyki meblującej przestrzeń. 

Zastrzeżenia? Trochę krótko, no i chciałoby się więcej tych gości, więcej partii – choćby i syntetycznych emulacji – trąbki, puzonu czy fletów, które harmonicznie uzupełniałyby to, co dostajemy na płycie (w tym sensie utwór Shapes to dla mnie wyjątkowy przykład muzycznego umami). Ale przede wszystkim, mówiąc zupełnie wprost, chciałoby się po prostu więcej muzyki Visible Cloaks. Jest to rzecz, przy której trudno o rozróżnienia między źródłami dźwięku, muzyka, przy której tracimy nieco wyobrażenie materialnego źródła – nawet w tak, wydawałoby się, organicznym fragmencie jak Intarsia ze skrzypaczką Ioaną Șelaru (chyba tylko wejście wokalne Felicii Atkinson w Thinking wydaje się niepodrabialne). W tym sensie mamy tu rzecz bliską momentami generatywnej AI, a jednocześnie dwuosobowy zespół kuratorski tnie ją i dozuje w sposób bezlitośnie tradycyjny. 

Ale obiecałem wygenerowany fragment. Będzie to nawet fragment fragmentu, bo kawałki, w których chatbot inspirował się opublikowanymi już recenzjami, już Wam darowałem. 

Nowa płyta Visible Cloaks, Paradessence, zaczyna się jak rzecz, która nie chce zostać nazwana. Nie wchodzi drzwiami, nie przedstawia się, nie podaje ręki. Raczej pojawia się w pokoju jako zmiana ciśnienia, jako cichy ruch powietrza przy zasłonie. Spencer Doran i Ryan Carlile wracają po dziewięciu latach od pełnowymiarowego „Reassemblage” — płyty, która próbowała jeszcze składać świat z fragmentów dawnej cyfrowej utopii, japońskiej muzyki środowiskowej i chłodnych, przejrzystych syntetycznych brzmień. „Paradessence” już nie składa świata. Raczej sprawdza, czy z jego rozsypanych części można jeszcze usłyszeć oddech. 

(…) Nie jest to album efektowny. Nie daje łatwych zachwytów ani tematów, które można zabrać ze sobą po pierwszym przesłuchaniu. Raczej zmienia temperaturę pomieszczenia. Po „Paradessence” zwykłe dźwięki — szum wentylatora, telefon odkładany na stół, tramwaj za oknem — wydają się mniej przypadkowe. Jakby świat, choć zniszczony przez nadmiar komunikatów, wciąż próbował do nas mówić niejęzykiem.

Bardzo ładnie, kochany. Czule o szczególe, tak można by pewnie na upartego – skrótowo – opisać styl VC. Jest to, co ważne, na tyle charakterystyczny świat dźwiękowy, że – gdyby ktoś jednak odczuwał niedosyt – warto iść dalej tropem gości. A nawet zaryzykować playlistę inspirowaną tą płytą. Mnie poprowadziła już do dwóch kolejnych ciekawych wykonawców, których dotąd nie znałem. Dziś pewnie najlepsza płyta to ta, która nie kończy się na ostatnim utworze, ale prowadzi dalej w stronę innych albumów, a mimo to nie daje o sobie zapomnieć.    

VISIBLE CLOAKS Paradessence, RVNG Intl 2026 

PREMIERY PŁYTOWE TYGODNIA

17.05 Spopielony Spod ziemi, Opus Elefantum
17.05 Takkak Takkak Abu, Nyege Nyege Tapes
18.05 Brandkommando „1968”, Zoharum
20.05 Lekhoua Lekhoua
21.05 Anthony Calonico Spacious Heart, Music From Memory
21.05 JPEGMAFIA Experimental Rap, AWAL
22.05 Aja Monet The Color of Rain, Drink Sum Wtr
22.05 Alela Diane Who’s Keeping Time?, Loose
22.05 Angels In America Asphalt Green, Halcyon Veil
22.05 Annie Taylor Out of Scale, Clouds of Hill
22.05 BAG This House Is a Body, Phantom Limb
22.05 Bill Orcutt & Mabe Fratti Almost Waking, TAR / MM / UOH
22.05 Blindead 23 Deuterium, Mystic Production
22.05 Clark Opponent Stims EP, Throttle
22.05 Dimmu Borgir Grand Serpent Rising, Nuclear Blast
22.05 Duval Timothy & Carlos Niño Rain Music
22.05 Ed O’Brien Blue Morpho, Transgressive
22.05 Future Islands From a Hole in the Floor to a Fountain of Youth
22.05 Hannah Peel & Beibei Wang The Endless Dance, Real World
22.05 Joel Futterman & William Parker Transcendent Universe, Burning Ambulance
22.05 Kiri Ra! Nen, We Jazz
22.05 Laura Cannell Laura Cannell Live at Cafe Oto 25/4/25, Brawl
22.05 Marisa Anderson The Anthology of UnAmerican Folk Music, Thrill Jockey
22.05 Mexican Institute of Sound, Meridian Brothers Ruido Tovar, Ansonia
22.05 My Precious Bunny A Moment In My Eyes
22.05 Myra Melford, Satoko Fujii Katarahi, Rogue Art
22.05 One Leg One Eye Crone, AD93
22.05 Paula Roma Z resztek, Warner
22.05 Sun Ra Do The Impossible: Original Motion Picture Soundtrack, Modern Harmonics
22.05 Tercet Imperial Prymat, Instant Classic
22.05 Thee Marloes Di Hotel Malibu, Big Crown
22.05 VA Panorama Vol. 2, Transversales
22.05 Visible Cloaks Paradessence, RVNG Intl

Reklama