No i mamy wojnę o Trybunał Konstytucyjny
I to zanim jeszcze cokolwiek się stało. A jeśli miało się stać, to raczej się nie stanie, bo policja musiałaby walczyć z ludźmi broniącymi dostępu do Trybunału.
Sytuacja zaczyna przypominać obronę pierwszej prezeski Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf w lipcu 2018 r., kiedy to PiS ustawowo obniżył maksymalny wiek sędziów SN, żeby pozbyć się jej z funkcji. Wtedy ludzie w sile kilku tysięcy zgromadzili się o ósmej rano przed Sądem Najwyższym, by”wprowadzić” prezeskę do gmachu. Władza odpuściła, a potem TSUE uznał nowe prawo za łamiące zasadę niezawisłości sędziowskiej.
Teraz mamy groteskowe odwrócenie tamtej sytuacji.
Siłowe przejęcie Trybunału Konstytucyjnego zapowiedział środę w „Rzeczpospolitej” anonimowy „minister w rządzie Donalda Tuska”. „Dni Święczkowskiego w Trybunale Konstytucyjnym są policzone. Usłyszy zarzuty, straci immunitet i nie będzie mógł sprawować urzędu. Jeśli nie opuści gmachu, zostanie z niego wyprowadzony przez funkcjonariuszy policji. Premier jest zdeterminowany, żeby zmiany doprowadzić do końca” – tak brzmiał cytat z owego ministra.
Z kolei minister sprawiedliwości Waldemar Żurek pytany przez dziennikarzy stwierdził: „Ja nie chcę przesądzać, dlatego że jest zespół śledczy, który już bardzo intensywnie działa. Więc myślę, że w najbliższych tygodniach możemy się spodziewać jakichś ruchów ze strony prokuratury”.
W odpowiedzi, z inicjatywy „Gazety Polskiej”, Ruchu Obrony Granic, propisowskiego Stowarzyszenia „Sędziowie RP”, „środowiska naukowego i organizacji patriotycznych” oraz osób prywatnych – m.in. działacza podziemnej opozycji Adama Borowskiego – powstał Komitet Obrony Trybunału Konstytucyjnego. Komitet zbiera podpisy pod apelem sprzeciwiającym się „atakom na Trybunał Konstytucyjny, a zwłaszcza zapowiedzi jego siłowego przejęcia przez władzę wykonawczą”.
Pod Trybunałem powstało „miasteczko namiotowe”, a w czwartek, na wezwanie „Gazety Polskiej”, zgromadzili się ludzie w obronie TK.
Jakby na to nie patrzeć, PiS dostał fantastyczny prezent: uwaga opinii publicznej, przynajmniej tej propisowskiej, została odwrócona od afery Zopndacrypto.
Trudno zrozumiałe jest, po co anonimowy „minister w rządzie” postanowił upublicznić plan (jeśli taki rzeczywiście istnieje) siłowego rozwiązania kryzysu związanego z niedopuszczaniem przez prezesa TK Bogdana Święczkowskiego czworga sędziów, którzy złożyli ślubowanie w Sejmie podczas uroczystości, na którą nie przyszedł zaproszony prezydent. Było oczywiste, że taka zapowiedź spowoduje mobilizację strony broniącej status quo ante w TK.
Co będzie dalej? Jeśli miałby się zrealizować plan zatrzymania przez policję prezesa Święczkowskiego „na gorącym uczynku” przestępstwa niedopełnienia obowiązków polegającego na niedopuszczaniu czworga sędziów do orzekania, to najprawdopodobniej nie będzie jak tego zrobić bez pacyfikacji ludzi, którzy zablokują policji wejście do Trybunału. A do tego rząd dopuścić nie może, bo tzw. straty wizerunkowe byłyby niepowetowane.
Podobnie niepowetowane będą straty wizerunkowe, jeśli dopuści do tego, by policja cofnęła się przed demonstrantami. Będzie to okazanie słabości, której mu wyborcy nie wybaczą. W tej sytuacji lepiej odpuścić sobie plan „zatrzymania na gorącym uczynku” prezesa Święczkowskiego, bo więcej z tego będzie strat niż korzyści. Zwłaszcza że politycy KO, a za nimi dziennikarze i niektórzy prawnicy, powtarzają nieprawdę: że do odsunięcia Święczkowskiego z funkcji prezesa TK wystarczy uchylenie immunitetu. Immunitet konieczny jest sędziemu do orzekania. Ale do sprawowania urzędu prezesa TK już konieczny nie jest.
Zatem należałoby doprowadzić do aresztowania Święczkowskiego przez sąd, co spowoduje czasową niemożność sprawowania przez niego funkcji prezesa. Pytanie, czy zarzuty, jakie mogą być postawione Bogdanowi Święczkowskiemu, umożliwiają zastosowanie aresztu. Nie ma tu obawy ucieczki czy ukrywania się, a zarzut nadużycia uprawnień przez niedopuszczanie sędziów do orzekania raczej nie wiąże się z możliwością mataczenia, bo wszystko, co robił Święczkowski w tej sprawie, działo i dzieje się publicznie.
Inaczej mogłoby być, gdyby doszedł zarzut manipulacji składami. Taki zarzut grozi Julii Przyłębskiej, na którą doniesienie w tej sprawie złożyła niedawno Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Być może podobny zarzut można postawić prezesowi Święczkowskiemu. Tu już potrzebne byłyby zeznania innych sędziów i pracowników TK, więc istniałoby niebezpieczeństwo mataczenia.